Dr n. med. Błażej Pruszczyński, lekarz ortopeda i Adam Osiński, ojciec, przedsiębiorca wspólnie stworzyli Centrum Medyczne Querqus. Spotkali się, bo syn Adama urodził się z wadą wrodzoną i potrzebował pomocy specjalisty. I tak podczas wizyt narodził się pomysł na centrum medyczne specjalizujące się w leczeniu ortopedycznym dzieci. Dziś po roku działalności Querqus opiekuje się całymi rodzinami. Rozmawiamy z doktorem Błażejem Pruszczyńskim.

LIFE IN Łódzkie: Centrum Medyczne Querqus działa od roku, początkowo specjalizowaliście się w leczeniu dzieci. Obecnie opieką otaczacie całe rodziny. Dlaczego zdecydowaliście o poszerzeniu oferty?

Błażej Pruszczyński: Zauważyliśmy taką potrzebę. Zaczęliśmy od leczenia najmłodszych, ponieważ w swojej pracy zawodowej skupiłem się na leczeniu dzieci. Skoro udało nam się zbudować zespół lekarzy specjalistów dziecięcych, doszliśmy do wniosku, że warto rozszerzyć opiekę medyczną nad rodzicami, dziadkami, czyli otoczyć opieką całe rodziny. Doskonale nam się to sprawdza. W Querqusie pracuje wielu specjalistów z różnych dziedzin, mamy doskonały zespół rehabilitantów oraz bardzo dobry sprzęt diagnostyczny, w tym jeden z najnowocześniejszych aparatów USG w Polsce.

Centrów medycznych mamy w Łodzi całkiem sporo, czym wyróżnia się Querqus?

Centrum Medyczne Querqus to ucieleśnienie idei placówki medycznej przyjaznej dzieciom i ich rodzicom. To miejsce, w którym zapewniamy naszym pacjentom najwyższy poziom opieki medycznej w miłym dla oka otoczeniu, niekojarzącym się z placówką medyczną. Leczymy całego pacjenta, nie tylko jego chorobę. Wspieramy go na każdym etapie, nawet po zakończeniu leczenia. Zależy nam na jakości! Nie uważamy, że im więcej pacjentów tym lepiej. Pewnie z ekonomicznego punktu widzenia to irracjonalne, ale dla nas najważniejsze jest zadowolenie z efektów leczenia. Co bardzo istotne pracujemy z ludźmi, którzy reprezentują wysoki poziom kultury osobistej i zrozumienia pacjenta. Empatycznymi, troskliwymi, stale podnoszącymi swoje zawodowe kompetencje.

A skąd pomysł na nazwę, dość odległą przyznam od innych placówek medycznych?

Nie chcieliśmy kolejnej nazwy z końcówką „– med”. Jak słusznie Pani zauważyła, używa jej zbyt wiele placówek medycznych. Słowo Querqus – pisane nieco inaczej quercus – oznacza dąb, który jak wiemy, jest symbolem długowieczności, tradycji, a ona jest dla mnie bardzo ważna. Wywodzę się z rodziny o wieloletnich i wielowątkowych tradycjach medycznych. A dlaczego „c” zamieniło się na „q”, ponieważ w pisowni oryginalnej używa jej zbyt wiele firm działających w innych branżach. Więc jest oryginalnie i z przesłaniem.

Skoro wspomniał Pan o rodzinnych tradycjach, to rozumiem, że nie miał Pan innego wyboru tylko zostać lekarzem?

Absolutnie mogłem zostać, kim chciałem, rodzice ani dziadkowie niczego mi nie narzucali. Miałem robić to, co sobie wymarzyłem. Po prostu dorastałem w środowisku lekarskim i nie wyobrażałem sobie, że mógłbym w życiu robić coś innego. Nigdy nie żałowałem swojego wyboru.

A dlaczego Pan doktor wybrał akurat ortopedię?

Kiedyś, obecny mój szef profesor Marek Synder, kierownik Kliniki Ortopedii i Ortopedii Dziecięcej Szpitala CKD UM w Łodzi, powiedział mi, że będąc ortopedą, będę mógł leczyć ludzi w wieku od 0 do 100 lat i to bez względu na płeć. I to mi odpowiadało, bo w innych specjalizacjach skupiamy się na wybranej grupie. Chęć pracy z dziećmi zaszczepił mi mój tata, i jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo bardzo lubię to, co robię w ortopedii. Najlepiej współpracuje mi się z tymi najmłodszymi pacjentami i wczesnoszkolnymi.

Dlaczego?

One są szczere i nigdy nie udają, widzę wdzięczność w ich oczach za trud leczenia, gdy dzięki wspólnemu wysiłkowi mogą czerpać radość z życia.

Z jakimi schorzeniami u dzieci ma Pan najczęściej do czynienia?

Wyspecjalizowałem się w leczeniu dzieci ze stopą końsko-szpotawą, dysplazją stawu biodrowego, dzieci z porażeniem mózgowym oraz skoliozami. Schorzenia te wymagają planowania leczenia i pracy zespołowej, lekarzy różnych specjalności oraz fizjoterapeutów. Każdą z nich z dobrym skutkiem można leczyć zachowawczo, a nie od razu sięgając po skalpel.

Stopę końsko-szpotawą można leczyć zachowawczo?

