Ten tytuł jest dla mnie bardzo ważny. To dowód, że moja działalność i wieloletnie zaangażowanie w rozwój regionu przynoszą pozytywne efekty i zostały dostrzeżone przez jego mieszkańców. Czy może być coś piękniejszego? Nie ukrywam, że to dla mnie zaszczyt i wielka radość – mówi Marek Michalik, Łodzianin Roku 2018, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Łodzi.

LIFE IN. Łódzkie: Rozglądam się po Pana biurze i nie mogę znaleźć statuetki…

Marek Michalik: Nie ma jej tu. Wszyscy pytają o statuetkę, więc wędruje po różnych miejscach. Wiele osób pracowało razem ze mną na sukces, którego jest symbolem, dlatego chcę, by oni również mogli ją zobaczyć. W pierwszej kolejności zabrałem ją do biura, żeby cieszyć się nią wspólnie z pracownikami.

Czym jest dla Pana tytuł Łodzianin Roku?

Odpowiem przykładem z filmu. Saladyn po zajęciu Jerozolimy został zapytany, czym jest dla niego zdobyte miasto. Odpowiedział: niczym, ale po chwili namysłu odwrócił się i dodał: wszystkim. Tak samo jest z tytułem Łodzianin Roku – wydaje się, że nic nie zmienia, ale jest dla mnie bardzo ważny. To dowód, że moja działalność i wieloletnie zaangażowanie w rozwój regionu przynoszą pozytywne efekty i zostały dostrzeżone przez jego mieszkańców. Czy może być coś piękniejszego? Nie ukrywam, że to dla mnie zaszczyt i wielka radość.

Polityk, samorządowiec czy menedżer – w jakiej roli czuje się Pan najlepiej i która przynosi Panu najwięcej satysfakcji?

Od kilku lat pełnię funkcję prezesa Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – co naturalnie łączy mnie najmocniej z rolą menedżera. Ważnym doświadczeniem menedżerskim było zarządzanie Zakładem Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi. W swojej pracy wykorzystuję doświadczenie zdobyte podczas sprawowania urzędu wiceprezydenta Łodzi w zespole Jerzego Kropiwnickiego. Wówczas, odpowiadałem za kontakty z biznesem i zachęcałem do inwestowania w Łodzi – z dobrym skutkiem, bo to właśnie wtedy w latach 2005-2008 na terenie miasta zainwestowały znane, wielkie marki jak Gillette, Infosys (Philips), Dell, Fujitsu. To był dla mnie bardzo ważny czas, w którym zacząłem rozumieć potrzeby i oczekiwania inwestorów. Opracowana strategia rozwoju Łodzi, nazywana przez niektórych strategią McKinseya – przez cały czas jest realizowana przez miasto. Co ciekawe wtedy po raz pierwszy pojawiło się pojęcie start-up, dziś jedno z najmodniejszych pojęć w biznesie. Rola menedżera daje mi zatem wiele satysfakcji. Zdaję sobie sprawę, z tego, że przyznany tytuł to przede wszystkim efekt mojej działalności w ostatnich latach na stanowisku szefa ŁSSE.

Prezesem Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej jest Pan od 2016 roku. Na stałe pożegnał się Pan z polityką i samorządem, i postawił na działalność gospodarczą?

