Tytuł Łodzianina Roku 2020 zadedykował wszystkim tym, którzy zmieniają nasze miasto, którym chce się chcieć i którzy jak on kochają Łódź. Rozmawiamy z Krzysztofem Witkowskim, Łodzianinem Roku 2020, właścicielem Monopolis.

LIFE IN Łódzkie: Minęło już trochę czasu od momentu, gdy w studio S-1 Radia Łódź, sięgnął Pan po tytuł i statuetkę Łodzianina Roku 2020. Emocje już opadły?

Krzysztof Witkowski: Są cały czas, choć oczywiście tamtego wieczoru były ogromne. Trzeba było jednak wracać do rzeczywistości, do pracy i zająć się obowiązkami. Wciąż są we mnie, z jednej strony wzruszenie, bo w ogóle nie spodziewałem się, że przypadnie mi ten tytuł, a z drugiej poczucie odpowiedzialności i zobowiązanie, bo przecież od Łodzianina Roku wymaga się więcej.

To dla Pana ważna nagroda?

Oczywiście i to z dwóch powodów. Po pierwsze, wszyscy nominowani w tym roku, to naprawdę wielkie osobowości i każdy zasługiwał na ten wyjątkowy tytuł. A po drugie znalezienie się wśród kilkudziesięciu osób nagrodzonych dotychczas tytułem Łodzianina Roku, wielkich łódzkich postaci, bardzo nobilituje.

Jak rodzina zareagowała na tytuł? Szczególnie mama, która akurat tego dnia miała imieniny.

Żona razem ze mną brała udział w uroczystości i widziałem, że też to przeżywa. Mama była całą sytuacją bardzo wzruszona, a mój tytuł przyjęła z ogromnym entuzjazmem. Bardzo się cieszyła, tata zresztą też.

Pytam o mamę, bo wspominał Pan kiedyś, że całą swoją drogę zawodową zawdzięcza mamie, która zaufała, dała samodzielność biznesową i pozwoliła działać…

To prawda. Podkreśliłem to także podczas uroczystości. Mama nie tylko sprawiła, że działam w biznesie. Ona pokazała mi, jak pracować i jak prowadzić biznes, a przede wszystkim nauczyła dzielić się owocami tej pracy.

W ubiegłym roku odebrana w Paryżu nagroda MIPIM Award nazywana Oscarem branży nieruchomości i kilka innych nagród dla Monopolis. Teraz tytuł Łodzianina Roku dla Pana. W mediach społecznościowych cały czas płyną w Pana stronę dziesiątki gratulacji. Musi się Pan czuć doceniony zarówno jako człowiek, menedżer jak i właściciel firmy…

Doceniony jak najbardziej, ale jeszcze nie spełniony, bo przede mną jeszcze trochę wyzwań i zadań. Wciąż mam sporo do zrobienia. Każdy aktywny zawodowo człowiek ma swoje chwile zwątpienia i większe lub mniejsze porażki. Ja także. I kiedy przychodzi taki moment, jak zdobycie tytułu Łodzianina Roku, to radość, duma i satysfakcja są ogromne. Dlatego ten tytuł odbieram bardzo osobiście. Natomiast nagrodę MIPIM Award traktuję jako wyróżnienie zawodowe. Największe, jakie kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić. Jakiś czas temu wbiłem sobie do głowy przekonanie, że to, co robię, ma dawać satysfakcję nie tylko mnie, ale również służyć Łodzi i łodzianom. Temu przekonaniu cały czas jestem wierny i przez cały czas towarzyszy mi poczucie, że ta paryska nagroda dokładnie się w to wpisuje. A obie te nagrody razem, dają mi poczucie ogromnej satysfakcji.

Jest takie przekonanie, że do tego, by osiągnąć w życiu sukces sama praca, nawet ciężka, nie wystarczy. Potrzeba odrobinę szczęścia. Zgadza się Pan z tym?

Niewątpliwie tak właśnie jest. Praca, wytrwałość, konsekwentne działanie i odrobina szczęścia, to są niezbędne składniki zawodowego sukcesu. Czasami tego szczęścia może zabraknąć i nie wszystko wyjdzie tak, jakbyśmy chcieli i planowani. To wcale nie oznacza, że zrobiliśmy coś źle. Ot po prostu, zabrakło tej odrobiny szczęścia.

Będąc na scenie podczas finału plebiscytu, przywołał Pan słowa swojego przyjaciela o tym, że Łódź to cudowne miasto, bo jest tu dużo do zrobienia. Wystarczy tylko chcieć. Panu się wciąż chce, a co zrobić, żeby innym też się chciało chcieć?

