Awangardowość ASP dziś to otwartość na zmiany, wytyczanie trendów, wychodzenie naprzeciw nowościom i odważne pójście krok dalej niż inni. Profesor Jolanta Rudzka-Habisiak, Rektor Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi w rozmowie o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości uczelni.

LIFE IN. Łódzkie: W tym roku kończy Pani drugą kadencję na stanowisku Rektora ASP. Gdyby miała Pani podsumować w kilku punktach najważniejsze działania, które w tym czasie zostały zrealizowane na uczelni to co, to by było?

Jolanta Rudzka-Habisiak: Praktycznie całą pierwszą kadencję poświęciłam na porządkowanie uczelni i postawienie jej na mocnych filarach organizacyjnych i finansowych. I to się udało – ASP dziś, to sprawnie działająca machina. To po pierwsze. Po drugie: jakość kształcenia, dydaktyka, dostępność różnych specjalności dla studentów, nowe kierunki dostosowane do dynamicznie zmieniającego się otoczenia rynkowego, czyli krótko mówiąc studenci. Chciałam stworzyć im takie warunki, by po uzyskaniu dyplomu każdy miał gwarancję znalezienia interesującej pracy, a uczelnię wyciągnąć na taki poziom, aby dostała jak najwyższą ocenę i w związku z tym taką subwencję, która zagwarantuje jej spokojny rozwój i działanie w kolejnych latach. Po trzecie: promocja uczelni i jej otwarcie nie tylko na naszą społeczność lokalną, ale również, a może przede wszystkim, na kraj i świat. Stąd takie wydarzenia jak choćby festiwal Łódź Young Fashion, w którym uczestniczą goście z całego świata. No i wreszcie po czwarte: inwestycje. Udało się skończyć i wyposażyć budynek Centrum Promocji Mody, jedyne takie miejsce w Łodzi. Kończymy wyjątkową inwestycją na Księżym Młynie, gdzie m.in. będzie siedziba Akademickiego Centrum Designu, ale także warsztaty, ścieżki edukacyjne, galeria i inne aktywności związane z promocją designu. Wartość tego przedsięwzięcia to ponad 21 milionów złotych. Do tego jeszcze mnóstwo innych drobnych, ale bardzo ważnych działań, które sprawiają, że ASP jest nie tylko uczelnią kształcącą młodych ludzi, ale także miejscem, w którym kreowane są różnego rodzaju wielopokoleniowe inicjatywy integrujące mieszkańców regionu.

W tym roku Akademia Sztuk Pięknych w Łodzi kończy 75 lat. Czy z tej okazji planujecie Państwo jakieś wyjątkowe wydarzenia?

Wystawy, gale, konkursy – większość tegorocznych wydarzeń już jest zaplanowana, teraz dogrywane są szczegóły. Ważnym i spektakularnym momentem obchodów 75-lecia będzie czerwcowa gala z okazji zjazdu naszych absolwentów. Planujemy dla nich nie tylko spotkanie, ale też pokaz mody i wiele innych atrakcji. Przygotowujemy także wystawy prac osób związanych z uczelnią. Chcemy, aby wszystkie wydarzenia cykliczne odbywały się pod hasłem 75-lecia Akademii.

A czy ten nobliwy przecież wiek sprawia, że możemy ASP uznać za uczelnię poważną i stateczną, czy też wciąż jest to miejsce dynamiczne i poszukujące swojej tożsamości?

Zdecydowanie to drugie, choć mamy historycznie uwarunkowaną tożsamość – powstaliśmy na gruncie awangardy i to właśnie Władysław Strzemiński, jeden ze współzałożycieli ASP, zaszczepił w nas ciągłą potrzebę redefiniowania tego, jak tę awangardę należy rozumieć. Dziś naszą awangardowość postrzegam jako otwartość na zmiany, odważne pójście krok dalej niż uczelnie z dłuższymi tradycjami. Cały czas myślę też o ASP jako uczelni, która powinna wytyczać trendy i wychodzić naprzeciw nowym rozwiązaniom.

Każdy menedżer, a szczególnie menedżer takiej instytucji jak ASP chce odcisnąć swoje piętno na uczelni i sprawić, żeby coś ją wyróżniało spośród wielu innych. Pani się to udało?