Nigdy nie zrezygnowałem z polityki. Myślę, że mam w niej swoje miejsce jako członek Prawa i Sprawiedliwości i naturalne jest, że jeśli partia będzie chciała skorzystać z mojego doświadczenia i kompetencji, to pozostaję do dyspozycji. Uważam, że dla Łodzi bardzo ważne jest, żeby miała swojego, związanego z miastem reprezentanta, dlatego zawsze poważnie rozpatrzę możliwość kandydowania w wyborach na posła, senatora czy inne istotne stanowisko. Dziś wielu Polaków, nie obdarza polityków bezwzględnym zaufaniem i podaje w wątpliwość szczerość ich intencji. Moim zdaniem nie jest to słuszne. Polityka nie jest zła, ona czasami jest źle prowadzona. Ale wierzę, że może być inaczej. Moje doświadczenie z polityką rozpoczęło się w połowie lat 80. Wtedy prowadzenie polityki było łatwiejsze, wszystko było biało-czarne – komuniści byli źli, my byliśmy dobrzy. Dziś pojawiły się różne odcienie szarości i niektórym trudno jest się w takiej rzeczywistości odnaleźć. Niekiedy brak zrozumienia może wywoływać agresję. To my politycy musimy pracować nad poprawą wizerunku partii politycznych, które przecież funkcjonują w każdym „dorosłym” systemie demokratycznym. Powiem więcej – bez partii nie ma demokracji.

Politycznie był Pan zawsze związany z prawą stroną – najpierw KPN, AWS, Partia Centrum i PiS. Co spowodowało właśnie taki wybór polityczny?

Moja działalność polityczna zaczęła się w latach 80. od Konfederacji Polski Niepodległej. Ta partia, bezwzględnie zwalczana przez poprzedni system, wykształciła mój polityczny kręgosłup. KPN była partią piłsudczykowską, mocno przywiązaną do idei niepodległości. Ponieważ wartości, które reprezentowała były i są mi bardzo bliskie, to całe moje życie polityczne jest związane z ugrupowaniami, które wyrosły z nurtu niepodległościowego. W życiu każdego człowieka jest wiele zakrętów i czasami można zgubić drogę, dlatego ważne jest to, by w polityce być wiernym określonym ideom. Ja jestem.

Absolwent wydziału historyczno-filozoficznego na Uniwersytecie Łódzkim, autor dwóch książek historycznych – widać, że lubi Pan historię. Mam rację?

Historia to moja pasja. Zawsze była ona dla mnie miejscem, w którym można i trzeba szukać odpowiedzi na różne pytania, znajdować punkty odniesienia na przykład do obecnej sytuacji i wyciągać właściwe wnioski. Choć historia toczy się kołem, to dwa razy w tej samej wersji nigdy się nie powtarza. Pozwala jednak nauczyć się myślenia procesowego. Przecież właściwością procesów historycznych jest to, że zawsze coś z czegoś musi wyniknąć. Tak samo jest w procesach biznesowych.

W rankingu Financial Times ŁSSE uznana została za jedną z czterech najlepszych na świecie i najlepszą w Europie w kategorii małych i średnich przedsiębiorstw. Czym wyjątkowym wyróżnia się ŁSSE na tle innych stref?

To uznanie w postaci wysokich miejsc rankingowych jest dla nas szczególnie ważne, ponieważ zostaliśmy docenieni za postęp, za to, że podjęliśmy wiele nowych działań, które wpłynęły na rozwój Strefy. Nie jesteśmy ani największą obszarowo strefą, nie mamy największej liczby zezwoleń na prowadzenie działalności, nie wygrywamy w kategorii generowanych przychodów. Naszą przewagą jest innowacyjność, która w przypadku łódzkiej strefy polega na tym, że podjęliśmy szereg działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości.

Czyli…?

Postawiliśmy na rozwój start-upów. W 2016 roku po raz pierwszy aplikowaliśmy o środki na ten cel. Dzięki temu 26 start-upów miało środki na uruchomienie działalności. Mamy rewelacyjne osiągnięcia, jeśli chodzi o wdrożenia start-upów – średnia w Polsce to 10 procent, u nas prawie 40. Doświadczenia zdobyte podczas realizacji tego projektu pozwoliły nam z sukcesem aplikować po kolejny projekt i środki na start-upy.

Wiele z tych projektów start-upowych jest wdrażanych i skutecznie komercjalizowanych. Jak udało się Wam zachęcić korporacje do współpracy z firmami, które dopiero wchodzą na rynek?

