Kamilla Galicka-Zys, właścicielka pracowni architektonicznej Grupa Bardzo Twórcza, najbardziej lubi urzeczywistniać marzenia inwestorów. Nie boi się żadnych wyzwań, szczególnie ceni te z zakresu rewitalizacji, choć nie stroni od nowych brył.

LIFE IN. Łódzkie: Czy może nam Pani zdradzić, nad jakim projektem obecnie pracuje?

Kamilla Galicka-Zys: Oczywiście, to nie jest żadna tajemnica i zresztą zrobię to z wielką przyjemnością. Pracujemy nad rewitalizacją willi Hilarego Majewskiego, niezwykle cenionego XIX-wiecznego łódzkiego architekta. To będzie perełka całej rewitalizacji i chyba najciekawszy obiekt dla Łodzi, łodzian i całej Polski. Badania konserwatorskie poprzedzające remont ujawniły skryte pod warstwami farby i starych tapet ponadstuletnie zdobienia ścian i sufitów. Na klatkach schodowych ujawniono historyczne marmoryzacje oraz wiele ciekawych detali architektonicznych. Na sufitach pierwszego piętra po usunięciu wtórnych przemalowań uwidoczniły się złocenia bogato występujące na powierzchniach detali sztukatorskich. Mam nadzieję, że z dużym pietyzmem uda nam się oddać ducha tego miejsca, to piękno, które pierwotnie miał ten dziś niebywale zniszczony budynek.

Ale nie odtwarzacie tego przecież dokładnie, nadajecie starym murom zupełnie nowe funkcje?

Oczywiście budynek będzie pełnił nowe funkcje – z mieszkalnego stanie się usługowym. I w tym zakresie to spore wyzwanie architektoniczne, ale wszystkie oryginalne detale poddamy konserwacji, w miarę potrzeb – odtworzymy i wykorzystamy do nowych aranżacji przestrzeni. Praca nad projektami łączącymi stare zniszczone budynki z nowymi funkcjami jest dużym wyzwaniem, ale jest także niezwykle satysfakcjonująca. Mieszkamy w Łodzi, mieście starych kamienic skrywających wiele tajemnic, przywracanie ich do dawnego blasku to dla każdego architekta wyzwanie, którego chętnie się podejmuję. Ma ono w sobie elementy śledztwa – sięgamy do wielu materiałów archiwalnych, współpracujemy ze specjalistami, aby możliwie blisko dotrzeć do oryginalnej tkanki.

Projektowanie nowych brył nie jest tak ekscytujące?

Oczywiście, że jest i ja je również projektuję, ale tak jak już wspomniałam, Łódź to specyficzne miasto, miasto wielu fabryk i kamienic, które zasługują na rewitalizację. Wiem, sporo osób zaraz powie, że lepiej zburzyć i postawić nowe. Nie zgadzam się z takim podejściem. Stare połączone z nowymi funkcjami, będzie nam służyło jeszcze wiele lat. Dbajmy o nasze dziedzictwo, bo jest wyjątkowe.

Co jest dla Pani najważniejsze w pracy architekta?

Odpowiem krótko: urzeczywistnianie marzeń inwestora.

To ja jednak podrążę dalej i zapytam o konkrety.

Najważniejsze jest wsłuchiwanie się w potrzeby inwestora, jego pragnienia i konfrontowanie tego, z wiedzą, którą posiadam. Nasze projekty są odzwierciedleniem marzeń inwestora, a nie sprzedawaniem egoistycznej wizji architekta – staram się godnie reprezentować zawód zaufania publicznego.

Ale architekt też chce mieć wkład w projekt, a nie tylko urzeczywistniać marzenia inwestora?

Czym więcej ograniczeń w pracy architekta, tym bardziej ciekawe wychodzą efekty. Oczywiście najciekawsze wyzwania to takie, które pozwalają architektom wyżyć się twórczo i nie poddawać ograniczeniom. Ale dla mnie najważniejsze jest odpowiadanie na potrzeby inwestora. A im są bardziej ogólne, tym mam większe pole do popisu.

Czy zdarzają się inwestorzy, którzy mówią rób jak chcesz?

Zdarzają. Nawet ostatnio mieliśmy takiego inwestora. Chciał zbudować dom jednorodzinny, ale nie miał o nim żadnego wyobrażenia. Stwierdził, że zaufa profesjonalistom. Przedstawiliśmy mu trzy różne koncepcje własne naszych architektów, z której inwestor wybrał tę, która mu najbardziej odpowiadała.