Oczywiście i sprawimy, że dziecko będzie normalnie funkcjonowało. Leczymy metodą uznaną za złoty standard w medycynie, czyli Metodą Ponsetiego, którą poznałem, kształcąc się m.in. w dwóch renomowanych Ośrodkach Leczenia Stopy Końsko-Szpotawej na świecie u doktora Morcuende w Iowa w USA oraz doktora Radlera w Wiedniu.

Na czym dokładnie polega ta metoda?

Na prawidłowym ustawieniu stopy, tak by dziecko mogło normalnie ją obciążać, chodzić i cieszyć się życiem. W pierwszym etapie leczenia co tydzień zakładamy nowe opatrunki gipsowe stopniowo poprawiające ustawienie stopy. Z reguły trwa to około sześciu tygodni, potem przecinamy ścięgno Achillesa, by sprowadzić kość piętową w dół. Ścięgno bez problemu się zrasta. Następnie doleczamy dziecko w opatrunku gipsowym, a następnie w tzw. szynie derotującej. Stosujemy ją po to, by stopa pozostała we właściwym ustawieniu. Taką szynę zakładamy dziecku na noc przez okres 4 do 5 lat.

To chyba szybsze efekty dałaby operacja?

I tu jest Pani w błędzie. Operacja nie daje takich efektów jak leczenie zachowawcze. Sprawia, że pacjenci muszą żyć później z bólem, być wielokrotnie, ponownie, operowani. Mają problemy z chodzeniem i założeniem buta. Dlatego nie warto operować.

Wspomniał Pan też o leczeniu dysplazji stawu biodrowego. Dużo dzieci rodzi się z tym schorzeniem?

Jak pokazują najnowsze statystyki, około jednego procenta dzieci rodzi się z tym schorzeniem, ale wcześnie je wykrywając około 5-6 tygodnia życia, mamy szansę na całkowite wyleczenie dziecka. W dysplazji stawu biodrowego problem polega na tym, że głowa kości udowej i panewka nie są prawidłowo zbudowane i może w przyszłości dojść do zwichnięcia stawu biodrowego. Także w tym przypadku nie jest potrzebna operacja, w znakomitej większości wystarczy odpowiednie leczenie zachowawcze, polegające na tzw. pozycjonowaniu dziecka. Niekiedy potrzebna jest do tego specjalna orteza odwodząca, czyli zewnętrzny aparat, który utrzyma dziecko w odpowiedniej pozycji.

A wady podstawy i skoliozy skąd się biorą?

Z kultury osobistej naszej populacji, nie zwracamy uwagi na zdrowe zachowania, na ruch, na prawidłową postawę. Na kanapie siadamy byle jak, przy biurku, stole, tak samo, mało się ruszamy, w szkołach wszyscy zapomnieli o gimnastyce, liczą się tylko gry zespołowe. I efekt mamy taki jaki mamy. Przy czym nie można na równi stawiać wad postawy ze skoliozą. Skolioza jest chorobą – to ciężkie zniekształcenie trójpłaszczyznowe kręgosłupa, dziesięciokrotnie częściej występuje w okresie dojrzewania u dziewcząt niż u chłopców. Skolioza jest też nieodwracalna, wadę postawy możemy sami skorygować. W Querqusie razem z zespołem fizjoterapeutów leczymy zachowawczo skoliozy z dobrym skutkiem, czasami trzeba zaprojektować odpowiedni gorset, a gdy operacja okazuje się niezbędna, kierujemy do współpracujących z nami najlepszych ośrodków w Polsce.

Jak nie przegapić tego właściwego momentu, gdy skoliozę można leczyć jeszcze zachowawczo?

Przede wszystkim należy obserwować swoje dziecko. Obowiązkowo od dziewiątego roku życia, raz na trzy do sześciu miesięcy powinniśmy przyjrzeć się kręgosłupowi naszego dziecka. Najlepiej by dziecko ubrało się w strój kąpielowy, pochyliło się, dotykając palcami do podłogi i jeśli zauważymy, że kręgosłup nie jest równy, najlepiej natychmiast wybrać się do specjalisty. Dwa, trzy lata później może być już za późno.

Czyli, jak w każdej chorobie odpowiedni moment gwarantuje powodzenie w leczeniu?

Oczywiście, leczenie wdrożone w odpowiednim momencie gwarantuje sukces i przysparza mniej bólu pacjentowi. Dbajmy zatem o siebie, a jak potrzebna jest pomoc zapraszam do Querqusa. Tych małych i tych dużych pacjentów. Pomożemy najlepiej, jak potrafimy.

Czy uczy Pan doktor studentów?

Tak. Jestem adiunktem w Klinice Ortopedii i Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Podczas zajęć przekazuję studentom wiedzę ortopedyczną, ale i jak być lekarzem, człowiekiem, niosącym pomoc. Pomoc w szerokim tego słowa znaczeniu, podpartą tradycją i klasycznymi wartościami.

A czy ma Pan czas wolny?

(śmiech) wyrywam każdego dnia ten czas. Priorytetem jest moja rodzina, to dzięki Niej i dla Niej robię to wszystko. W wolnej chwili zagłębiam się w enologii i wyjazdach w miejsca oddalone od miasta. (uśmiech)

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Paweł Keler

Łódź, ul. Tymienieckiego 20
tel. 509 426 304
e-mail: rejestracja@querqus.pl
www.querqus.pl
Godziny przyjęć: poniedziałek-piątek 10-18.