Tworzy bukiety, dekoruje sale, kościoły, wypełnia kwiatami domy i mieszkania, komponuje zielone miejsca w biurowcach. Rozmawiamy z Moniką Strzelczyk łódzką florystką, która z kwiatami pracuje już od kilkunastu lat i która tej pracy nie zamieniłaby na żadną inną.

LIFE IN. Łódzkie: Co to takiego florystyka?

Monika Strzelczyk: To sztuka tworzenia czegoś pięknego z kwiatów.

Ale kwiaty i tak są piękne…

No pewnie, ale za pomocą pięknych kwiatów można wypełniać nie zawsze piękne przestrzenie, ocieplać je, podkreślić ich wyjątkowe elementy. Dobrze dobrane kwiaty mogą podkreślić kobiecą i męską urodę, a czasami przykryć jej niedostatek. Jedni tworzą obrazy, inni piękne rzeźby a florystka układa kwiaty. Tworzy bukiety, dekoruje kwiatami sale, kościoły. Przygotowuje dodatki z kwiatów pannie i panu młodemu. Komponuje zielone miejsca w biurowcach, wypełnia kwiatami domy i mieszkania.

Jaką rolę odgrywają kwiaty w naszym życiu?

Kwiaty w domu są elementem dekoracyjnym. Lubimy je mieć, bo wprowadzają do naszych czterech ścian nowe kolory, potrafią podkreślić lub zmienić charakter wnętrza. Mogą je ocieplić, ożywić, sprawić, że mieszkanie stanie się bardziej romantyczne lub eleganckie.

Wydaje mi się, że kwiaty pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie, mam rację?

Oj tak, już samo patrzenie na kwiaty może poprawić humor i odstresować. Do naszej kwiaciarni bardzo często przychodzą osoby, które nie kupują kwiatów, ale chcą wśród nich pobyć. W większości są to kobiety. Po ciężkim dniu w pracy, chcą choć przez chwilę popatrzyć na kwiaty i poczuć ich zapach. To taki ich sposób na chandrę.

Czym różni się bukieciarstwo od florystyki?

Bukieciarstwo, to jest komponowanie prostych bukietów i wiązanek. Tego można się nauczyć. Florystyka to sztuka. Żeby być florystą trzeba nie tylko umieć robić bukiety, przede wszystkim należy mieć wyczucie i odrobinę talentu. No i przez cały czas trzeba być na bieżąco z trendami, które w tej sztuce obowiązują, bo dziś florystyka, to specyficzny kwiatowy przemysł modowy. Trendy wyznaczają Holendrzy, którzy w Europie zdominowali rynek kwiatowy. Organizuje się specjalne pokazy, na których można zobaczyć co jest modne, jakie kolory kwiatów są na topie, jakie nowe dodatki się pokazały. Musimy pamiętać, że wazony, doniczki, naczynia, do których wkładamy kwiaty, to też część florystyki. Szczególnie w ikebanie, japońskiej sztuce układania kwiatów, ważną rolę pełnią naczynia. Tak samo ważne są liście, łodygi i gałęzie. Poza tym florystyka zajmuje się ozdabianiem kapeluszy i strojów, robieniem biżuterii z kwiatów. Z żywych kwiatów wychodzą cudowne naszyjniki, kolczyki i bransoletki.

Sama Pani decyduje o tym, jak ma wyglądać bukiet, czy dostosowuje się do oczekiwań klienta?

Różnie z tym bywa. Nawet jeśli klient przychodzi z gotowym projektem, na przykład ze zdjęciem, i mówi „chcę to mieć”, to nigdy nie jest tak, że odtworzę go w stu procentach. Nie ma możliwości, żeby zrobić dwa identyczne bukiety. Poza tym ja zawszę lubię dołożyć coś od siebie.

Jak wygląda proces tworzenia bukietu na zamówienie?

Najważniejsza jest rozmowa z klientem. Trzeba poznać jego oczekiwania i to, z jakiej okazji ma być bukiet. Inny będzie z okazji imienin dla kobiety, a inny dla mężczyzny. Ważny jest wiek osoby obdarowywanej. Muszę wiedzieć jakie kwiaty lubi ta osoba, a jakich nie. Mając jakiś wstępny obraz osoby, mogę sobie zacząć wyobrażać jaki bukiet zrobię. Większości moich klientów jest jednak obojętne, jak będzie wyglądał bukiet. Całkowicie zdają się na mnie. Tak lubię najbardziej, bo wtedy mogę dać upust wyobraźni i kreatywności, i stworzyć coś pięknego.

Tak wygląda proces na miejscu, w kwiaciarni. A jak jest w przypadku, kiedy florysta jest potrzebny w trakcie przygotowań do konkretnej uroczystości, na przykład do ślubu?

W takim przypadku z klientami należy spotkać się nawet kilkakrotnie, ustalić wszystkie szczegóły dużo wcześniej. Jest to bardzo istotne, ponieważ każdy ma inne oczekiwania. W przypadku wiązanek ślubnych, panna młoda ma zwykle jakiś pomysł na bukiet. Czasami bywa to zły pomysł, bo bukiet nie będzie pasował do niej.

A skąd Pani wie, że nie będzie?

Wiem, bo zrobiłam takich bukietów setki. Wyobraźmy sobie, że szczupła, drobna dziewczyna, życzy  sobie bukietu z heliconii albo protei, bo to jej ulubione kwiaty. Ja wiem, że nie będzie to wyglądało dobrze, bo to duże i ciężkie kwiaty. Przecież taki bukiet zasłoni pannę młodą i zdominuje uroczystość, bo wszyscy będą patrzeć na bukiet, a nie na pannę młodą.

I co wtedy?

Delikatna perswazja. Najczęściej działa. Dobrze jest też wiedzieć, jak będzie ubrana para młoda, jaką muchę i poszetkę założy pan młody, w jakich butach wystąpi panna młoda. Do tego dobieramy kwiaty, które później połączymy w bukiet. My jesteśmy właśnie od tego, żeby doradzić i zaproponować, w naszej opinii, najlepsze rozwiązanie, jednak zawsze ostatnie słowo należy do klienta. Bywają też awaryjne sytuacje – na przykład panna młoda przychodzi na chwilę przed ceremonią, ponieważ zamówiona wcześniej wiązanka okazała się katastrofą. Zdarzyło się, że musiałam zrobić wiązankę ślubną od ręki. W takich sytuacjach możliwości są bardzo ograniczone.

Skąd wiadomo jakie kwiaty ze sobą łączyć? Chyba nie wszystkie pasują do siebie.

Z małymi wyjątkami można łączyć ze sobą wszystkie kwiaty. Te wyjątki, to narcyzy, żonkile, hiacynty. One wydzielają specyficzną substancję, co negatywnie wpływa na pozostałe kwiaty, które tracą świeżość i elegancję. Poza tym, można zrobić wszystko to, co podpowie nam wyobraźnia.  Powinno się też dobierać kwiaty pod względem trwałości. Jeżeli weźmiemy goździk i połączymy go z różą to trzeba mieć świadomość, że róża zwiędnie znacznie szybciej od goździka, który jest bardzo żywotnym kwiatem.

Czy pamięta Pani zamówienie, które zaskoczyło Panią?

Nie miałam szokujących zamówień. Za to zawsze będę pamiętała zlecenie z 1999 roku. Z okazji przyjazdu ojca świętego Jana Pawła II, dekorowaliśmy ołtarz w Łowiczu. To był dla mnie wielki zaszczyt.

Dziękuję za rozmowę.