Kiedy w 2012 roku zostałam rektorem postawiłam sobie za cel, by zmienić strukturę ASP, nadać jej nowoczesny charakter i dostosować do nowej rzeczywistości. Osiem lat temu na uczelni były cztery wydziały, każdy niezależny, z dużą autonomią – takie małe akademie. Komunikacja między nimi była utrudniona, ciężko było o współpracę, a pomiędzy wydziałami dochodziło do niezdrowej konkurencji. Zmieniliśmy to i dziś wszyscy pracujemy na rzecz całej uczelni. Są dwa wydziały – sztuk pięknych i sztuk projektowych, a kandydaci na studentów ASP zdają dziś nie na określony wydział, tylko na kierunek. Postawiliśmy na jakość kształcenia, a nie na ilość studentów. Dzięki tym zmianom możemy w pełni skorzystać z możliwości, jakie dała nam ustawa 2.0 o szkolnictwie wyższym i wprowadzić uczelnię na zupełnie nowy poziom. Zmieniły się także zasady finansowania uczelni. Wysokość subwencji nie zależy dziś od liczby studentów, lecz bardzo ważną składową algorytmu obliczającego subwencję jest dorobek naukowy naszych pedagogów. Wszyscy musimy wykazywać się kompetencjami, dorobkiem artystycznym i aktywnością zawodową. To sprawia, że trzeba się cały czas rozwijać, być wzorem i inspiracją dla naszych studentów. Liczę, że w przypadku naszej ASP będzie to ocena najwyższa. To bardzo ważne, ponieważ zapewni nam komfort działania na kolejne lata.

Studia na łódzkiej ASP wciąż cieszą się ogromną popularnością wśród młodych ludzi – średnio o jedno miejsce stara się trzech kandydatów. Uczelnia nie narzeka na brak chętnych?

Przez lata udało się nam wypracować naprawdę dobrą markę – dziś wszyscy, którzy chcą studiować na ASP wiedzą, że uczelnia daje gwarancje zdobycia wykształcenia zarówno artystycznego, jak i praktycznego. No i przede wszystkim dyplom uczelni otwiera naszym absolwentom drzwi przyszłych pracodawców, nie mają problemu ze znalezieniem pracy, szczególnie ci, którzy skończyli kierunek ubioru, projektowania graficznego, wzornictwa czy architektury. Rynek wchłania ich momentalnie. Z kolei studentom kierunków artystycznych staramy się pomóc w promocji, uruchamiając specjalną platformę komunikacji z potencjalnymi klientami. Wspieramy ich też na rynku sztuki, który w Polsce zaczyna być coraz bardziej aktywny. Biuro Karier Akademii dokłada wszelkich starań w poszukiwaniach pracy dla naszych absolwentów.

Z roku na rok na ASP przybywa studentów z zagranicy. Skąd dowiadują się o łódzkiej ASP? Czy uczelnia prowadzi jakieś akcje promujące ją poza Polską?

Nasze działania promocyjne nazywam „szyciem drobnym ściegiem”, czyli dużo drobnych inicjatyw. Przede wszystkim działamy w ramach programu Erasmus. Studenci, którzy przyjeżdżają do nas na wymianę, zachęcają później innych. Podczas wakacji prowadzimy Letnie Międzynarodowe Kursy Grafiki i Tkaniny Artystycznej (PATA). Dotychczasowe edycje zyskały międzynarodowy prestiż, a ASP w Łodzi stało się jednym z głównych centrów edukacji letniej w Europie i na świecie. Ważnym elementem promującym ASP są podróże i spotkania naszych wykładowców z przedstawicielami zagranicznych uczelni. Ja sama odbyłam ich wiele właśnie po to, żeby nawiązać relacje i zachęcić do przyjazdu do nas.

Przed objęciem stanowiska rektora brała Pani udział – z sukcesami – w wielu konkursach, Pani prace można było oglądać na wystawach organizowanych w kraju i zagranicą. A teraz?

Taki rodzaj aktywności jak wystawy czy konkursy jest dla mnie bardzo ważny i nigdy z niego nie zrezygnuję. Moje prace co rok można zobaczyć na różnych wystawach. W tym roku będę miała kolejne dwie – w kwietniu w Warszawie w Galerii Test, drugą w czerwcu, na ASP w Galerii Kobro. Po kilka godzin dziennie spędzam nad moją nową pracą, która będzie się składała z 350 elementów. Do tego prowadzę zajęcia ze studentami i sobie nie wyobrażam, żeby tego nie robić.

Rozumiem, że na odpoczynek nie ma Pani zbyt wiele czasu, ale przecież czasami przytrafia się kilka wolnych dni. Czym się Pani wtedy zajmuje? Gdzie i jak lubi Pani spędzać wolny czas?

Mam takie miejsce nad Bałtykiem, w którym co roku spędzam trzytygodniowe wakacje. Jeżdżę tam od wielu lat, bo tam najlepiej odpoczywam, nabieram sił i regeneruję się. Poza tym ja kocham spędzać czas z rodziną, z dziećmi i wnukami, a właśnie tam mogę sobie na to pozwolić.

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcie Monika Szalek