Prowadzi jedną z największych firm przeprowadzkowych w Polsce. Praktycznie nie ma rzeczy, których by nie przewoził, a zadowoleni Klienci chętnie polecają jego usługi. Rozmawiamy z Rafałem Złotnickim, właścicielem firmy Złotnicki.

LIFE IN Łódzkie: Jak zaczęła się historia firmy Złotnicki? Pamięta Pan tę pierwszą przeprowadzkę?

Rafał Złotnicki: Tak naprawdę o firmie zdecydował przypadek, ale chyba jeden z lepszych w moim życiu. Bo nie ukrywam, że lubię to, co robię. Tuż po skończeniu szkoły, jak wielu młodych ludzi wówczas, pojechałem w wakacje do Niemiec do pracy. I tak się złożyło, że pracowałem przy przeprowadzkach. Po powrocie do kraju pomyślałem, żeby założyć swój biznes w tej branży. Oczywiście działały już wtedy w Polsce firmy oferujące przeprowadzki, ale ja chciałem zaoferować nową jakość – taką, jakiej doświadczyłem na Zachodzie.

Czyli? Czym się różniły wówczas przeprowadzki w Polsce, od tych za granicą?

Przede wszystkim jakością obsługi klienta. Tam przeprowadzki organizowano od A do Z. Wszystko pakowano w kartony dedykowane określonym rzeczom, podjeżdżali mili, uśmiechnięci panowie, służący wsparciem w każdej sytuacji. A u nas przeprowadzki kojarzyły się z panem Węgiełkiem z filmu „Alternatywy” albo z panami spod budki z piwem, którzy za niewielkie pieniądze wyniosą i wniosą kilka rzeczy. Kiedy zacząłem oferować swoje usługi w połowie lat 90. w taki sposób jak na Zachodzie, wszyscy dziwnie mi się przyglądali i z pobłażaniem kiwali głowami. Znaleźli się pierwsi klienci, którzy byli bardzo zadowoleni, polecili nas swoim znajomym i tak, pocztą pantoflową, szybko zdobywałem kolejnych klientów – początkowo osoby prywatne, później coraz więcej firm.

Jak teraz w firmie kształtuje się struktura przeprowadzek, których jest więcej?

Teraz mamy zdecydowanie więcej tych firmowych, pracujemy zarówno dla instytucji państwowych, jak i wielkich korporacji. To bardzo często zawiłe operacje logistyczne i ważny jest w nich etap samego planowania i skoordynowania wszystkich działań. Komuś może się wydawać, że przeprowadzka nie jest trudna, ale tu nie może być przypadkowych działań. Nie można wrzucić wszystkiego do byle jakiego kartonu, tu wszystko musi być uporządkowane w określony sposób, by w nowym miejscu znalazło się w takim samym porządku. Realizujemy też przeprowadzki parków maszynowych i pojedynczych maszyn. Tu działają podobne mechanizmy, ale już w zupełnie innej skali. Zresztą nawet te, wydawałoby się małe, domowe przeprowadzki, zawsze trzeba dobrze przygotować.

Jak to właśnie wygląda w tym przypadku?

Każdą przeprowadzkę poprzedzamy wizytą w domu klienta, dokładnie pytamy o oczekiwania i przygotowujemy plan działań. Omawiamy, co jak spakujemy, jak przewieziemy, ile osób i samochodów będzie potrzebnych. Szacujemy czas, przedstawiamy cenę i podpisujemy z klientem umowę.

Umowę na przeprowadzkę?

Oczywiście, bez umowy można się narazić na same przykre sytuacje. Kiedyś przeprowadzaliśmy panią, która mieszkała w segmencie – miła, kulturalna kobieta. Gdy rzeczy były już załadowane na samochód, podjechał pan, który jak się okazało, był właścicielem nieruchomości. Pani zalegała mu od dawna z zapłatą za wynajem. Oj, wielkie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że z domu zostały zabrane rzeczy, które do niej nie należały. Umowa uchroniła nas od podejrzeń, że moglibyśmy być z nią w zmowie. Z dala trzymamy się też od nagłych wezwań z prośbą o przeprowadzkę. Później okazuje się, że niektóre z nich spowodowane sytuacjami rodzinnymi, przysparzają wielu problemów – pojawia się policja, a my uczestniczymy w przesłuchaniu i nie możemy odjechać z miejsca zdarzenia. Lata doświadczeń w tej branży pozwalają nam minimalizować ryzyko, choć ono zawsze pozostaje.

A najbardziej zaskakującą przeprowadzkę pamięta Pan? Co to takiego było?

Tego nie da się zapomnieć. Poproszono nas o przewiezienie bardzo ważnych akt – trzeba było je dostarczyć do Gdańska, a cała akcja miała być tajna. Samochody w asyście konwoju miały wyjechać bladym świtem o 4.00 rano. Dokładnie o tej godzinie zadzwonił do mnie jeden z pracowników z informacją, że zjechały się największe media krajowe, by odnotować to wydarzenie. Do dziś nie wiem, jak dziennikarze się o tym dowiedzieli. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, a nasza firma przypadkowo stała się bohaterem newsów.

