Każda kolejna podróż uczy mnie coraz większego szacunku do czasu. Tego, jak myślę o życiu w kontekście przemijania. Bo tylko tego możemy być pewni, że wszystko mija.

Ta refleksja towarzyszy mi ciągle, także dziś, gdy próbuję pochylić się nad zeszłoroczną podróżą do Betlejem. Miejsca, do którego tak łatwo było mi się dostać i równie łatwo z niego wydostać. Mimo karabinów izraelskich żołnierzy przy mojej głowie na granicy z Zachodnim Brzegiem Jordanu. Dla większości mieszkańców jest to jednak miejsce, z którego wyjścia nie ma. Nawet na letnie wakacje, choćby do pobliskiej Jerozolimy. Bo wokół jest mur – bezpieczeństwa. I skomplikowana rzeczywistość, którą każdy chce widzieć inaczej.

Do Betlejem większość bieży w jednym celu. Żeby schylić pokornie nie tylko głowę, lecz całe ciało, przekraczając niziutki próg Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Żeby dotknąć murów jednego z najstarszych kościołów chrześcijańskich na świecie. Żeby na własne oczy zobaczyć miejsce, gdzie rodziło się Boże Dziecię. Mnie jednak poruszyły inne boże dzieciątka – trzy palestyńskie dziewczynki, z którymi na środku handlowego traktu urządziłyśmy sobie małą sesją. To spotkanie mnie zaskoczyło. Przestraszyłam się, kiedy dziewczynka stojąca naprzeciwko zaczepiła mnie, mówiąc coś z miną, której nie potrafiłam rozszyfrować. Nie wiedziałam, czy ma mi za złe, że znalazła się na mojej drodze w zasięgu obiektywu, czy chciała, żeby zrobić jej zdjęcie. Nie wahałam się ani chwili, szybko wskazując serdecznym gestem na nią i na aparat. Bo wiadomo co najmniej od
czasów Heraklita, że nikt dwa razy nie staje na tej samej drodze.

Cieszę się, że mogłam uwiecznić moje palestyńskie dziewczynki – jak je w myślach nazywam – w pięknych strojach i w wieku, w którym bez obawy mogą odsłaniać swoje włosy, twarz i pozować do zdjęć w krótkich sukienkach. Do Betlejem przybywamy też po to, by zobaczyć palestyńską stronę Muru Bezpieczeństwa. By razem z Banksym udać się w podróż w głąb gorączek i pragnień tego narodu. Bo tutaj znajduje się słynny Sklep Po Drugiej Stronie Muru oraz Walled Off Hotel założone przez streetartowego artystę. Banksy, znany z tworzenia odważnej sztuki ulicznej oraz często ryzykownego umiejscowienia swych dzieł, stworzył hotel z najgorszym widokiem na świecie – z okien pokojów widać tylko wysoką ścianę.

W Betlejem nie sposób zamknąć się na rozważania o początkach religii, o współistnieniu narodów i kultur. Taka refleksja towarzyszy mi podczas całej podróży do Ziemi Świętej, a szczególnie silna staje się w Jerozolimie – kolebce trzech wielkich wyznań, miejscu kultu i pielgrzymek. Zaskakujące, jak jedna mała przestrzeń staje się obiektem pożądania tak wielu, wydawałoby się różnych, ludzi.

Agnieszka Cytacka autorka bloga takenfromtravel.com