Teraz są zmysłowe, kuszące i seksowne. Pokochały też scenę, która ma w sobie niezwykłą magię, po prostu wciąga: gdy już raz na nią wejdziesz, nie chcesz z niej zejść.

Coraz więcej szkół tańca w Łódzkiem ma w swojej ofercie burleskę. Skąd wzięła się fascynacja tym tanecznym show? Pewnie stąd, że burleska pokazując kobietom, że są piękne i że mogą zawładnąć sceną oraz widownią, udowadnia im, że mogą wszystko. Burleska to jest rewia, to jest kabaret, to jest taniec, to jest kostium, to jest teatr. Ale przede wszystkim jest to triumf prawdziwej kobiecości, wdzięku i powabu. Zmysłowa kobieta obiecuje widzowi wszystko, ale on dostaje tylko barwny pokaz.

Z dziewczynami, które zakochały się w burlesce i stworzyły grupę „Obcasem w oko” spotykam się w Studio reAKTYWACJA w Łodzi, gdzie dwa razy w tygodniu ćwiczą na zajęciach. Są uśmiechnięte, zadowolone, od razu widać, że lubią ze sobą spędzać czas. Pochodzą z różnych środowisk, pracują w różnych miejscach, ale połączyła je wspólna pasja i ten jeden konkretny przełomowy moment w życiu, w którym odkryły, że trzeba coś zrobić, coś zmienić.

– Poświęciłam siedem lat swojemu dziecku, które z zapałem rozwijało sportową karierę. Nie miałam wakacji, weekendów. Dziecko podrosło, nie wymaga już tyle uwagi, co kiedyś, a ja uświadomiłam sobie, że mam już 40 lat i nic z sobą nie zrobiłam. Nadszedł więc w końcu czas na realizację własnych pasji – mówi Aneta Jurek, która oprócz zajęć burleski, znajduje też czas na kolejną pasję – fotografię.

Paula Borszyńska zainteresowała się burleską, gdy urodziła dziecko. – Wszystko w życiu mi się posypało, nagle partner, który spędził ze mną wiele lat życia, w momencie, gdy pojawiło się dziecko, stwierdził, że to nie jego bajka i odszedł. Mama widząc, że jestem w nienajlepszej formie poradziła mi, bym wybrała się na zajęcia burleski. Mówiła: zrób coś dla siebie, bo nie czujesz się wartościowa jako kobieta. I tak tutaj trafiłam kilka lata temu i zostałam do dziś – opowiada Paula.

Dla wielu z nich momentem przełomowym, by coś zmienić w życiu, były właśnie kłopoty w związku.

– Po rozwodzie byłam totalnie zakompleksiona. Zrozumiałam, że muszę zrobić coś dla siebie, zaczęłam więc szukać jakiegoś seksownego tańca. Chciałam zapisać się na taniec brzucha, ale nie było takich zajęć, więc właścicielka szkoły zaproponowała mi burleskę. I to był strzał w dziesiątkę – cieszy się Agnieszka Łukasiewicz.

Kobiece kształty nie mają tu znaczenia

Agnieszka wyzbyła się wszelkich kompleksów, podobnie jak kilka innych koleżanek z grupy. Choć niektóre z nich miały już za sobą taneczne doświadczenia, to dopiero tu poczuły się wyjątkowo i odnalazły na nowo, gdzieś tam zagubioną kobiecość, szczególnie te, które czasami borykają się z kilkoma zbędnymi kilogramami. W burlesce kobiece kształty nie mają w ogóle znaczenia. Liczy się zmysłowość, wdzięk, polot i kobieca różnorodność. I to właśnie dzięki tej różnorodności mogą tworzyć takie bogactwo postaci w przygotowywanych przez siebie spektaklach. Do tej pory grupę można było zobaczyć podczas corocznych gali przygotowywanych przez szkołę oraz w jednym własnym spektaklu, który udało się wystawić trzy razy. Spektakl podziwiać można było na deskach Teatru V6 zawsze przy komplecie widzów.

Scenariusze pisze szefowa grupy Angelika Siniarska, która ma ku temu stosowne wykształcenie, skończyła kierunek: twórcze pisanie ze scenopisarstwem.

– Zapędy scenopisarskie miałam w sobie od dawna, już jako dziecko jeżdżąc na wakacje do babci na wieś, zbierałam okoliczne dzieciaki i prosiłam, by odgrywały różne scenki. Kilka razy nawet przygotowaliśmy amatorskie przedstawienia, na które  zapraszaliśmy prawie wszystkich okolicznych mieszkańców. Oczywiście nie wszystkie dzieciaki z chęcią ogrywały nakazane scenki, szczególnie te, kiedy książę całuje księżniczkę, ale wtedy mieliśmy po kilka lat – wspomina Angelika Siniarska wprawiając wszystkich w doskonały nastrój swoją opowieścią.

Scena wydobywa wszystko co najlepsze

Teraz Angelika pracuje z wyjątkową grupą kobiet. – Na swojej zawodowej drodze spotkałam wiele wspaniałych kobiet, które przychodziły na zajęcia niedocenione, zakompleksione, wycofane, bez siły. Zawsze starałam się to naprawić i dać im poczucie własnej wartości, kobiecość i siłę. Udało mi się też stworzyć tę wyjątkową grupę, z którą wystawiamy własne spektakle – mówi Angelika.

Podczas zajęć dziewczyny uczą się świadomości ciała i przestrzeni, zadań aktorskich, choreografii. Sprawdzają się w różnych rolach. Tańczą. Cieszą się. Uśmiechają się. Burleska daje im wielką sceniczną swobodę, a humorystyczny kontekst pomaga załatać wszelkie niedostatki, nawet drobną wpadkę szybko przekuwają w sukces.

– I fajne jest właśnie to, że scena wydobywa z nas amatorek wszystko, co najlepsze. Podczas ostatniego występu Milena zaśpiewała tak rewelacyjnie, że nikt nie mógł uwierzyć, iż wcześniej słuchali jej tylko sąsiedzi. Na scenie puszczają wszystkie hamulce – opowiada Aneta Jurek.

Przed nimi kolejny spektakl. Mają więc cel, do którego dążą i doskonale wiedzą, że znowu przeżyją coś wyjątkowego. Chcą znowu znaleźć się na scenie, by potem przez kolejne miesiące powspominać, popatrzeć na zdjęcia, pośmiać się z tremy i drobnych wpadek.

Burleska to najlepsza terapia na kompleksy. Tu patrząc w lustro stajesz się zadowolona z siebie, odnajdujesz swoją kobiecość i ciągle powraca jedno pragnienie: znowu znaleźć się na scenie. Scena ma w sobie niezwykłą magię, po prostu wciąga: gdy już raz na nią wejdziesz, nie chcesz z niej zejść.

Beata Sakowska, Fot. Paweł Łacheta, Studio reAKTYWACJA