Mówią, że są dwiema artystycznymi duszami, które chcą postawić to miasto na nogi. Ona – kobieta od kreacji, dla której niemożliwe nie istnieje. On – niepoprawny optymista, który rzucił wszystko, by przejechać Azję autostopem. Dziś tworzą duet idealny, który wyzwala uśmiech na łódzkich twarzach. Michalina Grzesiak i Czarek Stacewicz razem z Monopolis postanowili „robić dobro”.

LIFE IN. Łódzkie: #RÓBMYDOBRO – co kryje się pod tym tajemniczym hashtagiem?

Czarek Stacewicz: To akcja, która powstała po to, by szerzyć dobre praktyki i wzorce. Brzmi górnolotnie, ale tak naprawdę chodzi o nasze codzienne zachowania. Chodzi o to, żeby człowiek człowiekowi był człowiekiem, a nie wilkiem. Niektórzy nie są świadomi, czym jest to robienie dobra i wtedy pojawiamy się my. Postanowiliśmy przypomnieć, że wystarczy jeden komplement, jeden bukiet kwiatów, jeden uśmiech, jeden sprzątnięty z chodnika śmieć, by uwolnić dobro i zarazić nim innych. Stworzyliśmy takiego pozytywnego wirusa, który rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie i zaraża dobrem. Michalina Grzesiak: To nie jest jednorazowa akcja, a szereg działań, które robimy wspólnie z Monopolis. Wymyśliliśmy na przykład, że będziemy chodzić po mieście ze szczotką i zbierać śmieci. Ot, taki pomysł. Oczywiste było, że nie posprzątamy całego miasta, ale swoim zachowaniem damy jakiś impuls, wywołamy jakąś reakcję. Nagraliśmy film i wrzuciliśmy do sieci z hashtagiem #RÓBMYDOBRO. Odzew był nawet z Anglii. Dostawaliśmy zdjęcia, jak inni sprzątają. Ludzie oznaczali w Internecie nas i Monopolis i sami nakręcali tę pozytywną machinę. Innym razem rozdawaliśmy na ulicy kwiaty kobietom albo urządziliśmy bitwę na poduszki z przypadkowymi przechodniami.

Trudno jest zachęcić łodzian do spontanicznej radości?

Czarek: Nie sprowadzałbym tego do łodzian, a raczej do natury człowieka. Trafiamy na różne osobowości. Jedni patrzą na nas i pukają się w głowę. Nie odpowiadają na naszą zachętę do rozmowy, są niemili i nieuprzejmi, a kilku następnych docenia, reaguje pozytywnie i bez dłuższego namysłu włącza się na przykład do walki na poduszki. Ja zauważyłem pewną prawidłowość. Starsi ludzie reagują o wiele bardziej pozytywnie niż młodsze pokolenia łodzian. Być może to kwestia wstydu, ale przecież młodzież nie ma problemu z reakcją w Internecie, publikowaniem filmów i zdjęć w mediach społecznościowych. Jednak już po zaczepieniu ich na ulicy, są wycofani.

Michalina: A ja myślę, że to kwestia doświadczenia, przerobionych tematów w życiu. Z tych ludzi wychodzi życiowe doświadczenie właśnie w takich prozaicznych sytuacjach. Kiedy podchodzę do kogoś z poduszkami wypchanymi pierzem i mówię: „słuchaj, bijemy się?” – młoda osoba odpowiada, że nie będzie się ośmieszać na ulicy, a starsza pani oddaje torebkę mężowi i zaczynamy bitwę, bo ona nie robiła tego od czterdziestu lat. Wcześniej zapraszaliśmy przechodniów do skakania przez gumę. Po co? Po to, żeby ktoś zapomniał o złym dniu.

Krystyno, nie denerwuj matki i Zaznaj Łodzi to Wasze indywidualne kanały komunikacji. Tworzycie różne treści, macie różnych odbiorców, ale jako ambasadorowie Monopolis zbudowaliście duet idealny. Jak udało Wam się pogodzić dwie tak duże indywidualności?

Michalina: Połączyła nas Łódź. Myślę, że drogi każdej osoby, której zależy na miejscu, w którym żyje i kocha całym sercem, o którym chce nie tylko mówić, ale dać coś od siebie – prędzej czy później się skrzyżują. Tak było z nami. Los połączył trzy osobne byty – mnie, Czarka i ludzi z Monopolis. Nadal jednak tworzymy własne autorskie treści, ale wspólna akcja wymusiła połączenie sił, co jest jednocześnie niesamowitym doznaniem. Karmimy siebie nawzajem energią i przerzucamy pomysłami. Staramy się przy tym zachować równowagę między kłótniami a godzeniem się. Mamy świadomość, że nad nami jest fajna idea i to ona determinuje nasze działania.

Monopolis niedługo otworzy swoje podwoje dla wszystkich łodzian. To wyjątkowe miejsce na mapie miasta. Jak zareagowaliście na propozycję współpracy?

Michalina: To jest tak fantastyczne miejsce, że nie było innej opcji. To miejsce to klimat sam w sobie. Stara fabryka, scena teatru z Kamilem Maćkowiakiem, który jest duchem tego miasta, Ania Rubaj, która robi najlepsze restauracje w tym mieście, czy w końcu miejsce, w którym możesz zostawić dzieci ze świadomością, że wyniosą z tego coś więcej, niż pot i stłuczone kolano po skokach do kulek. Mogę powiedzieć za siebie i Czarka, że nie zamienilibyśmy się na żadne inne miejsce. Z perspektywy tego, co chcemy robić i jakie wartości przekazywać, to jest właśnie to.

Odwiedziliście ostatnio dzieciaki w świetlicy środowiskowej Fundacji Virako Szczęśliwe Podwórka. To był przejmujący materiał, pełen empatii i nieposkromionej radości, pokazaliście coś innego niż do tej pory. Jak rodzą się te wszystkie pomysły?

