Blogerzy, influencerzy, organizatorzy dwóch największych w Polsce festiwali dla twórców internetowych postanowili stworzyć w Łodzi miejsce pełne kultury, z dobrą kawą i doskonałym jedzeniem. Znaleźli je w Monopolis, a ich Mono Cafe jest dziś jednym z najpopularniejszych łódzkich lokali. O tym, dlaczego zdecydowali się zainwestować w nowoczesną kawiarnię, opowiadają Anna i Jakub Zając, właściciele Mono Cafe.

LIFE IN Łódzkie: Przed wprowadzeniem lockdownu i zamknięciem gastronomii Mono Cafe cieszyła się sporym zainteresowaniem gości. Jak radzicie sobie teraz?

Anna Zając: To prawda, że przez te kilka miesięcy działalności, bo trzeba pamiętać, że otworzyliśmy się w połowie czerwca, udało nam się zdobyć fantastycznych gości i przyzwyczaić ich do tego miejsca. Pomogła w tym oczywiście nasza działalność internetowa i to, że jesteśmy blogerami, influencerami i twórcami dwóch dużych festiwali. Od początku informowaliśmy w sieci o naszej kawiarni i myślę, że dzięki temu od razu udało nam się szeroko wypromować Mono Cafe.

Jakub Zając: Działamy dalej, tylko dziś świadczymy usługi z odbiorem osobistym lub z dowozem na terenie Łodzi. Cały czas można u nas zamówić dania, desery, kawę i napoje. Przygotowaliśmy nowe menu, które jest dostępne na naszej stronie, a kucharze zaproponowali naprawdę doskonałe dania.

Rozmawiamy o lokalu, znajdującym się w Monopolis, miejscu, które stało się wyjątkowym, nie tylko dla łodzian. Czy dobrze się tu prowadzi biznes?

Anna Zając: Kiedy zaczęliśmy myśleć o otwarciu lokalu, to zawsze podkreślaliśmy, że miejsce, w którym on będzie, musi być wyjątkowe. Nie tylko nasz lokal, ale cała przestrzeń wokół. Zależało nam też na tym, żeby było komfortowo i bezpieczne. Monopolis zobaczyłam przypadkiem, przeglądając Facebook i od razu mi się spodobało. Umówiliśmy się na spotkanie i kiedy tylko przyjechaliśmy do Monopolis, od razu podjęliśmy decyzję, że chcemy tutaj być.

Jakub Zając: Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dokonaliśmy doskonałego wyboru. Dziś doceniamy to miejsce za to, że jest pełne kultury, bezpieczne i, co ważne, blisko centrum Łodzi. Łatwo tu dotrzeć, nie ma problemu z parkowaniem, a każdy może tutaj znaleźć coś dla siebie.

Anna Zając: Uczucie, kiedy wchodzimy do środka Monopolis jest bezcenne – bezpieczna enklawa z cudowną atmosferą. Tutaj naprawdę można się dobrze poczuć.

A swoich stałych gości już macie?

Anna Zając: Mamy i to z całej Polski. Znają nas z dotychczasowej działalności, a do Mono Cafe zaglądają, żeby zobaczyć, jak tu jest i jak nam się wiedzie. W ten sposób promujemy Łódź, a przy okazji dokładamy swoją małą cegiełkę do rozwoju miasta. Cieszy nas to, bo oboje pochodzimy z Łodzi.

Jakub Zając: Do tego co mówi Ania, warto dodać, że początek działalności pozytywnie nas zaskoczył. Zakładaliśmy, że ten biznes będzie się rozkręcał stopniowo, ale już pierwsze dni pokazały, że się myliliśmy. Zainteresowanie lokalem przerosło nasze oczekiwania, a goście zaczęli tu tłumnie przychodzić. Musieliśmy reagować i zatrudniać nowe osoby, bo inaczej nie poradzilibyśmy sobie z obsługą.