Czy to oznacza, że każdy architekt w pracowni pracuje na własną rękę, czy jednak tworzycie zespołowo?

Zdecydowanie zespołowo, ale od czasu do czasu pozwalamy sobie na takie eksperymenty. Każdy z nas ma nieco odmienne podejście do niektórych aspektów z zakresu architektury, choć globalnie na architekturę patrzymy jednakowo, bo pewnie inaczej trudno byłoby nam pracować zespołowo. Od czasu do czasu pozwalamy sobie też na pracę nad projektami konkursowymi, by dać upust naszym artystycznym potrzebom. I wtedy wychodzą dość odważne, niekiedy szalone pomysły, jak np. budynek w kształcie diamentu na konkurs ogłoszony przez Uniwersytet Łódzki. I choć go nie wygraliśmy, bo zajęliśmy drugie miejsce, jestem zadowolona, że podjęliśmy się tego wyzwania.

Praca, przy jakich obiektach dostarcza Pani największej radości – nowe bryły, czy zagadnienia z obszaru rewitalizacji?

Oczywiście z zakresu rewitalizacji. A jeśli chodzi o nowe obiekty, to coraz częściej skłaniam się ku budownictwu jednorodzinnemu. Ono nie jest takie bezpodmiotowe, jak budynki użyteczności publicznej. Tutaj odbiorca nie jest anonimowy, można skroić projekt na jego miarę, odpowiedzieć na jego potrzeby.

Forma wynika z funkcji, funkcja podąża za formą. Jak przebiega praca nad projektem, co jest w tym całym procesie najważniejsze?

Każdy projekt rozpoczyna się od rozmowy z inwestorem. Na początku trzeba zrozumieć, jakie są jego oczekiwania. W drugiej kolejności układamy program funkcjonalno-przestrzenny, gdzie określamy ilość pomieszczeń z powierzchniami. Tutaj zazwyczaj następują długie rozmowy, ile dane pomieszczenia powinny mieć powierzchni, bo zazwyczaj nie jest to oczywiste. Co klient, to inna historia. My pomagamy i kierunkujemy. Pokazujemy możliwości, ale dopiero w porozumieniu z inwestorem nadajemy obiektom ostateczny kształt. Dla nas ważne jest to, by wnętrze i zewnętrze było ze sobą spójne.

Który etap pracy nad projektem lubi Pani najbardziej?

Szkice koncepcyjne i pracę z klientem, projekty wykonawcze i pracę nad rozwiązaniami technicznymi czy nadzory na budowie? Oczywiście, że praca nad koncepcją jest dla mnie najprzyjemniejsza, jest związana z kontaktami z ludźmi, a każda relacja, styczność z drugim człowiekiem to możliwość kreacji.

Który z Pani projektów był najbardziej wymagający?

Pierwszy z obszaru rewitalizacji – budynek Sądu Apelacyjnego przy al. Kościuszki. Wcześniej miał tu swoją siedzibę jeden z wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego, jeszcze wcześniej było gimnazjum. Budynek z bogatym zapleczem historycznym wymagający pogodzenia interesu inwestora, konserwatora i zupełnie nowej funkcji. Ten projekt powstawał bardzo długo, teraz mamy w nim nadzory i sama jestem pod wrażeniem, jak te nasze wizje z papieru wcielają się w rzeczywistość. Ostatnio obserwowałam, jak stara sala gimnastyczna zamienia się w sale rozpraw. Niesamowite uczucie.

Pani ulubiony architekt?

Duńczyk Bjarke Ingels. Mimo młodego wieku, jeden z najbardziej znanych, wpływowych, kreatywnych i opiniotwórczych architektów na świecie.

Dlaczego właśnie on?

Bliskie jest mi jego skupienie na odbiorcy i jednoczesne poszukiwanie nowych funkcjonalności. Na przykład zaprojektował spalarnię odpadów, która jednocześnie jest stokiem narciarskim. I takie jest także moje marzenie – móc tworzyć obiekty niejednoznaczne, łączące różne funkcje, zaspakajające różne potrzeby.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcia Paweł Keler, archiwum pracowni

Łódź, ul. Nawrot 42/1U
tel. 604 912 945
gbt@gbt-architekci.pl
www.gbt-architekci.pl