O Publicznej Szkole Podstawowej OO. Bernardynów w Wiączyniu Dolnym rozmawiamy z o. Juwenalisem Andrzejczakiem, dyrektorem Szkół Bernardyńskich im. Pankiewicza oraz Marcinem Jastrzębowskim, dyrektorem do spraw nadzoru pedagogicznego.

LIFE IN. Łódzkie: Od roku Ojcowie Bernardyni oprócz szkół przy ul. Pankiewicza w Łodzi, prowadzą także Publiczną Szkołę Podstawową w Wiączyniu Dolnym. Skąd w ogóle wziął się pomysł na jej przejęcie?

o. Juwenalis Andrzejczak: Kiedy reforma edukacji stała się faktem i wiadomo było, że gimnazja ulegną likwidacji, mieszkańcy zrzeszeni w różnych stowarzyszeniach działających na terenie gminy Nowosolna, zwrócili się do nas zapytaniem, czy bylibyśmy skłonni przejąć do prowadzenia szkołę. Na początku nikt nie określał, jaki miałby to być typ szkoły, chodziło przede wszystkim o to, aby budynek nadal pełnił funkcję edukacyjną.

Co Was przekonało do tego, że warto prowadzić szkołę w Wiączyniu Dolnym?

Marcin Jastrzębowski: To nie była wcale taka łatwa decyzja, rozmowy trwały kilka miesięcy. Powoli utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że warto podjąć wyzwanie, aby w budynku po likwidowanym gimnazjum poprowadzić szkołę. Początkowo były sugestie, byśmy stworzyli tu technikum informatyczne. Jednak byliśmy sceptyczni, co do tego pomysłu, dlatego, że niezwykle trudno byłoby pozyskać wartościowych i doświadczonych nauczycieli przedmiotów zawodowych. Co z tego, że mielibyśmy uczniów, jak nie miałby kto ich uczyć. Gminie zależało na tym, by stworzyć tu przedszkole, a nasze analizy pokazały, że warto tworzyć szkołę podstawową i tak powstała nasza placówka – szkoła podstawowa z oddziałami przedszkolnymi. W ten sposób kontynuujemy także tradycję tego budynku, kiedyś w Wiączyniu była przecież szkoła podstawowa. Działamy na styku gmin, do nas mogą trafić dzieci z całej okolicy: z Łodzi, Andrespola, Brzezin.

Czy za naukę w szkole trzeba zapłacić?

o. Juwenalis Andrzejczak: W Wiączyniu funkcjonuje szkoła publiczna i nie ma czesnego. A pierwszeństwo w przyjęciu do placówki mają dzieci z gminy Nowosolna.

Czym ta szkoła różni się od placówek, które prowadzicie w Łodzi?

o. Juwenalis Andrzejczak: Nie patrzymy na to, czym one się różnią, bo nie stanowią dla siebie żadnej konkurencji. Zwracamy uwagę na płaszczyzny, na których możemy współpracować. Szkoła w Wiączyniu umożliwiła poszerzenie naszej oferty edukacyjnej. Wiadomo, że w przypadku dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej duże znaczenie dla rodziców ma jej odległość od miejsca zamieszkania. Z Wiączynia do naszych szkół w Łodzi jest 12 kilometrów, nie każdemu jest po drodze. Tu mogą mieć zdecydowanie bliżej. Skoro możemy przysłużyć się lokalnej społeczności, to skorzystaliśmy z takiej okazji.

Dlaczego warto posłać dzieci do szkoły w Wiączyniu?

o. Juwenalis Andrzejczak: Ponieważ to szkoła mała, rodzinna, po jednym oddziale na każdym roku. Zajęcia prowadzimy w trybie jednozmianowym, a uczniów w klasie jest tylko 24. W tak małej, kameralnej placówce wszyscy są otwarci na problemy drugiego człowieka.

Marcin Jastrzębowski: Organem prowadzącym szkołę są Ojcowie Bernardyni, a więc Zakon Franciszkański. Ta szkoła poza miastem, wkomponowana w przestrzeń pól, łąk i lasów, idealnie wpisuje się we franciszkańskie myślenie o ekologii, naturze, przyrodzie, bliskości człowieka w obcowaniu ze światem zewnętrznym.

Czy w szkole będzie obowiązywał ten sam regulamin, co w pozostałych placówkach?

o. Juwenalis Andrzejczak: Wychowawczo i edukacyjnie wszystkie szkoły mają tę samą linią, różnią się jedynie pewnymi regulacjami, tutaj funkcjonuje szkoła publiczna, w Łodzi szkoły na prawach szkoły publicznej, ale wizja i koncepcja są spójne.

