O jubileuszu 30-lecia, początkach firmy, zmieniającym się rynku motoryzacyjnym i oczekiwaniach klientów rozmawiamy z Krzysztofem Jaroszewiczem, właścicielem firmy Jaszpol, która jest największym w województwie łódzkim autoryzowanym dealerem Renault i Dacia.

LIFE IN. Łódzkie: W tym roku firma Jaszpol świętuje swoje 30. urodziny. Wróćmy na chwilę do początków, jak to się zaczęło?

Krzysztof Jaroszewicz: To były bardzo ciekawe czasy dla ludzi odważnych. Wszystko zaczęło się w dobie wielkich przemian ustrojowych, w latach 1987-1989. Pracowałem wówczas w firmie Polmozbyt Łódź i nagle padło hasło – prywatyzacja. Prywatyzowano wszystko – sklepy, serwisy, zakłady produkcyjne. Również i ja postanowiłem zaryzykować i kupiłem firmę w Zgierzu. Pomogło mi wielu znajomych, którzy poręczyli kredyty. Razem ze wspólniczką założyliśmy spółkę – Zakład Usługowo-Handlowo-Produkcyjny „Jaszpol”. Zadebiutowaliśmy w 1989 roku, a rok później wprowadzono słynny pakiet reform Balcerowicza i to był początek kapitalizmu w Polsce.

I początek szybkiego rozwoju firmy?

To były bardzo interesujące lata. Interesy robiło się błyskawicznie i równie błyskawicznie firmy upadały. Tylko nielicznym udało się przetrwać. W początkach naszej działalności mieliśmy bardzo szeroki asortyment, sprzedawaliśmy wszystko: części, narzędzia, oleje, farby, gwoździe. Potem zaczęliśmy wykupywać SKR-y, PGR-y, bazy transportowe. Z czasem podjęliśmy decyzję o tym, by się wyróżnić wśród wielu podobnych. Zapadła decyzja, że naszą specjalnością będzie wyłącznie rynek samochodowy. Jeszcze w 1989 roku podpisaliśmy umowy „autoryzacyjne” na  obsługę samochodów FSO i FSC Lublin, naprawialiśmy m.in. nyski, żuki. Zaczęliśmy szukać kolejnej autoryzacji. Spodobała nam się oferta Renault. Byli najbardziej przyjazną i otwartą firmą, przekonali nas swoją wizją i możliwościami szkoleniowymi, a były dla mnie niezwykle istotne — szczególnie szkolenia z zakresu sprzedaży, działań marketingowych, ponieważ jako inżynier wykształcony na  klasycznej politechnice, nie miałem o tym zbyt dużego pojęcia. Pierwszą umowę, jeszcze z  niemieckim przedstawicielem, podpisaliśmy w 1991 roku, rok później już z polskim importerem.

Od razu w ofercie mieliście wszystkie modele marki Renault?

Oczywiście, że nie, ale sprzedaż i tak była bardziej rentowna niż teraz. Od kilku do kilkunastu procent na samochodzie, nie było żadnych bonusów, sprzedaży ratalnej. Przełomowy okazał się moment wprowadzenia do oferty Clio reklamowanego wówczas hasłem „Samochód z raju” oraz ogólnopolska loteria – „akcja kluczyk”. Najpierw do osób w całej Polsce wysyłano w kopercie kluczyk do auta, wystarczyło z tym kluczykiem odwiedzić salon i jeśli pasował do zamka, szczęśliwiec wyjeżdżał nowiusieńkim autem z salonu. Podczas akcji nie mogliśmy wejść do salonu, takie tłumy przychodziły, ale dzięki niej ludzie poznali markę i lokalizację salonów Renault.

A jak wtedy wyglądał salon?

Na pewno nie tak, jak te, do których dzisiaj Państwa zapraszamy. Nasz salon znajdował się w Zgierzu i mieściły się w nim zaledwie dwa samochody. Inny świat, inne realia. By zamówić samochód, sprzedawca musiał czasem pozostać na linii telefonicznej ponad godzinę, a skserowane dokumenty wysłać faksem. Ileż było z tym problemów.

Ile początkowo sprzedawaliście samochodów?

W pierwszym roku swojej działalności 40 sztuk. Każdy sprzedany samochód, to było wielkie święto w firmie i niemal przyjęcie na cześć klienta. W 1996 roku sprzedawaliśmy już kilkaset sztuk. I jak to w życiu bywa, nie mogło być za pięknie. W Łodzi powstał konkurencyjny salon Renault. Oczywiście nie rozłożyłem rąk, bo nic tak nie mobilizuje do działania, jak konkurencja, zainwestowałem w reklamę. I jak zwykle daliśmy radę, mimo iż nasz salon znajdował się w Zgierzu.

Zapewne pomyślał Pan, że warto otworzyć salon w Łodzi.

