Zaczęło się, cieszmy się tym

Pamiętam jak kiedyś, na ostatnim roku studiów, graliśmy spektakl dyplomowy. Siedziałem w garderobie z kolegą, nagle zadzwonił do niego telefon, odebrał… „tak, rozumiem, jutro, casting do reklamy leku przeciwbólowego… o trzynastej, będę”. Rozłączył się, wrócił do nakładania sobie podkładu na twarz, po czym z pełną powagą, przepowiadając sobie wielką karierę, powiedział: „zaczęło się”.

Być jak Tina

Ostatnio znów jest o niej głośno. Wydała kolejną część swojej autobiografii, wraz z mężem wyprodukowała musical na podstawie historii swojego życia (premiera w Aldwych Theatre w Londynie, kolejne inscenizacje powstają w kolejnych muzycznych teatrach Europy). Jeszcze w marcu na jednej ze streamingowych platform ma mieć premierę pełnometrażowy dokument o jej życiu i jak sama zaznacza…

Desperacko i optymistycznie

Nigdy nie miałem takiego problemu z napisaniem felietonu jak dziś. I nie chodzi przecież o moment, czy chwilę, tylko całokształt, czas, w jakim się znaleźliśmy. Pandemia, kolejne obostrzenia, niepewność, społeczny niepokój, strajk kobiet, upadające biznesy. Jak w takiej chwili przekazać coś, co ma sens, wesprze, doda otuchy? Od zawsze pisałem Wam o sobie, swoich wątpliwościach,…

Po prostu INA

Od dziecka marzyłem o swoi piesku, ale rodzice byli przeciwni i kupili mi rybki. Nadałem im imiona, karmiłem, każdy pogrzeb w toalecie był prawdziwym dramatem, ale jeśli chodzi o mój dziecięcy deficyt czułości – wciąż pozostawał on niezaspokojony. Kolejnego zwierzaka w domu, żółwia Rogera, przynajmniej można było przytulić. Mimo iż nie odwzajemniał moich dziecięcych ataków…

Zaraz mi się zechce

Nigdy nie byłem typem imprezowicza. Owszem, zaszaleć umiałem, rachunki za niektóre głupoty płacę do dziś, ale były to jednak kameralne konfiguracje osobowe, a nie tłum anonimowych osób w klubie, który powodował raczej stany lękowe, niż chęć zabawy. Od knajp zdecydowanie wolałem domówki, bezpieczne grono, które dawało komfort, nazwijmy to eksplorowania młodości. Dziś jednak z niepokojem…

Tak bym chciał…

Tak bardzo bym chciał napisać coś „ku pokrzepieniu serc”. Nawet sam nie wiem, czy bardziej dla Was, czy jednak egoistycznie dla siebie… Z pewnością lepiej by było świecić przykładem, wesprzeć behawioralnie. W idealnej wersji ten felieton zaczyna się tak:

Felieton o ścianie

Jesień mnie trochę w tym roku pokonała. Znów zrobiło się smutno, mokro i melancholijnie… Nie, żebym tego jako listopadowy chłopak, nie lubił… Ale co innego zaszyć się w domu, zakopać w kocach z michą ulubionego żarcia i poczytać książkę, a co innego mierzyć się w tym anturażu z najintensywniejszym zawodowo okresem w życiu. Dopiero co…

Ostatni felieton przed czterdziestką…

Co wydanie LIFE IN. Łódzkie „zabawa” z felietonem zaczyna się od początku. Najpierw sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej, że nie przekroczę wszystkich możliwych deadlinów, nie doprowadzę Beaty (redaktor naczelna) do stanu przedzawałowego, a temat kolejnego felietonu dobrze przemyślę, wybiorę, najlepiej z wyprzedzeniem napiszę kilka różnych, a w redakcji wybiorą sobie ten, który według…

Najgorsze są powroty

Kotor 9.00 Wraz z trójką przyjaciół po tygodniu wspólnego eksplorowania Czarnogóry wyruszamy z Kotoru do Podgoricy. Auto z wypożyczalni ledwo zipie, zwłaszcza na krętych, stromych i wąskich drogach, przepisy drogowe właściwie tu nie obowiązują, zatem jedziemy ostrożnie, ale – co najważniejsze – wypoczęci i w świetnych nastrojach. Podgorica 11.40 Bilety na lot wykupione od kilku…

Felieton o moim ojcu

Parafrazując klasyczkę – „Ten felieton mu się po prostu należy”… W dzieciństwie był postacią mityczną. W domu był dwa, trzy miesiące w roku. Przypływał z rejsów, przywoził słodycze, colę (nigdy nie zapomnę, jak porzygałem się po wypiciu jedenastu puszek jednego dnia) i pomarańcze. Czasem nas ze sobą zabierał. Pierwszy raz – gdy miałem osiem lat…