Michalina: Autorów jest wielu, nie jesteśmy w tym sami. Mamy narady, spotykamy się i robimy burzę mózgów. Każdy z nas wnosi do tego projektu coś swojego. Widać tylko nas, bo to my jesteśmy konferansjerami w tej historii, natomiast ludzie z Monopolis są naszym cichym wsparciem, którego nie widać przed kamerą.

Czarek: Dokładnie. Szybko okazało się, że nam wszystkim jest po drodze. Każdy pomysł na odcinek ewoluuje, zanim stanie się scenariuszem filmu. Ja pomyślę o czymś odjechanym, Michalina dorzuci swoje albo odwrotnie, a Monopolis pokaże swój punkt widzenia. I działamy. Tak było na przykład z akcją z kwiatami, które rozdawałem babciom. Pomyśleliśmy, że dlaczego nie zrobić czegoś więcej i szybko ustaliśmy, że będziemy rozdawać kwiaty wszystkim paniom. I okazało się, że pod względem tego wirusa był to najlepszy odcinek. Mieliśmy łzy w oczach podczas kręcenia go. A kobiety były wdzięczne za to, że ktoś powiedział im coś dobrego, jakby to miał być milowy krok w ich życiu, a to było zwykłe „dzień dobry, jak pani minął dzień, wie pani, że jest pani wartościowym człowiekiem”. To było coś niesamowitego.

Czarek, Ciebie długo w Łodzi nie było. Co pomyślałeś po powrocie tutaj? Inaczej spojrzałeś na to miasto?

Czarek: Właśnie chyba ta podróż była punktem zapalnym dla robienia tego, co robimy teraz. Po Azji podróżowałem autostopem przez osiem miesięcy, przejechałem 40 tysięcy kilometrów tylko dzięki ludzkiej dobroci. Wiesz, ile dobrego mnie tam spotkało? Jak wielu ludzi zapraszało mnie do domu, pytało, czy mam co jeść i gdzie spać? Ci ludzie często nie mieli nic poza dobrym słowem i chęcią pomocy. Tylko dzięki tej dobroci, jako bezdomny wędrowiec, dojechałem na drugi kraniec świata. Tak powstał film „Doceń”, a ja zrozumiałem, że też chcę być takim człowiekiem. Po powrocie do Łodzi czułem się szczęśliwy i spełniony. Chętnie wróciłem. Wiedziałem, że nie ma takiego drugiego miasta na świecie. Kamienice też są w Pradze, Wiedniu czy Budapeszcie, ale takiego fabrycznego klimatu nigdzie nie spotkałem, a byłem w ponad 60 krajach. Bardzo doceniłem to, co mamy, bo wbrew pozorom mamy do bólu normalnie i powinniśmy doceniać tę codzienność. Ta podróż miała też ogromne znaczenie dla mnie, bo odgrodziła grubą kreską moje poprzednie życie w biurze, w biznesie. Obiecałem sobie, że nie wrócę tam, że będę tworzył. I to robię, a miasto jest moim współpracownikiem.

Michalina, Ty za to musiałaś „pogodzić się z miastem meneli”. Tak napisałaś w jednym ze swoich tekstów na blogu.

Michalina: Bardzo lubię to swoje hasło. Pogodzić się, czyli mieć miasto za przyjaciela. Każdy sądzi, że mógłby mieć lepiej, mógłby żyć w innym miejscu. Ja miałam taką możliwość. Mogłam rozwijać się za granicą, gdzie wszystko miało być lepsze. A mimo to wsiadłam w samolot i wróciłam tutaj, godząc się z faktem, że będę musiała znaleźć miejsce, które spowoduje, że będę szczęśliwym człowiekiem. I to o to chodzi. Jeśli nie oddasz kawałka serca, to nie możesz nic o tym mieście powiedzieć. Narzekać możesz zawsze, ale pod warunkiem, że uczestniczysz w tym biegu, a nie oglądasz go z pozycji kanapy. Pogodziłam się z tym miastem wtedy, gdy urodziłam dzieci, kiedy zdecydowałam, że będę z człowiekiem, który pochodzi z Łodzi. I myślę, że to, co teraz robimy, to jest właśnie to moje pogodzenie się. Jesteśmy przyjaciółmi z Łodzią.

Gdzie można znaleźć Was i akcję #RÓBMYDOBRO?

Michalina: Staramy się kręcić programy wszędzie. Nie trzymamy się Piotrkowskiej jako złotej ulicy miasta. Po nakręceniu odcinka na Dąbrowie dostaliśmy masę komentarzy, że zrobiliśmy superrobotę, że fajnie, kiedy ktoś pokazuje nie tylko centrum. Czarek: Chcemy wszędzie łazić. Niebawem o akcji zrobi się naprawdę głośno, więc nietrudno będzie nas znaleźć.

Powiecie coś więcej?

Michalina: W zasadzie to nie jedna akcja. Na wiosnę szykujemy coś naprawdę wielkiego, ale jeszcze nie możemy nic zdradzić. Mogę powiedzieć, że akcja będzie trwała dwa tygodnie. Czarek: Ale o drugiej możemy już coś powiedzieć. Szykujemy się do polskiej wersji amerykańskiego programu dedykowanego ekstremalnie szybkim remontom. Chcemy na przykład odmalować i wyposażyć dziecku pokój albo świetlicę, w której spotykają się mieszkańcy osiedla. Szukamy wolontariuszy i sponsorów, którzy podejmą się razem z nami tego wyzwania. Wszystko to pod szyldem #RÓBMYDOBRO.

Rozmawiała Agnieszka Jędrzejczak
Zdjęcie Paweł Keler