Oczywiście. W 1997 roku kupiliśmy działkę na Brukowej i rok później salon był już gotowy. Mogliśmy pochwalić się najnowocześniejszym salonem spełniającym standardy Renault. Na efekty inwestycji długo nie musieliśmy czekać. W latach 2000-2003 sprzedawaliśmy 1200 aut rocznie. Potem całą branżę motoryzacyjną dotknął kryzys, a gdy jeszcze pozwolono na sprowadzanie z zagranicy samochodów używanych, było naprawdę trudno. Wielkim sukcesem było dla nas wówczas sprzedanie 400 nowych samochodów rocznie. Ale w 2003 roku otworzyliśmy też serwis blacharsko-lakierniczy, a trzy lata później do oferty dołączyła druga marka – Dacia. Kolejny kryzys przyszedł w latach 2008-2011, w firmie nastąpiły wewnętrzne zmiany i zaczęliśmy szukać możliwości dalszego rozwoju. W 2012 roku zmodernizowaliśmy salon w Zgierzu i od tego momentu możemy pochwalić się największym salonem marki Dacia w kraju. Ponieważ nie boję się żadnych wyzwań, trzy lata później kupiłem salon Renault i Dacia przy ulicy Przybyszewskiego, który należał wcześniej do innego dealera. I staliśmy się największym w województwie łódzkim autoryzowanym dealerem Renault i Dacia.

Firma Jaszpol była wielokrotnie nagradzana m.in. za jakość obsługi klienta, zdobywała wielokrotnie prestiżowy tytuł „Wzorowego salonu”, a także „Złoty klucz jakości”. Jak się osiąga takie sukcesy?

Trzeba być odważnym, mieć zespół doskonałych współpracowników i trochę szczęścia, ono się każdemu w życiu przydaje. Trzeba też z wyprzedzeniem dostrzegać zmieniające się trendy w branży. W dzisiejszym świecie wszystko zmienia się dynamicznie – oczekiwania i wymagania klienta, jakość oferowanych usług, sam produkt – samochody naszpikowane elektroniką i zasilane prądem, a w niedalekiej przyszłości zapewne autonomiczne. Trzeba być wizjonerem.

W 2016 roku zdobył Pan prestiżowy, niezwykle ceniony w biznesie tytuł: Menedżera Roku Regionu Łódzkiego, a dwa lata później „Przedsiębiorcy Roku 2018”. To dość niezwykłe osiągnięcia na rynku motoryzacyjnym. Jak Pana osiągnięcia wpłynęły na rozwój firmy i Pana, jako jej prezesa?

Każde wyróżnienie, docenienie jest dla mnie niezwykle istotne i mobilizuje do jeszcze cięższej pracy. Nigdy nie spoczywam na laurach.

Co jest najważniejsze w zarządzaniu firmą?

Najważniejsze jest wyczucie potrzeb klientów i  trendów rynku. Trzeba działać jak sejsmograf, być czułym na wszystkie wahania, wiele rzeczy ulega zmianie, następują fuzje, przejęcia w branży. Liczy się doświadczenie, znajomość rynku i kompetencje.

Na bieżąco obserwuje Pan rynek motoryzacyjny. Czy ostatnio zmieniły się radykalnie preferencje osób kupujących samochody, czy cały czas chodzi o to samo – by samochód był wygodny, praktycznie bezawaryjny?

Samochód kiedyś był przedmiotem luksusowym, teraz stał się narzędziem pracy. Cały czas maleje udział klientów indywidualnych w  sprzedaży, jednak nie  dlatego, że ich ubywa. Ci, którzy są właścicielami nawet małych i mikro firm, kupują w ramach prowadzonej działalności, czyli potocznie „na firmę”. Ofertę trzeba też dopasowywać do odpowiedniej grupy wiekowej, bowiem każda z nich ma inne potrzeby. Wśród młodych ludzi rodzi się teraz idea carsharingu, czyli współdzielenia auta, która związana jest z brakiem chęci do posiadania własnego samochodu. I do tego trzeba się przygotować. Obecnie mało kto kupuje samochody za gotówkę. Bierzemy w leasing, by po dwóch latach wymienić na nowszy model.

Z roku na rok rośnie liczba salonów samochodowych w Łodzi i województwie. To musi prowadzić do coraz większej rywalizacji o klienta. Co w ofercie salonów, oczywiście oprócz marki samochodu, najbardziej przyciąga klientów?

Wyprzedaże roczników i promocje cenowe, dobre warunki kredytowe i korzystny leasing, dobra gwarancja i oferowany serwis obsługi posprzedażnej. Powtarzam moim pracownikom, że salon sprzedaje raz, a serwis za każdym razem, więc tutaj trzeba bardzo mocno pilnować jakości i terminowości. My sami przypominamy klientom o konieczności przeglądu auta. Bardzo ważna jest też dobra reklama, i to już nie tylko w prasie, a przede wszystkim działania w Internecie umożliwiające błyskawiczną interakcję z klientem. Ważna jest szybka reakcja na zadane przez klienta pytanie oraz jakość udzielonej odpowiedzi.