Kiedy jest najlepszy czas na przeprowadzkę?

Takiego czasu nie ma (śmiech). Czas na przeprowadzkę nigdy nie jest dobry, bo nikt się nie lubi przeprowadzać. Ale jesteśmy my i chętnie załatwiamy wszystko za naszego klienta, który w tym czasie może wygodnie siedzieć w fotelu, popijać kawę i nadzorować cały proces. I choć taka usługa wiąże się z wyższymi kosztami, jest na nią coraz większe zapotrzebowanie.

Przeprowadzki organizuje Pan jedynie w obrębie Polski, czy też za granicę?

Za granicę również, właśnie przeprowadzamy żołnierzy z Łasku na Sycylię. Koledzy ciągle podsyłają zdjęcia z pięknymi widokami.

Nawet na inny kontynent też się zdarza?

I owszem. W tym wypadku sytuacja wygląda nieco inaczej. W kraju dopinamy wszystko, łącznie z załadunkiem na statek w porcie. Na miejscu, na przykład w Stanach Zjednoczonych czy Australii, przesyłkę odbiera już zaprzyjaźniona firma, która dostarcza towar pod wskazany adres.

Czy jest jeszcze coś, czego Pan nie przeprowadzał?

Nie przewoziliśmy żyrafy (śmiech).

Choć główna siedziba Firmy Złotnicki mieści się w Łodzi, prężnie działacie na warszawskim rynku.

Zgadza się, mamy swój oddział w Warszawie, bo jest tam dla nas bardzo dobry rynek i działa dużo korporacji, które często się przeprowadzają. Są też liczne instytucje państwowe – teraz na przykład przeprowadzamy IPN. Bazę mamy w Łodzi. Czasami przejechanie z jednego końca Warszawy na drugi zajmuje więcej czasu, niż dojechanie do niej z Łodzi.

Dużą flotą Pan dysponuje?

Mamy w sumie 23 samochody oraz 8 naczep, w tym naczepy niskopodłogowe do przewożenia maszyn. Firma Złotnicki, oprócz przeprowadzek osób prywatnych i firm, oferuje także przenoszenie maszyn i usługi transportowe.

A jak poradziliście sobie w czasie lockdownu?

My go w ogóle nie odczuliśmy, mieliśmy bardzo dużo zleceń w usługach transportowych. I wcale nie woziliśmy papieru toaletowego (śmiech), tylko płytki ceramiczne od naszych stałych kontrahentów. Właśnie na ten towar było największe zapotrzebowanie w naszym regionie. Widać odczuliśmy pilną potrzebę remontu mieszkań (śmiech).

Gdyby nie przeprowadzki, co bym Pan robił w życiu?

Pewnie zajmowałbym się sprzedażą aut używanych, bo to mnie zawsze fascynowało. Jako młody chłopak zawsze chciałem być policjantem. Na pewno nie pracowałbym na etacie, nie potrafię poruszać się w takich schematach, za dużo w mojej głowie rodzi się pomysłów.

Na rozwój biznesu?

Nieustannie go rozwijam. Nie mogę zatrzymać się w miejscu. Cały czas obserwuję koniunkturę i trendy na ryku, choć o przyszłość biznesu przeprowadzkowego jestem spokojny. Będzie nam potrzebny, nawet jak za 30 lat podróżować będziemy poduszkowcami. Zawsze będzie potrzeba przenieść coś z punktu A do punktu B, jak w matematycznych zadaniach.

Firma Złotnicki działa na rynku od 20 lat. To jedna z największych firm przeprowadzkowych na rynku polskim. Oferuje przeprowadzki krajowe i zagraniczne, z uwzględnieniem wszelkich formalności celnych. Przeprowadza biura, instytucje państwowe i duże firmy z magazynami i wymagającymi liniami technologicznymi. Przewozi sprzęt wielkogabarytowy i maszyny produkcyjne o dużym tonażu. Oferuje usługi transportowe. Dwudziestoletnie doświadczenie, szeroki obszar działania, liczne referencje, certyfikaty i licencje transportu krajowego oraz międzynarodowego, nie tylko potwierdzają profesjonalizm, ale dają również gwarancję rzetelnej i fachowo wykonanej usługi. Każdy z kierowców posiada telefon służbowy, co usprawnia kontakt. Auta są monitorowane przez system GPS, co z kolei pozwala na precyzyjne określenie czasu przybycia ekipy przeprowadzkowej w kraju i za granicą. Wszystkie usługi firmy objęte są ubezpieczeniem.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Paweł Keler

Złotnicki
Łódź, ul. Wileńska 10
tel. 42 681 07 35
kom: 512 158 135
zlotnicki@zlotnicki.pl
www.zlotnicki.pl