W życiu zawodowym zajmujecie się zupełnie innymi sprawami – jesteście blogerami, organizujecie wydarzenia dla tych, którzy interesują się nowymi
mediami i technologią. Skąd pomysł na kawiarnię?

Anna Zając: Influencerami jesteśmy od dziewięciu lat – prowadzimy bloga, jesteśmy aktywni w social mediach. Nieco później zaczęliśmy organizować wydarzenia dla twórców internetowych, czyli Festiwal See Blogers i Festiwal Kobiet Internetu. Pierwszy odbywa się w Łodzi, a drugi w Gdańsku.

Jakub Zając: Warto zaznaczyć, że oba te wydarzenia rozwijały się stopniowo. Pierwszy See Blogers zgromadził niewiele ponad sto osób, ale w ostatnim uczestniczyło już prawie dwa i pół tysiąca twórców internetowych. W tym roku musieliśmy jednak odwołać oba wydarzenie.

Wróćmy zatem do tego, skąd pomysł na kawiarnię…?

Anna Zając: No właśnie, oba organizowane przez nas wydarzenia absorbują nas całkowicie. Pomyśleliśmy więc, że warto mieć takie miejsce, które będzie przystankiem między tymi wydarzeniami i naszymi podróżami. Na początku wcale nie myśleliśmy o lokalu gastronomicznym, bardziej o miejscu spotkań dla branży. Z czasem nasze pomysły ewoluowały i któregoś dnia doszliśmy do wniosku, że takim miejscem może przecież stać się kawiarnia. Ale, jak to mówią, im dalej w las, tym więcej drzew, więc jak już wymyśliliśmy kawiarnię, to przyszły inne pomysły – śniadania, lunche, jakieś przekąski wieczorne do alkoholi, których
mamy całkiem spory wybór…

No właśnie – można u Was wypić wyjątkową kawę, zjeść ciasta i desery, ale również macie śniadania, lunche, piwo i doskonałe wino. Czym zatem jest Mono Cafe – kawiarnią, restauracją, bistro?

Jakub Zając: Sami o Mono Cafe mówimy, że to nowoczesna kawiarnia, do której przychodzi się nie tylko na kawę z deserem, ale też, żeby coś zjeść. Ale jak powiemy, że Mono Cafe to kawiarnia z elementami bistro, to też nie będziemy dalecy od prawdy. Nasi goście traktują to miejsce różnie. Niektórzy wpadają na doskonałą kawę i ciastka, a inni umawiają się u nas na kolację przy dobrym winie.

Anna Zając: Dopowiem t tylko, że „cafe” w nazwie naszego lokalu jest nawiązaniem do włoskich inspiracji. Tam bardzo często lokale z dopiskiem „cafe” w nazwie oferują szerokie menu i łączą funkcje kawiarni i restauracji.

Kiedy rok temu prezentowaliście koncept na lokal, mówiliście, że ma być to przystań dla kreatywnych ludzi branży internetowej z całej Polski. Tak się dzieje?

Anna Zając: Mono Cafe to nie jest lokal tylko dla influencerów. Oczywiście można u nas spotkać twórców internetowych, ale bywają także aktorzy, muzycy i wiele innych ciekawych osobowości. Proponujemy nie tylko wydarzenia związane z branżą internetową, zapraszamy też do oglądania fajnych filmów, czy słuchania muzyki na żywo. Organizujemy różne okolicznościowe wydarzenia, jak choćby spotkania z autorami książek. Ostatnio była u nas Joanna Przetakiewicz, ze swoją najnowszą książką.

Jakub Zając: Przychodzą do nas młodzi i starsi, zaglądają mamy z dziećmi, dla których przygotowaliśmy wyjątkowy kącik do zabawy z oryginalnymi klockami. Mamy fanów literatury, którzy spotykają się u nas, by poczytać na głos książki. Są artyści, którzy występują na Scenie Monopolis. Nie nastawiamy się na jakąś jedną grupę gości, chcemy, żeby w Mono Cafe dobrze czuli się wszyscy.

