Wystartowałam od zera w wieku 34 lat, bez umiejętności, doświadczenia, większego planu na to, co chcę robić. Wiedziałam tylko, że chcę. To był mój początkowy kierunek – mówi Monika Niżnik, bizneswomen.

LIFE IN. Łódzkie: Lubisz o sobie mówić „przedsiębiorcza kura domowa”, ale przez lata nie miałaś z nią nic wspólnego. Wychowywałaś trójkę dzieci i jeździłaś za mężem tam, gdzie akurat podpisał kontrakt. Czy kobiecie wykluczonej na tak długo z rynku pracy trudno było odkryć w sobie ducha przedsiębiorcy?

Monika Niżnik: Jeszcze parę lat temu w życiu bym tak o sobie nie pomyślała. Byłam kurą domową skoncentrowaną na trójce dzieci i mężu sportowcu. Byłam szczęśliwa, choć nie czułam się w pełni spełniona. Moim marzeniem było realizować się również zawodowo, być niezależną. Miałam parę pomysłów, ale ciągłe przeprowadzki uniemożliwiały zamierzenia. Nie chciałam dać za wygraną, uskarżać się na okoliczność. Poszukiwałam pomysłu na siebie i zajęcia mobilnego, czyli takiego, które mogłabym zabrać wszędzie ze sobą. Kto szuka, ten znajduje. Wystartowałam od zera w wieku 34 lat, bez umiejętności, doświadczenia, wiary w siebie, bez napisanego biznesplanu na to, co chcę robić, ale miałam olbrzymią motywację. Przy trójce dzieci (najmłodsza córka miała wtedy trzy tygodnie), stereotypie Matki Polki w głowie, nie było łatwo pogodzić wizję własnego rozwoju, dbanie o dom oraz dodatkowo studia z dietetyki. Musiałam przewartościować cały swój dotychczasowy świat i moją w nim rolę. To był też czas, kiedy mąż kończył karierę. Zadawaliśmy sobie pytanie, co dalej, z czego będziemy żyć? Chciałam, byśmy postawili na mój rozwój, choć bałam się, że nie sprostam oczekiwaniom innych, a na końcu swoim. Dziś wiem, że 99 procent tego, czego się boimy, nigdy się nie zdarza. Czy kurze domowej trudno jest odkryć w sobie potencjał? Nie o trudność chodzi, a o determinację – ja miałam olbrzymią. Wszystko zależy tylko od nas, naszych chęci, nastawienia, zaangażowania, przełamywania obaw.

Może nie o obawy tu chodzi, a o strach przed twardym światem biznesu, w którym dominują jednak mężczyźni. Kobiety są perfekcyjne do bólu w tym, co robią. Sądzisz, że jeszcze długa droga przed nimi do biznesowego wyzwolenia czy wystarczy tylko w siebie uwierzyć?

Jestem przekonana, że czas kobiet w biznesie właśnie się rozpoczyna. Choć aktywność zawodowa pań w Polsce nadal jest niższa niż w Europie, mają one coraz większą świadomość tego, jaka siła w nich drzemie. Uważam, że wnoszą wiele swoich wyjątkowych cech w świat biznesu. Uwierzenie w siebie wymaga olbrzymiej pracy nad sobą, uwolnienia się od ograniczających przekonań – mimo tego kobiety w Polsce mocno walczą o swoją niezależność i poczucie wartości. Są dużo bardziej świadome swojej roli w społeczeństwie, a państwo roli kobiet w gospodarce rynkowej. Tu już nie chodzi o sprostanie trudnej roli matki zajmującej się domem i dbającej o to, aby na stole był dwudaniowy obiad, a nie zamówiona pizza. Kobiety czują, że mają w sobie jeszcze większy potencjał i chcą realizować się również na innych płaszczyznach. I nie ma tu znaczenia wiek. Choć w naszych głowach pełno jest automatyzmów i stereotypów, zauważam, że podejście mężczyzn do kobiet współpracowników czy partnerów biznesowych znacznie się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat. Nie możemy obarczać mężczyzn za to, że często brakuje nam odwagi, by pójść za ciosem. I zgadzam się, kobiety w biznesie są perfekcjonistkami, są doskonale zorganizowane, wielozadaniowe. Uważam jednak, że od mężczyzn możemy uczyć się grania va banque. Panowie są bardziej skłonni do ryzyka, co często wychodzi im na dobre. Raz podjętą decyzję starają się zrealizować od początku do końca, nie zastanawiają się setki razy, czy wybrali właściwą drogę do osiągnięcia celu. My, kobiety kochamy rozpamiętywać, analizować, rozgrzebywać. Kobiety bardzo często mają fantastyczne pomysły, ale ich nie realizują z obawy, że nie są jeszcze wystarczająco gotowe. Bycie „taką” perfekcjonistką kładzie obiecujące kobiece przedsięwzięcia, ze strachu. Dobrze, że go mamy – pomaga nam zachować zdrowy rozsądek. Nie możemy dopuszczać jednak, by nas paraliżował.

Jak walczyć z takim strachem i kiedy wiemy, że to jest ten „zły”, a nie dodający skrzydeł?

