Poznali się w pierwszej klasie liceum… On – szczery chłopak, przewodniczący samorządu szkolnego, z marzeniami o karierze marynarza… I ona – piękna dziewczyna nazywana w klasie „czerwoną księżniczką” przez fakt bycia córką przewodniczącego powiatu. Pozornie dzieliło ich wiele…

On dojeżdżał do szkoły 11 kilometrów pociągiem, ją woziła czarna wołga jej ojca. Zakochiwali się w sobie powoli, ostrożnie, ale już na studniówce byli parą. Do matury pomagał jej opanować materiał z matematyki, ona dokarmiała go parówkami, które wtedy były rarytasem. Oświadczył jej się po pierwszym rejsie do Ameryki Płd., ostrzegał, że czeka ją ciężki los żony marynarza, ale ona już wtedy nie dopuszczała myśli, że mogliby się rozstać. Ona – Krysia, moja mama. On – Rysio, mój tata… Przeprowadzili się do Gdyni, urodził się mój brat, potem ja…

W długie miesiące bez taty ona poświęcała się nam, staniu w kolejkach, czasem graniu z koleżankami w kanastę. Przed przyjazdem ojca wszystko się zmieniało: kosmetyczka, fryzjer, zakupy na Świętojańskiej w Gdyni – wszystko po to, by go przywitać, by mu się podobać. Zachowywali się jakby wciąż byli parą narzeczonych. Jako dziewięciolatek jeszcze nie rozumiałem czemu zawsze po przyjeździe taty najpierw są prezenty, rozmowy, a potem musimy z bratem iść do cioci Wiesi, by odebrać rzekome zakupy z mięsnego.

Kilka lat później jako nastolatek – co oczywiste – byłem pochłonięty własnymi sprawami – mieszkałem w  internacie, więc w domu bywałem rzadko, z mamą często się kłóciłem, ojciec przesyłał mi długie listy to z Chin, to z Alaski, w których zawsze pisał głównie o niej. Pamiętam zdanie: „Cokolwiek mama mówi, nawet jeśli się myli, to ja zawsze stanę po jej stronie”. Wtedy mnie to strasznie denerwowało. Nie rozumiałem też, czemu mama często jeździ na plażę i patrzy na morze. „On gdzieś tam jest” – powiedziała kiedyś, a ja to obśmiałem: „To wskakuj do wody i do niego płyń”. Kiedy zacząłem już dorosłe życie w Łodzi, mama mówiła mi już prawie o wszystkim, codziennie godzinami przez telefon. Ojciec zawsze był w centrum tych zwierzeń, on, tęsknota za nim, jego brak, co zrobią jak wróci z kolejnego rejsu, gdzie pojadą…

Trzy lata temu rodzice odnowili przysięgę w kościele. Byli tylko oni, przyjaciel domu i ja jako ich świadek. Byłem pewien, że mnie to nie ruszy, żartowałem sobie raczej, żebym po ich „nocy poślubnej” nie musiał ich odwiedzać na OIOM-ie, a jednak… Gdy składali przysięgę, wzruszeni i zestresowani jak nastolatkowie, i mnie powoli zaczął opuszczać wrodzony cynizm. Wtedy już tata planował emeryturę. Ostatnie dwa, trzy rejsy i wreszcie razem – dzień w dzień, po ponad czterdziestu latach rozstań i powrotów.

Niestety… stało się inaczej; tata „zszedł na ląd” (jak się mówi w marynarskim żargonie), a chwilę potem mama zachorowała. Opiekował się nią bez cienia pretensji do losu, bez użalania się nad sobą…Nieważne, że nie sypiał, bardzo schudł, był czujny na każdy jej oddech. Mama przegrała walkę z chorobą dokładnie rok temu, w lutym. Do końca przytomna… umarła w swoim łóżku, w jego ramionach. To, co jej wtedy mówił (przepraszam, tego napisać już nie mogę) to, jak jej pomagał odejść, do teraz rozrywa mi serce. Mamę pochowaliśmy w Łodzi, tata w sekundę podjął decyzję o przeprowadzce z Gdyni, by być blisko niej. Teraz ciągle jeździ na cmentarz, siada i patrzy na jej grób, jak kiedyś ona na morskie fale….. Bo przecież „ona gdzieś tam jest”…

Kamil Maćkowiak – aktor , reżyser , scenarzysta , tancerz i choreograf

Laureat ponad dwudziestu nagród teatralnych , Prezes Zarządu Fundacji Kamila Maćkowiaka. Za autorski monodram „Diva Show” , zrealizowany przez fundację otrzymał prestiżową nagrodę im. Schillera dla twórcy sezonu za oryginalność ujęcia , choreografię , reżyserię i wykonanie aktorskie oraz nagrodę Plaster Kultury 2013. Zagrał główną rolę w filmie Jerzego Stuhra „Korowód” , oraz m.in. w serialach „Pensjonat pod różą” , „Oficerowie” , „Kryminalni” , „Naznaczony” , „Barwy szczęścia” i „Przyjaciółki”. Jest laureatem Nagrody Sejmiku Województwa Łódzkiego oraz Nagrody Prezydenta Miasta Łodzi w dziedzinie twórczości artystycznej.