Mam poczucie satysfakcji i jestem dumny z tego, że w tym roku tytuł Łodzianina Roku trafił w ręce przedstawiciela biznesu. Jestem przekonany, że w Łodzi jest wielu przedsiębiorców, którzy starają się zmieniać nasze miasto, a wokół siebie kreują wiele pozytywnych rzeczy. Dlatego im dedykuję tytuł i statuetkę. Im więcej będziemy realizować dobrych projektów, mówić o nich i pokazywać je, tym więcej osób – mam taką nadzieję – też będzie chciało zrobić coś dobrego. Dobry przykład bywa zaraźliwy. Tak to widzę. Dlatego kiedy my wszyscy, ale też media i samorząd zaczniemy doceniać te drobne i większe osiągnięcia, to wtedy pojawi się ta szansa, że ludziom będzie się chciało chcieć. Załamywanie rąk i ciągłe narzekanie, że dookoła nic się nie dzieje, jest drogą donikąd.

Ze sceny obiecał Pan, że Monopolis to nie koniec Pana inwestowania w Łódź, że postara się Pan coś jeszcze tutaj zrobić. Są już jakieś plany kolejnej inwestycji? Zdradzi Pan jakieś szczegóły?

Plany są, ale wiele zależy od sytuacji gospodarczej i od tego, co się wydarzy w najbliższym czasie i po pandemii. Dlatego poprzestanę na tym i nic więcej nie powiem. Poza tym, jak Pan wie, nie należę do osób, które pokazują prezentację, robią wizualizację i mówią o wizjach, z których później nic nie wynika. Jeżeli w stu procentach będę przekonany o tym, co i jak chcę zrobić, to wtedy opowiem o tym ze szczegółami. Szanuję swoje zobowiązania i nie rzucam słów na wiatr, dlatego wszystko w swoim czasie. Teraz chcę dokończyć Monopolis.

Jest Pan nie tylko przedsiębiorcą, ale także mecenasem kultury, którą uważa za ważną sferę naszego życia. Dlaczego?

Od wielu lat moja firma realizuje i wspiera wiele różnych wydarzeń kulturalnych, które – mam nadzieję – zmieniają naszą rzeczywistość i postrzeganie świata. Robimy tak, ponieważ jestem przekonany, że kontakt z kulturą doskonale działa na nasz rozwój intelektualny, estetykę, wrażliwość i poczucie piękna. I choćby z tego powodu warto o kulturę dbać. Inaczej utkniemy w nieciekawym miejscu, do którego nikt z nas nie chciałby nigdy trafić – w bylejakości.

Powołał Pan do życia Fundację Szczęśliwe Podwórka, która działa na rzecz dzieci zagrożonych biedą i patologią. Finansuje Pan świetlice środowiskowe, wiele akcji pomocowych skierowanych do dzieci. Po co, przecież od tego są określone instytucje?

Po to, że w życiu chodzi także o to, żeby umieć dzielić się i brać odpowiedzialność za swoje otoczenie. Instytucje powołane do pomagania innym, szczególnie samorządowe, mają tak duży zakres tej pomocy, że czasami zwyczajnie nie radzą sobie. Stąd nasze działania i wsparcie potrzebujących. Nam jest łatwiej skoncentrować się na jakimś fragmencie potrzeb i konkretnej pomocy. Świetlice środowiskowe pozwalają z jednej strony pomóc dzieciom ze środowisk zagrożonych patologią, i tak właśnie jest dziś. Ale z drugiej strony, w przyszłości, mogłyby one wspierać rozwój dzieci w tych rodzinach, w których rodzice ciężko
i długo pracują i zwyczajnie nie mają czasu zając się dziećmi i ich właściwym rozwojem.

Łódź dla Łodzianina Roku to…?

Nie będę oryginalny, bo dla Łodzi mam zawsze same ciepłe słowa. Wiem, że są miejsca piękniejsze i bardziej przyjazne do życia, ale Łódź zawsze była, jest i będzie najbliższa memu sercu. To miejsce, w którym żyję, mam rodzinę, przyjaciół.

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcie Sebastian Szwajcowski

 

Krzysztof Witkowski

Założyciel i prezes spółki deweloperskiej Virako. Pomysłodawca i inicjator przekształcenia dawnego kompleks Monopolu Wódczanego z 1902 roku w nowoczesny biurowiec z pasażem, restauracjami, kawiarnią, teatrem, galerią, muzeum i klubem dla dzieci. W 2020 roku zrewitalizowany i przebudowany kompleks zdobył „Oscara nieruchomości” na międzynarodowym konkursie MIPIM Awards 2020. Firma Krzysztofa Witkowskiego wielokrotnie angażowała się i inicjowała akcje społeczne. W czasie trwającej pandemii ponad 6 tysięcy posiłków z działających w Monopolis restauracji trafiało do wybranych łódzkich szpitali. Podczas akcji „Seniorom wigilijnie z Monopolis” 100 posiłków otrzymali seniorzy spędzający samotnie święta Bożego Narodzenia. Firma Virako utworzyła również Fundację Szczęśliwe Podwórka, której celem jest dobroczynność i pomoc społeczna.