Strach to strach. Nie ma dla mnie dobrego lub złego – on jest elementem naszego życia. Tylko od nas zależy, jaki mamy do niego stosunek. Czy będzie nas paraliżował, czy będziemy chcieli go oswajać. Najlepiej zrobić to małymi krokami. Jednym z takich strachów są wystąpienia publiczne. Pamiętam, jak pierwszy raz zostałam poproszona o poprowadzenie spotkania na 30 osób. Byłam tak przerażona, że modliłam się, żeby nikt nie przyszedł. Jak na złość, przyszła cała sala gości. Ogromny stres. Oswoiłam go, przyznając się do niego, zamiast starać się go maskować. Poprosiłam ludzi na widowni o wsparcie. Jeszcze nie zaczęłam swojego wystąpienia, a już zebrałam oklaski. Wytworzyła się superenergia. Wszyscy wyszli ze spotkania zadowoleni. Najbardziej chyba ja, bo pokonałam samą siebie. Duma wtedy jest nie do opisania. Wtedy właśnie człowiek czuje, że góry może przenosić. Wartość człowieka we własnych oczach wzrasta. Od tamtej pory często wyznaczam sobie zadania, których się boję. Praca nad sobą to mozolny proces, w którym najważniejsza jest świadomość naszych możliwości, potrzeb, a także ograniczeń, z którymi podejmujemy walkę.

Większą wiarę we własne siły daje wsparcie bliskich. Ty miałaś takie, gdy role w domu się odwróciły?

Od ponad 20 lat tworzymy z mężem udany związek. Rafał był zawodowym piłkarzem. Ani ja, ani on nie znaliśmy innego życia, niż to, które wiedliśmy. Wtedy on spełniał się zawodowo, utrzymywał nas, a ja dbałam o to, żebyśmy mogli stworzyć rodzinę. Nigdy nie ingerowałam w jego karierę, nie marudziłam, że znowu musimy się przeprowadzać. Chciałam, by rodzina była dla niego wsparciem, a nie przeszkodą. Gdy kariera piłkarska dobiegła końca, a telefon z propozycjami przestawał dzwonić, nie miał problemu z tym, żeby przejąć część moich domowych obowiązków. Karma wraca. Komfort, jaki mu dawałam przez 15 lat w budowaniu jego kariery, otrzymuję teraz od niego. Na tym polega partnerstwo. Pamiętam, jak zawsze żartował, że w wieku 40 lat odwiesza buty sportowe na kołek i to ja dbam od tego czasu o utrzymanie rodziny. Ziściło się co do joty, a ja jestem dumna z tego, że poczucie bezpieczeństwa finansowego, jakie on nam wtedy dawał, teraz mogę dać rodzinie ja. Mąż zawsze był dla mnie ogromnym wsparciem. Nigdy nie krytykował nawet moich najbardziej szalonych pomysłów. Miał większą wiarę we mnie niż ja sama. Wsparcie bliskich pomaga, ale jego brak nie powinien być przeszkodą do spełnienia. Pracując z kobietami, niestety bardzo często słyszę takie historie. Osoby te często pracują nad sobą w opozycji do całego swojego środowiska, ale dzięki temu są jeszcze silniejsze. Mamy tylko jedno życie i dobrze byłoby, żebyśmy my byli z niego zadowoleni.

Niewątpliwie spełniasz się na wielu płaszczyznach. Jakie masz plany, marzenia?

Oczywiście chcę dalej rozwijać się zawodowo, pielęgnować swoje pasje, realizować szalone pomysły. Czyli to, co robiłam do tej pory, ale z jeszcze większym zasięgiem i rozmachem, bo pozwala mi na to zbudowana wiara w siebie. Chcę zapraszać do wspólnych projektów coraz więcej kobiet. Być dla nich wsparciem i pomagać im w rozwoju. Z pasji jestem instruktorką Nordic Walking oraz autorką projektu POWER WALKING – czyli spacerów z kijami odbywających się raz w miesiącu, na które zapraszam serdecznie wszystkie łodzianki. Podczas takiego marszu zawieramy nowe znajomości, dzielimy się doświadczeniem, pasjami, troskami, a wszystko to wykonując aktywność fizyczną, która pozwala na swobodną rozmowę. Więcej informacji o Power Walking na stronie www.kobietabiznesu.com.pl W marcu planuję z przyjaciółką i partnerką biznesową podróż do Wietnamu. Chcemy z plecakiem przemierzyć kraj od północy na południe. Nigdy w życiu nie byłam na takiej wycieczce, więc wszelkie sugestie i dobre rady czytelników LIFE IN. Łódzkie są mile widziane.

Monika Niżnik

Utytułowana Kobieta Przedsiębiorcza, Lwica Biznesu 2018 roku i właścicielka Aloesowego Centrum, w którym można wypróbować najwyższej jakości aloesowych produktów do pielęgnacji całego ciała. Odbywają się tam ciekawe warsztaty dla kobiet nie tylko z tematyki zdrowia i urody, ale również spotkania wspierające przedsiębiorczość kobiet i rozwój wspólnych przedsięwzięć.

Rozmawiał Damian Karwowski
Zdjęcie Paweł Keler

Facebook.com/AloesoweCentrumZdrowia
Instagram.com/kury.maja.pazury