Jak firma świętuje 30-lecie?

Z okazji jubileuszu przygotowaliśmy wielki konkurs, w którym do wygrania jest 10 samochodów na rok! Co miesiąc wszyscy mają szansę na główną nagrodę – nowe Renault Megane GrandCoupe na rok oraz 15 podwójnych, trzygodzinnych voucherów do Term Uniejów. Siedem samochodów jeździ już po ulicach. Warunki konkursu są proste – wystarczy zrobić zakupy w Jaszpolu za minimum 200 złotych brutto. Mogą to być zakupy części czy akcesoriów samochodowych, wizyta w serwisie, zamówienie nowego auta, zakup polisy ubezpieczeniowej itp. Następnie należy wypełnić urodzinowy kupon konkursowy dostępny w każdym salonie Jaszpolu i opisać swą wymarzoną podróż nowym Renault Megane GrandCoupe.

Zdradzi nam Pan plany na przyszłość?

Od lat bacznie obserwuję rynek motoryzacyjny i mówiąc potocznie trzymam rękę na pulsie, nie buduję zamków na piasku i nie podejmuję decyzji z dnia na dzień. Mamy przygotowaną strategię rozwoju firmy, którą skutecznie wdrażam. W naszych działaniach nie ma przypadkowości, wszystkie decyzje są przemyślane.

Wiem, że firma pomaga też wielu instytucjom.

Wspieramy Hospicjum im. Jana Pawła II w Zgierzu i Łódzkie Hospicjum dla Dzieci, angażujemy się w działania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wspomagamy przedszkola, szkoły. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to pomagamy, nie  można być obojętnym, ale  co do  zasady wspieramy lokalne organizacje.

W jakim kierunku zmierza branża motoryzacyjna?

Myślę, że za parę lat nie będą już nam potrzebne salony samochodowe w takiej formule, jak dzisiaj funkcjonują. Wystarczy parę metrów powierzchni – wygodna sofa, serwis z dobrą kawą i duży ekran, dzięki któremu skonfigurujemy sobie wymarzone auto. Przyda się jedynie plac z pojazdami do testowania. A nieco dalsza przyszłość to autonomiczne pojazdy, które będziemy dzielić z innymi podróżnymi.

Jest Pan pracoholikiem?

Jestem bardzo zajętym człowiekiem, który zaczyna doceniać czas wolny. Ponieważ mam wspaniałych współpracowników, pozwalam sobie nawet na urlop bez telefonu, tak jak ostatnio na Pustyni Kalahari w Namibii. Życie szybko ucieka, więc trzeba się nim nacieszyć, znaleźć czas dla rodziny i na prywatne hobby. Lubię czytać książki, bez nich nie wyobrażam sobie mojego życia, są ze mną wszędzie – w domu, w podróży, na urlopie. Interesuję się też historycznie i kolekcjonersko białą bronią, którą walczyli Polacy. I mam jeszcze jedną pasję, przekazywaną w mojej rodzinie od pokoleń, a o której dziś trochę strach mówić – myślistwo, bardziej dla towarzystwa i chwil spędzonych na łonie przyrody.

Jestem bardzo ciekawa, jakim autem codziennie przyjeżdża Pan do pracy?

Starym, bardzo dobrym Renault Vel Satis i najnowszym modelem marki z segmentu SUV – Renault Koleos. Jeździłem wszystkimi modelami marki, muszę wiedzieć, co oferuję moim klientom.

Nie zapytałam, o jeszcze jedno: skąd zainteresowanie motoryzacją?

Motoryzacja zawsze mnie interesowała. A do tego to rodzinna tradycja: moja babcia była właścicielką firmy transportowej, a tata powojennym łódzkim taksówkarzem. Gdy byłem uczniem łódzkiego technikum samochodowego, rodzina już wtedy prosiła mnie o naprawy aut. Po maturze postanowiłem poznać pracę w warsztacie i nawet przez rok pracowałem w kanale (śmiech). W latach 70. i 80. XX wieku naprawa samochodu była wyczynem: brakowało części, a ich załatwienie było czasem rezultatem poszukiwań wśród znajomych i rodziny. Wtedy też podjąłem decyzję o zmianie. Myślałem nawet o studiach na kierunku leśnictwo, na który namawiał mnie mój tata, zapalony miłośnik przyrody. Ostatecznie rozpocząłem studia na Politechnice Łódzkiej, na prestiżowym Wydziale Mechanicznym. Ciągnęło mnie do motoryzacji, a wtedy na studiach mogłem konstruować silniki spalinowe, ale nie do samochodów tylko ciągników i traktorów.

I tak ten romans z motoryzacją trwa od wielu lat. Czego życzyć Panu z okazji urodzin Jaszpolu?

Zdecydowanie zdrowia. Żeby móc nadążyć za wszystkimi zmianami i dalej rozwijać Jaszpol.