A będą zajęcia dodatkowe?

Marcin Jastrzębowski: Jak najbardziej. Cały czas pracujemy nad optymalizacją takiej oferty, mamy już pewne doświadczenia, bo szkoła, choć w okrojonym składzie, funkcjonowała już w ubiegłym roku. Prowadziliśmy jeden oddział przedszkolny oraz klasy pierwszą, czwartą i siódmą. I doskonale sprawdzały się zajęcia na bazie klocków LEGO, w których chętnie uczestniczyli zarówno młodsi, jak i starsi uczniowie, podobnie zresztą jak w zajęciach tanecznych. Będzie też na pewno kółko teatralne, szachowe i dodatkowe zajęcia sportowe.

Czy w takiej małej szkole łatwiej realizuje się procesy wychowawcze?

o. Juwenalis Andrzejczak: Naiwnością byłoby powiedzieć, że problemy wychowawcze nie występują. Oczywiście w małej placówce łatwiej je dostrzec. W dużej społeczności można się ukryć i by dostrzec problemy, potrzebne są czujne oczy pedagoga i psychologa. W ciągu ostatnich lat zaobserwowaliśmy, że lawinowo rośnie liczba dzieci, jak i całych rodzin, potrzebujących wsparcia. I my takie wsparcie zapewniamy. Dzieci mają do dyspozycji nie tylko wychowawcę, ale mogą liczyć na pomoc pedagoga, psychologa, logopedy.

Co jest dla Was najważniejsze w procesie edukacji dziecka?

o. Juwenalis Andrzejczak: Przede wszystkim wszechstronny rozwój, żeby dziecko umiało korzystać z wiedzy, którą mu przekazujemy, żeby oprócz fajnego świadectwa potrafiło odnaleźć się w każdym miejscu, żeby nie hołdowało zasadzie „po trupach do celu”, tylko kierowało się w życiu pewnymi moralnymi i społecznymi zasadami, żeby było widać, że ma kręgosłup moralny.

Marcin Jastrzębowski: W procesie dydaktycznym ważne są tzw. kompetencje kluczowe, zależy nam na tym, by dziecko potrafiło powiązać przekazywane mu treści z konkretnymi odniesieniami do życia. Jeśli jakiś problem dyskutowany jest w sferze publicznej, to podczas różnych zajęć skupiamy się na tym, dlaczego tak jest, z czego to wynika, jakie są możliwe rozwiązania. Zależy nam, aby dziecko wiedziało, że wiedza z każdej dziedziny jest mu potrzebna, ale od umiejętności praktycznego jej zastosowania będzie zależało, czy ją wykorzysta.

Z jakimi problemami borykają się teraz dzieci w szkołach?

Marcin Jastrzębowski: Dzieci nie radzą sobie z emocjami, żyją pod presją wymagań ze strony rodziców, otoczenia, przychodzą do nas z przekonaniem konieczności rywalizacji. Z drugiej strony słyszymy o bezstresowym wychowaniu. W efekcie uzewnętrzniają się albo stany lękowe, albo agresja w stosunku do rówieśników, ale też do samego siebie. Ta umiejętność radzenia sobie z emocjami jest dzisiaj największym wyzwaniem.

Jak sobie z tym radzicie w szkole?

o. Juwenalis Andrzejczak: Nie ma uniwersalnej recepty, każde dziecko jest inne. Najważniejsze, by poprzez rozmowę w porę dostrzec problem. Dzieciom brakuje relacji nie tylko z rodzicami, także z rówieśnikami. Ta rozmowa jest punktem wyjścia to tego, aby uspokoić, zacząć budować relacje, bo złe emocje to jedno, ale chęć podzielenia się nimi i powiedzenia, z czego wynikają, wymaga czasu.

Czy popołudniami szkoła będzie też udostępniana na inne inicjatywy?

Marcin Jastrzębowski: Tak oczywiście, chcemy, by szkoła pełniła także rolę centrum kulturalno-towarzyskiego. To jest szkoła dla mieszkańców i jesteśmy otwarci na wszystkie inicjatywy i możliwości spotkań. Na pewno, jak w ubiegłym roku szkolnym, sami też będziemy wychodzili z własną ofertą, jak chociażby wspólne Jasełka czy majowy piknik rodzinny.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcie Paweł Keler

Publiczna Szkoła Podstawowa OO. Bernardynów w Wiączyniu Dolnym
www.pankiewicz.edu.pl Wiączyń Dolny 18, gm. Nowosolna
spwiaczyn@wp.pl