O zmianach w łódzkiej telewizji, o dojazdach ze Szczecina do Łodzi oraz o planowanej budowie nowej siedziby opowiada Błażej Kronic, dyrektor i redaktor naczelny Oddziału Telewizji Polskiej w Łodzi.

LIFE IN Łódzkie: Urodził się Pan w Łodzi, tu skończył studia, ale teraz, można powiedzieć, że jako szef łódzkiej telewizji dojeżdża Pan do pracy ze Szczecina…

Błażej Kronic: To prawda, a wszystko oczywiście przez kobietę. Jestem łodzianinem w trzecim pokoleniu, pochodzę z rodziny mocno zaangażowanej w łódzkie życie kulturalne. Tu spędziłem swoje dzieciństwo i młodość. Później na jakiś czas trafiłem do Poznania, potem znowu na trochę wróciłem do Łodzi, a ostatnie lata przed pracą w łódzkiej telewizji spędziłem w Szczecinie. Stamtąd pochodzi moja żona, którą – żeby było jeszcze bardziej oryginalnie – poznałem 20 lat temu na jakimś szkoleniu w Gdańsku. Tam mamy dom. Dzieci chodzą do szkoły w Szczecinie, żona ma tam pracę, więc nie pozostało mi nic innego, tylko dojazdy do pracy w Łodzi (śmiech).

Drogę z Łodzi do Szczecina musi Pan znać doskonale?

To prawda, jeżdżę nią co tydzień i chyba mógłbym jechać w jedną, albo w druga stronę z zamkniętymi oczami. Wiem, gdzie ktoś pobudował nowy dom, gdzie można zatrzymać się na dobre jedzenie, albo kawę, gdzie należy zwolnić, bo akurat kiepski odcinek.

Wraca Pan do Szczecina na każdy weekend?

Staram się być z rodziną co tydzień, ale czasami zostaję na weekend w Łodzi, bo są sprawy do załatwienia na miejscu.

Nie szkoda tych godzin za kółkiem?

Niektórzy tracą czas w inny sposób, albo na nicnierobieniu. Dla mnie podróż do Szczecina albo z powrotem nigdy nie jest stratą czasu, bo spędzam ją na rozmowach. Praktycznie od momentu, kiedy siadam za kierownicą, zaczynam dzwonić – do znajomych, do rodziny, ale też dużo spraw zawodowych mogę wtedy pozałatwiać. To dobry moment na rozmowy i dopięcie spraw, na które zwykle brakuje czasu. Poza tym dziś podróżuje się zupełnie inaczej, niż jeszcze 10 lat temu. Autostrady dają komfort jazdy i skracają czas na dojazd. Kiedyś z Łodzi do Szczecina jechało się średnio 7-8 godzin, teraz niewiele ponad 4. Zmieniliśmy się, jesteśmy bardziej mobilni i nie sprawia nam problemów dojazd do pracy. Zresztą w łódzkim ośrodku jest koleżanka, która przyjeżdża do nas z Katowic. Są osoby, które dojeżdżają z Warszawy. Położenie Łodzi sprawia, że stąd jest dzisiaj wszędzie blisko.

Lubi Pan telewizję?

Ja telewizji nie lubię, ja ją kocham! Praktycznie całe moje zawodowe życie jest z nią związane. W latach 90. miałem krótki epizod z gazetami, ale dość szybko poczułem, że dziennikarzem prasowym nie chcę być. Później była już tylko telewizja. Pracowałem w Telewizji Polskiej, w TVN, w Telewizji Toya. Telewizja ma to czego nie ma ani radio, ani prasa – potrafi wywołać emocje, czasami ogromne, samym obrazem. Jest zawsze na miejscu, gdy dzieje się coś ważnego, interesującego i umożliwia widzom uczestniczenie w tym. Mamy teraz taki czas, że potrzebujemy żyć online, być na bieżąco z wydarzeniami, które rozgrywają się w różnych miejscach. Telewizja umożliwia to, a przy okazji nie każe nam angażować się w żaden inny sposób – nie musimy czytać, słuchać i wyobrażać sobie czegoś. Na ekranie wszystko widać, słychać i prawie czuć. A przy tym ta adrenalina, która często uzależnia…

Opowiada Pan o tym z ogromną pasją…

Tak, bo telewizja to moja pasja. Zresztą nie tylko moja. Zespół, który tworzymy dziś w łódzkiej TVP, to w większości pasjonaci, którzy bez robienia telewizji byliby nieszczęśliwi. Udało mi się przyciągnąć sporo nowych osób i to z różnych redakcji. Bardzo się cieszę z naszego ostatniego transferu, z przejścia do nas Przemka Naze. Po wielu latach pracy w Radio Łódź robieniu informacji i publicystyki zdecydował się na telewizję. Przyszły do nas osoby z Polastu, Telewizji Toya. To świadczy, że środowisko dziennikarskie w Łodzi dostrzega, że idziemy w dobrą stronę.

