O tym, dlaczego coraz częściej decydujemy się na luksusowe pożegnanie najbliższych, opowiada MASSIMILIANO RONZAT, włoski przedsiębiorca, który w Polsce znalazł swój drugi dom.

Luksusowy karawan, wyjątkowa trumna, oryginalny grobowiec… Dlaczego zmarli potrzebują luksusów po śmierci?

To nie zmarli potrzebują luksusu. Im jest już wszystko jedno. To żywi tego potrzebują. Właśnie tak najbliżsi pragną wyrazić swoje uczucie do osoby zmarłej, szacunek i pamięć. Dlatego wybierają trumnę z cennego drewna, która ma wyjątkową trwałość, budują grobowiec, który przetrwa wiele lat i korzystają z luksusowego karawanu, który jest dziś już czymś tak oczywistym, że trudno tu mówić o jakiejś wyjątkowości.

Sprzedaje Pan w Polsce karawany firmy Pilato. Między innymi takie marki, jak Jaguary i Mercedesy. Niektóre z nich warte są ponad milion złotych. Jaka jest różnica pomiędzy ostatnią drogą właśnie takim karawanem a zwykłym?

Różnica jest taka sama, jak na przykład dla każdego z nas jazda luksusowym autem i zwykłym miejskim samochodem. Przyzna Pan, że lepiej się jeździ wygodnym mercedesem czy jaguarem. Oczywiście, jak już mówiłem, zmarli nie potrzebują luksusów, ale my tak. Chcemy, aby ostatnia droga naszych najbliższych przebiegła godnie i była wyjątkowa. Zależy nam na tym, aby wszystkie szczegóły związane z ceremonią pogrzebową były dokładnie dopracowane. Po to są biura pogrzebowe i doradcy, którzy pomagają nam w przygotowaniu uroczystości, sugerują wybór określonych akcesoriów pogrzebowych, ubrania, oprawy muzycznej. Proponują wyjątkowe i oryginalne pomieszczenia przeznaczone na ostatnie pożegnanie. Oferują wyjątkowe wieńce, wiązanki i oprawę kwiatową. A wszystko po to, żebyśmy później w skupieniu i bez niepotrzebnych nerwów mogli pożegnać najbliższych.

Polska branża funeralna często zamawia u Pana takie auta?

Zdziwiłby się Pan jak bardzo często. Polska jest drugim odbiorcą samochodów pogrzebowych firmy Pilato w Europie. Na pierwszym miejscu są Włochy, a zaraz po nich Polska. Warto dodać, że są to samochody robione na zamówienie. Wyposażenie jest szykowane pod konkretnego klienta. Wszystko ręcznie. Dlatego są bardzo drogie. Branża pogrzebowa w Polsce zmieniła się w ostatnich latach i to bardzo. Oczywiście na korzyść. Kiedyś powszechne były busy teraz jest coraz więcej limuzyn. Właściciele biur pogrzebowych zrozumieli, że te eleganckie samochody świadczą o nich, są wizytówką ich zakładu. Przecież karawany nie stoją w garażu, tylko cały czas jeżdżą po mieście. My nie widzimy biur pogrzebowych, trumien i urn, na cmentarz chodzimy od czasu do czasu, ale takie samochody na pewno zauważymy.

Na Zachodzie coraz częściej, zamiast klasycznej drewnianej trumny, wybierane są te w kształcie diamentów, otwierane na pilota albo… klimatyzowane. A wszystko po to, aby było nam wygodnie i luksusowo. Nawet po śmierci. Polacy też są zainteresowani takimi?

Pod tym kątem Polacy są podobni do Włochów. Mając do wyboru trumnę w kształcie diamentu i elegancką klasyczną, zawsze zdecydują się na tę drugą. To nie znaczy, że wybieramy tanie trumny. Proszę mi wierzyć, że elegancka klasyka bywa bardzo droga, ale przede wszystkim ma klasę. A my lubimy rzeczy z klasą.

Przedsiębiorcy z branży funeralnej mówią, że są trumny i jest Ferrari, czyli trumny bardzo drogie i bardzo trwałe. Proszę powiedzieć, ile kosztuje taka trumna i jak długo przetrwa?