Duże firmy zawsze interesują się działalnością start-upów. Start-upy działają bardzo dynamicznie, mają pomysły, procesy decyzyjne są u nich szybkie. Tego brakuje wielkim korporacjom, dlatego chętnie korzystają z pomysłów i rozwiązań wypracowanych przez start-upy a co więcej, bardzo często szukają takich rozwiązań. A zatem jedni szukają, a drudzy mogą im coś zaproponować i właśnie tu pomocni jesteśmy my. Pomagamy jednym i drugim nawiązać relacje i współpracę.

Co jeszcze wyróżnia łódzką strefę spośród innych?

Chociażby projekt Strefa RozwoYou, w którym na szkolenia i rozwój kompetencji jest do wykorzystania 24 miliony złotych. Żadna inna strefa nie realizuje takiego projektu. A przecież w dzisiejszej dynamicznej rzeczywistości gospodarczej niezmiernie ważne jest ciągłe podnoszenie umiejętności, zarówno samych przedsiębiorców, jak i pracowników. Mówiąc o tym, co nas wyróżnia spośród innych stref, nie sposób nie wspomnieć o Technikum Automatyki i Robotyki. Jest to jedyna taka szkoła w Polsce, która powstała z naszej inicjatywy, ale przy współpracy z prywatnymi firmami działającymi w Strefie. Do współpracy zaprosiliśmy Ceramikę Tubądzin, Delia Cosmetics oraz Miele, wielkiego inwestora, którego sprowadziliśmy ostatnio do Strefy, a także Politechnikę Łódzką. Technikum będzie kształcić w takiej specjalności, której nie ma jeszcze w klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego. Automatykę i robotykę spotkać można na wyższych uczelniach, ale nie w szkołach średnich.

Skąd pomysł na szkołę zawodową w strefie ekonomicznej?

Od dawna myśleliśmy o takim projekcie. Tą inicjatywą wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom firm, które działają w strefie i potrzebują specjalistów. Pomysł pojawił się już jakiś czas temu i ewoluował. Najpierw myśleliśmy o tym, żeby utworzyć kilka klas patronackich, w którejś z łódzkich szkół średnich. Później chcieliśmy powołać szkołę we współpracy z Politechniką Łódzką, ale w końcu doszliśmy do wniosku, że nie ma co kopiować rozwiązań, które już są, tylko wspólnie z przedsiębiorcami trzeba stworzyć własną szkołę. Szkoła już jest, a we wrześniu zainauguruje swoją działalność.

A jak udało się przekonać przedsiębiorców, żeby zainwestowali w szkołę?

Nie musieliśmy ich przekonywać, bo oni widzą w tym korzyść dla swoich firm. Przecież za cztery lata absolwenci, którzy wyjdą z naszej szkoły, zaczną u nich pracę.

Kreatywność, innowacyjność, otwartość na potrzeby biznesu – czy to są właśnie te elementy, które sprawią, że Łódź znów stanie się Ziemią Obiecaną?

Chciałbym tego dla mojego miasta. Ale akurat tutaj jestem ostrożnym optymistą. W mojej ocenie w ostatnich kilku latach Łódź straciła w stosunku do innych polskich aglomeracji – Wrocławia, Gdańska. PR i mówienie dobrze o mieście jest bardzo ważne, bo sprawia, że mamy lepsze samopoczucie i jesteśmy dumni z Łodzi. Jednak nie możemy być ślepi i nie dostrzegać tego, że inne miasta są daleko przed nami. Czasem warto spojrzeć krytycznie na swoje osiągnięcia i spróbować określić, w którym miejscu tak naprawdę jesteśmy. Żyjemy przecież w rzeczywistości, w której rywalizacja jest normą. Rywalizują ludzie, firmy i miasta. W przypadku miast rywalizacja ma to do siebie, że można ją wygrać albo przegrać. Remisów nie ma. A zatem nie ma co zachwycać się sobą, tylko trzeba zakasać rękawy i ciężko pracując próbować dogonić i przegonić tych lepszych. z
Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcia Biznes w kadrze