Wspominał Pan, że zaproponowaliście nowe menu z daniami na wynos. Co można zamówić w Mono Cafe?

Jakub Zając: Długo by opowiadać, co zaproponował nasz szef kuchni, więc wspomnę tylko o zupie cebulowej, gotowanej na białym winie, z grzankami zapiekanymi serem grana padano. Jest wołowina po burgundzku, policzki wieprzowe z gnocchi duszone w czerwonym winie i tymianku, pierogi ze szpinakiem i ricottą w sosie z gorgonzoli. Mamy też pyszne kanapki na ciepło, wyjątkowe sałatki i makarony, które produkujemy sami. Cały czas oferujemy nasze desery,
makaroniki, francuskie herbaty Dammann i aromatyczne włoskie kawy Illy. Jest wybór.

Mówi Pan o szefie kuchni w kawiarni…

Jakub Zając: Tak, mamy w Mono Cafe szefa kuchni. Jeżeli naszym gościom proponujemy śniadania, lunche i kolacje, to musieliśmy mieć kogoś, kto stworzy menu i będzie miał nadzór nad kuchnią. Potrzebowaliśmy kogoś wyjątkowego i los zesłał nam Łukasza Czapiewskiego, który swoje doświadczenie zdobywał w wielu doskonałych restauracjach. Udało się nam ubłagać go, żeby został z nami na dłużej i dzisiaj zarządza już zespołem pięciu kucharzy.

Zawsze, kiedy tu jestem, zastanawiam się, czy ten skuter można uruchomić, czy jest on tylko podkreśleniem włoskich inspiracji tego miejsca?

Anna Zając: Nie pan pierwszy pyta o to. To nie jest atrapa, można wsiadać i jechać. Powiem więcej – Piaggio Vespa to nowy skuter, który dostaliśmy od przedstawiciela producenta. Tak mu spodobał się nasz lokal i włoskie inspiracje, które mamy tu na każdym kroku, że zaproponował nam współpracę.

Mono Cafe ma nie tylko skuter. Oferujecie gościom również filiżanki. Jest zainteresowanie?

Anna Zając: Zamówienia płyną z Polski i z zagranicy przez cały czas. Nasi goście, szczególnie spoza Łodzi, pytali nas, czy i jak można je kupić. Mówili, że w ten sposób na co dzień będą mieli w domach namiastkę Mono Cafe. Zamówiliśmy już czwartą partię filiżanek. Sami jesteśmy zaskoczeni tym, że stały się tak popularne, bo przecież Mono Cafe to marka, która jest na rynku niecałe pół roku.

Oboje pochodzicie z Łodzi, ale jakiś czas temu los rzucił Was do Trójmiasta. Po kilku latach życia nad morzem postanowiliście jednak wrócić do Łodzi. Dlaczego?

Anna Zając: Wyjazd do Trójmiasta był spontaniczną decyzją. Kiedy skończyłam studia dziennikarskie, postanowiliśmy z mężem wyjechać z Łodzi. Już wtedy planowałam założenie bloga, więc stwierdziliśmy, że w Trójmieście pójdzie nam z tym lepiej. To była szalona decyzja, ale z perspektywy czasu okazała się nie taka zła. Tym bardziej że będąc nad morzem, zaczęliśmy bardziej doceniać Łódź. Za każdym razem, gdy tutaj przyjeżdżaliśmy, widzieliśmy jak miasto się
zmienia i trzy lata temu postanowiliśmy wrócić.

Jakub Zając: W przypadku miasta, dziewięć lat, to wystarczająco dużo czasu, żeby dostrzec zmiany. Tym bardziej kiedy one są dynamiczne i widać je na każdym kroku. Można powiedzieć, że Łódź dziewięć lat temu i obecna, to dwa różne miasta.

Rozmawiał Robert Sakowski