Cena trumny to złożony temat. Nie ma jednej ceny, więc trudno mówić, ile kosztuje. Tak samo, jeśli chodzi o trwałość. Wszystko zależy od tego czy jest to produkcja fabryczna, czy ręczna, z jakiego drewna jest zrobiona, jaki materiał jest w środku, jak została ozdobiona. Są trumny bardzo trwałe z egzotycznego drewna i one muszą być drogie. Na przykład eleganckie i wyjątkowo trwałe trumny Ferrari z afrykańskiego drewna bubinga, które ze względu na właściwości rezonujące, używane jest także do wyrobu skrzypiec i gitar. Firma Ferrari działa na rynku już od ponad 100 lat. Jest największym producentem trumien na terenie Unii Europejskiej. Te trumny charakteryzuje elegancja, klasyka i jakość. Poza tym marka jest znana w branży na całym świecie. I takie trumny nie mogą być tanie.

Mnie Ferrari bardziej kojarzy się z samochodami…

To zrozumiałe, ale jako ciekawostkę powiem, że we Włoszech są trzy firmy, które od nazwiska ich założycieli noszą nazwę Ferrari. Najbardziej znana, to oczywiście producent samochodów. Kolejne Ferrari to marka szampanów, no i trzecie trumny. We Włoszech wciąż jeszcze mówi się tak: wypij szampana Ferrari, wsiądź za kierownicę Ferrari, a wtedy Ferrari cię pochowa.

W jednej z najdroższych trumien na świecie został pochowany Michael Jackson. Ta pokryta 14-karatowym polerowanym złotem i wyściełana niebieskim aksamitem szkatuła kosztowała 25 tys. dolarów. Dostał Pan kiedyś zamówienie na podobną trumnę?

Nigdy. Po pierwsze dlatego, że nie robimy takich trumien, a po drugie nasi klienci wybierają zupełnie inne. Jak już powiedziałem, my w Polsce wolimy elegancką klasykę. Miałem kiedyś zamówienie na trumny w całości robione ręcznie i rzeźbione, ale nigdy na taką, o jakiej Pan wspomniał. Zdradzę, że w naszej trumnie został pochowany Ayrton Senna, legendarny kierowca wyścigowy Formuły 1. To była wyjątkowa i bardzo droga trumna. Kilka takich zostało także sprzedanych w Polsce.

Branża funeralna ewoluuje. Coraz większą popularnością, szczególnie w dobie pandemii koronawirusa, cieszą się kremacje. Pana firma sprowadza również na polski rynek specjalne piece do kremacji. Ile polskich firm pogrzebowych wyposażył Pan w takie piece i ile kosztuje wyposażenie jednego stanowiska do kremacji?

Tylko w ciągu ostatnich piętnastu lat sprzedaliśmy w Polsce ponad siedemdziesiąt pieców do kremacji. W tym zakresie mamy dominującą pozycję na polskim rynku. Każdy z nich kosztuje co najmniej milion złotych. Oczywiście nie liczę budynków i niezbędnej infrastruktury. To już jest poważna inwestycja. Nie zdradzę tajemnicy jeśli powiem, że w Polsce najwięcej naszych pieców do kremacji ma firma H. Skrzydlewska. To prawda, że zmieniają się rodzaje pochówków. W Europie coraz więcej osób decyduje się na kremację zmarłych. Jednak Polacy wciąż przywiązani są do tradycyjnych pogrzebów. Bardzo mało kremacji jest na przykład w południowo-wschodniej Polsce. Tam taki rodzaj pochówku wciąż jeszcze jest rzadkością. Inaczej wygląda to na przykład na Śląsku i w dużych aglomeracjach, gdzie nawet dwie trzecie pogrzebów to kremacje. Zmiany przyśpieszyła pandemia i dziś coraz więcej osób decyduje się na kremację. Zmienia się również podejście do niej. Coraz więcej młodych osób deklaruje zainteresowanie taką formą pochówku.

