Oboje młodzi, kreatywni, zatopieni w miejskim stylu życia. Z pozoru różni ich prawie wszystko – od płci i pochodzenia po wykonywany zawód i umiejętności. Sylwia Kosmala jest urodzoną łodzianką, marketingowcem. Philip Skraba z pochodzenia londyńczyk, wykonuje wolny zawód. To. co ich połączyło, to zamiłowanie do sztuki, wielka pasja i chęć robienia w życiu tego, co im sprawia przyjemność. Wspólnie jeżdżą na deskach longboardowych…

LIFE IN. Łódzkie. Dlaczego deska?

Sylwia Kosmala i Philip Skraba: Jazda na longboardach spodobała nam się już dawno temu. Daje poczucie wolności i niezależności. Pozwala szybko i swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce, ale nie ma też najmniejszego problemu, jeśli chcesz wsiąść do tramwaju, polecieć samolotem, albo spakować się na wycieczkę do innego miasta. Nie potrzebujesz specjalnego stroju czy butów. To całkowity luz. Na deskach można także jeździć rekreacyjnie, z dala od miejskiego zgiełku. Świetnie się sprawdzają jako jedna z form aktywnego spędzania wolnego czasu w gronie przyjaciół. Mieszkamy w Łodzi, oboje uwielbiamy ruch i rytm życia tego miasta. Bardzo cieszy nas to, że poznajemy coraz więcej zwolenników alternatywnych środków komunikacji. Nikogo już nie dziwi widok osób na rowerach, rolkach czy deskach.

Da się pojeździć w Łodzi?

Teraz jest dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Mamy coraz lepszą infrastrukturę dla przemieszczających się po ulicach jednośladami czy deskami i ulicę Piotrkowską, na której widać coraz więcej longboardzistów. Poza tym, deska ma to do siebie, że jak nie ma gdzie jechać, to można ją wziąć pod pachę, przejść kilka metrów i za chwilę na pewno znajdzie się dobry odcinek do jazdy.
Jak to się stało, że z użytkowników longboardów zamieniliście się w ich producentów?

Jesteśmy bardzo wymagającymi klientami. Lubimy sprzęt wysokiej jakości, bezpieczny, niezawodny a do tego w odpowiadającej nam stylistyce. W związku z tym ciężko nam było znaleźć wymarzoną deskę. Być może jesteśmy zbyt wymagający? W czasie poszukiwań idealnej deski trafialiśmy na wiele inspiracji, zdjęć, sesji z całego świata, na których sprzęt występował w przeróżnych, nieoczywistych stylizacjach. To był dla nas impuls do tego, aby samemu stworzyć produkt, który odpowiadałby na wszystkie nasze potrzeby.

I powstał Spinners, czyli?

Spinners to marka desek longboardowych, cruiserów, robionych przez nas ręcznie z jednego kawałka drewna oraz niezwykle popularnych ostatnio plastikowych deskorolek stylizowanych na Spinners. Powstają ze sprawdzonych, naszym zdaniem najlepszych i najbezpieczniejszych komponentów. Przywiązujemy ogromną wagę do detali i, co ciekawe, dopiero kiedy zaczęliśmy szukać odpowiednich kół, okazało się, że takie, które chcielibyśmy wykorzystać do naszych desek, nie istnieją! Więc zaprojektowaliśmy je sami. Przy projektowaniu desek niezwykle ważna jest dla nas również ich stylistyka, kolorystyka i kształt.

Na rynku można znaleźć bardzo dużo przeróżnych desek. Czym wasze deski różnią się od innych?

Nasze deski jako jedyne w Polsce są robione z jednego kawałka drewna, ręcznie, co powoduje, że każda z nich jest inna i jedyna w swoim rodzaju. Nie ma przecież dwóch identycznych kawałków drewna. We wszystkich naszych produktach bardzo precyzyjnie projektujemy każdy szczegół. Nie idziemy na kompromisy, tak długo szukamy, drążymy, zastanawiamy się, próbujemy, aż powstaje deska, na której sami chętnie jeździmy. Z wielką satysfakcją oddajemy ją klientom, bo wierzymy w swój produkt.

W każdą deskę wkładacie wielką pasję i serce.  Ich produkcja zajmuje na pewno sporo czasu. Da się  z tego wyżyć?

Tego jeszcze nie wiemy, ponieważ, póki co, traktujemy to zajęcie jako dodatkowe. Ja pracuję na etacie, Filip jest fotografem. Pojawia się jednak coraz więcej pomysłów na nowe modele, pojawiają się ciekawe propozycje. Mamy nadzieję, że z czasem będziemy mogli oboje poświęcić się tylko temu, co kochamy.

Spinners to Wasz sposób na życie?

Zdecydowanie tak. Łączy nas to, że chcemy od życia wciąż więcej i więcej, ale na naszych warunkach. Spełniamy się, kiedy czujemy, że działamy na pełnych obrotach. Od dłuższego już czasu myśleliśmy o tym, żeby robić coś swojego, coś co sobie zaplanujemy i zrealizujemy od A do Z, coś czemu będziemy mogli się oddać w 100 procentach, co nas pochłonie i pozwoli realizować nasze pasje.

Rozmawiała Beata Michalska-Dominiak