Dyrektorem Oddziału TVP w Łodzi jest Pan od stycznia 2019 roku. Czy obejmując stanowisko, dostał Pan jakieś konkretne zadania dotyczące TVP Łódź? Może właśnie chodziło o wymianę starych na nowych?

Od prezesa TVP, który zatrudniał mnie na tym stanowisku, nie dostałem żadnych wytycznych, a już na pewno nie rozmawialiśmy o tym, że mam robić telewizję polityczną i sprzyjającą określonym partiom, jak sądzą niektórzy. A jeżeli chodzi o wymianę kadrową, to może jestem niesprawiedliwy w ocenie przeszłości, ale mam wrażenie, że kiedy tu przyszedłem, to trafiłem do redakcji, która wymagała nowej perspektywy. Często słyszałem, że dobrze jest, jak jest i nie należy tego zmieniać. A ja chciałem zmian, chciałem wprowadzić do łódzkiego ośrodka trochę więcej młodych osób i sprawić, żeby ci, którzy są tutaj od wielu lat, inaczej spojrzeli na telewizję i na to, co mają do zaoferowania widzom. I myślę, że to się udaje. Odeszły te osoby, z którymi nie było mi po drodze, miały inna wizje,
dla których zmiana była problemem, a przychodzą nowe, z nowymi pomysłami i zapałem. Dziś zespół TVP Łódź to mieszkanka młodości i doświadczenia, i jestem przekonany, że to wpłynie na jakość naszej oferty. Wybudowaliśmy nowe studio wirtualne, to będzie wielka zmiana mentalna dla całego zespołu. W ciągu najbliższych lat zmieni się cała technologia w ośrodku. To będzie wielkie wyzwanie, które wymusi rozwój na każdym poziomie realizacyjnym.

Jest pan związany z telewizją już od ponad 20 lat. Co się przez ten czas zmieniło w dziennikarstwie telewizyjnym i w samej telewizji?

Jeżeli chodzi o stronę techniczną, to praktycznie wszystko. Internet i rozwój technologii sprawiły, że dziś smartfon jest tak samo ważny, jak kamera. Wystarczy go włączyć i można nagrywać, a jak jest zasięg, to od razu nadawać. Zmieniło się też dziennikarstwo. Kiedyś w telewizji, i chyba we wszystkich mediach, więcej było programów komentujących rzeczywistość. Teraz najważniejsze są emocje. Tego właśnie oczekują widzowie, słuchacze czy czytelnicy. Dziś przekaz bez emocji jest nieatrakcyjny, można powiedzieć, że nudny. Zmieniła się telewizja, bo zmienił się widz.

Kto ogląda TVP Łódź – mieszkańcy regionu czy łodzianie?

Nasz widz to w zdecydowanej większości mieszkaniec Piotrkowa, Sieradza, Radomska czy innych miejscowości województwa łódzkiego. I właśnie z myślą o nich i dla nich przygotowujemy programy w TVP Łódź. Łódzkie Wiadomości Dnia, najważniejszy nasz program informacyjny, przede wszystkim informuje o sprawach ważnych dla regionu. Jesteśmy z kamerą w tych miejscowościach, w których jest coś ważnego do pokazania. Nasz poranny program śniadaniowy „Budzi się ludzi” często realizujemy w miejscowościach, które nas do siebie zaproszą. Ostatnio byliśmy w Rogowie, wcześniej w Bełchatowie, Bogusławicach. Tam nas oczekują i oglądają.

Pandemia koronawirusa wpłynęła w jakiś sposób na działalność oddziału, musieliście dokonać jakichś zmian, zrezygnować z niektórych realizacji?

Nie ma chyba żadnego fragmentu życia, którego nie dosięgłaby pandemia koronawirusa. Również w naszym ośrodku podjęliśmy działania, które miały zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i gościom. Najważniejszą zmianą był podział zespołu na cztery grupy, które nie mogły się ze sobą spotykać i pracować. Zrobiliśmy tak na wypadek ewentualnej kwarantanny.

Od początku powstania TVP Łódź w 1956 roku ma swoją siedzibę w tym samym miejscu. Najpierw były to pomieszczenia w wieżowcu Centrali Przemysłu Tekstylnego, a dwa lata później łódzka trójka przeprowadziła się do obecnej siedziby przy Narutowicza 13. Słyszeliśmy, że są plany wybudowania nowej siedziby? Czy zdradzi Pan coś więcej na ten temat?

To prawda, są plany i są pieniądze zarezerwowane na ten cel. Czekamy teraz na decyzję zarządu TVP i jak wszystko pójdzie tak, jak planujemy, to w przyszłym roku ruszy cały proces. Za kilka lat będziemy mogli przeprowadzić się do nowej i nowoczesnej siedziby.

A gdzie planowana jest inwestycja?

Nie powiem dokładnie gdzie, ale zdradzę, że przy ulicy Piotrkowskiej.

Rozmawiali Beata i Robert Sakowscy