Specjaliści szacują, że wartość biznesu funeralnego w Polsce wynosi od czterech do pięciu miliardów złotych. To dużo. Czy z Pana punktu widzenia jest to opłacalny biznes?

To nie jest zły biznes, ale jest on bardzo trudny. I na dodatek coraz bardziej kosztowny. Polacy stają się coraz bardziej wymagającymi klientami w zakresie jakości usług pogrzebowych. To sprawia, że firmy z tej branży muszą inwestować coraz więcej środków w rozwój i poprawę jakości usług. I to zarówno jeżeli chodzi o wyposażenie, jak i obsługę. Uważam, że w najbliższej perspektywie te firmy, które zainwestowały w rozwój, osiągną dominującą pozycję na rynku i podzielą go pomiędzy siebie. Do nich należy przyszłość polskiej branży funeralnej.

Włoch w Polsce to nie jest częste. Co Pana przyciągnęło do naszego kraju i jak długo już Pan u nas mieszka?

W Polsce jestem już od dziewiętnastu lat, a przyciągnęła mnie do Was praca. Uznaliśmy, że Polska jest dobrym miejscem do inwestowania. Wasz kraj przyjął mnie bardzo dobrze. Szybko nawiązałem kontakty z największymi zakładami pogrzebowymi w Polsce, które, mam wrażenie, polubiły mnie. Na dodatek związałem się z Wami rodzinnie, moja obecna partnerka jest Polką. Mam dwoje dzieci – pięcioletniego synka i osiemnastoletnią córkę z poprzedniego związku.

Są jakieś różnice pomiędzy tym, jak działa branża funeralna w Polsce i we Włoszech?

Różnice są i szczególnie je widać w działalności zakładów pogrzebowych. W Polsce są to dobrze zorganizowane firmy, o rozbudowanej strukturze, posiadające swoje oddziały i biura w wielu miejscach. Są właścicielami chłodni, krematoriów, floty samochodowej. Zatrudniają wiele osób. We Włoszech działalność branży opiera się przede wszystkim na małych agencjach pogrzebowych. Są to biura, gdzie można zamówić pogrzeb, wybierając z katalogu trumnę, kwiaty, ubranie i wszystkie niezbędne akcesoria. Regułą jest to, że biura te posiadają po dwa, trzy porządne karawany, które oprócz swojej głównej funkcji są również reklamą firmy. Oczywiście są też takie zakłady, jak w Polsce, rozbudowane i posiadające własną infrastrukturę. Ale we Włoszech ten biznes opiera się o małe biura pogrzebowe.

Jednym z Pana klientów jest firma H. Skrzydlewska z Łodzi. To dobry klient?

Powiedzieć, że dobry to jakby nic nie powiedzieć. To bardzo dobry klient. Mogę powiedzieć, że to dzięki Witoldowi Skrzydlewskiemu jesteśmy w Polsce, bo to on otworzył nam drzwi i wprowadził na rynek. Wierzył zawsze w nas i dziś jest największym odbiorcą naszych produktów. Jest bardzo wymagający, ale dobrze jest mieć po swojej stronie największego przedsiębiorcę w tej branży w Polsce. Myślę, że jest zadowolony ze współpracy z nami. Dodam jeszcze, że osobiście traktuję Prezesa Skrzydlewskiego trochę jak mentora. To dzięki niemu poznałem tę branżę, on mnie w nią wprowadzał.

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcie Sebastian Borowski

Firma H. Skrzydlewska
Oferuje swoje doświadczenie i usługi od 1937 roku. Od początku istnienia zajmuje się uprawą i sprzedażą kwiatów, a od kilkudziesięciu lat świadczy także usługi pogrzebowe. Należy do międzynarodowej sieci Interflora skupiającej najlepsze firmy kwiaciarskie z całego świata. Firma prowadzi największą sieć kwiaciarni i biur pogrzebowych w Polsce. Świadczy usługi w kraju i poza granicami. Dysponuje flotą nowoczesnych karawanów i dwoma krematoriami. Jej placówki mieszczą się w: Łodzi, Zgierzu, Głownie, Brzezinach i Łowiczu.