O modzie na tatuaż wśród celebrytów, gwiazd, sportowców i o tym, że stał się sposobem na wyrażanie swoich poglądów, rozmawiamy z Maciejem Michalakiem i Joanną Namyślak, właścicielami studia tatuażu Przestrzeń Tattoo.

LIFE IN. Łódzkie: Przestrzeń Tattoo to nowe miejsce na mapie Łodzi dla fanów tatuażu. Skąd pomysł na takie wnętrze, bo przyznam szczerze, że robi wrażenie?

Maciej Michalak: Faktycznie, to trochę inne wnętrze niż klasyczne studia tatuażu. Połączyliśmy tu sztukę malowaną na płótnach, kartonach, deskach ze sztuką malowaną na ciele. Dużo wysiłku włożyliśmy w to, aby Przestrzeń była wyjątkowa. A skąd pomysł? Tatuując się w różnych studiach, widziałem obrazy tatuatorów, które nigdzie indziej nie były pokazywane. Były widoczne tylko w tym jednym, konkretnym miejscu. Jako fascynat sztuki zorganizowałem, dzięki wsparciu Witolda Żaka, w jego w galerii Showroom 87 wystawę „Sztuka i tatuaż”, na której pokazałem obrazy 25 artystów z całej Polski. Zakończyła się dużym sukcesem, a na wernisażu było ponad 400 osób. Po sukcesie w Łodzi odwiedziliśmy galerie w Gdańsku, Poznaniu i Krakowie. Frekwencja była doskonała.

To znaczy, że jest tak duże zainteresowanie sztuką?

Maciej Michalak: Jak ktoś zacznie się tym interesować, to okazuje się, że jest dużo ciekawych galerii i wystaw. Tatuaż wchodzi do popkultury i dzięki temu sztukę malowaną na skórze, czy na płótnach można pokazać szerszemu gronu osób. Tatuaż jest obecnie bardzo modny zarówno wśród celebrytów i gwiazd ekranu, ale również sportowców i za tym idzie moda, które tak jak same tatuaże szybko nie przeminie. Tusz stał się sposobem na wyrażanie swoich poglądów. Coraz rzadziej krzywo spoglądamy na osoby, które mają tatuaż, ale też nie ma co na siłę walczyć z pewnymi stereotypami. Tatuaż to bardzo indywidualna sprawa, jedni chcą je mieć w widocznych miejscach, inni, w takich, które dostrzegą tylko najbliżsi. Osoba tatuuje się na swoim ciele, więc ma wolny wybór.

Klienci, którzy przychodzą są świadomi, wiedzą, po co przychodzą, czy szukają tutaj inspiracji?

Maciej Michalak: Klient, który przychodzi do studia jest już przekonany, że chce mieć tatuaż. Najczęściej ma też wybrany określony wzór, ale oczywiście zdarzają się osoby, które dopiero u nas na miejscu szukają inspiracji. I wówczas nasi kreatywni artyści mogą zaproponować coś ze swojego warsztatu. Jest w czym wybierać. Klienci mają naprawdę różne potrzeby: duże i małe wzory, tatuaż w miejscu intymnym, motyw zwierzęcy, interpretacje obrazów. Jest tego naprawdę sporo. Warto też wiedzieć, że nie każdy tatuaż w każdym miejscu będzie dobry. Ciało się porusza, a przez to sam tatuaż może ulegać różnym deformacjom. Ważne, żeby skorzystać z pomocy doświadczonego artysty.

Jest taka zasada, że zaczyna się od pierwszego, a potem już idzie?

Maciej Michalak: Chyba tak, zrobiłem sobie kiedyś dla upamiętnienia małego zwycięstwa mały napis na nodze i poszło…

Jak to jest z Pana tatuażami, każdy symbolizuje coś innego, ile ich jest?

Maciej Michalak: Zaczęło się od tatuażu, który symbolizował zwycięstwo i wsparcie tej walki, która do tego doprowadziła. Swoje tatuaże zawsze robiłem u ludzi, których znałem. W pewnym momencie nie liczy się już tylko, co mamy zrobione, ale kto to zrobił. Komu oddajemy przestrzeń swojej skóry, komu ufamy, co ta osoba reprezentuje sobą jako człowiek.

Kto najchętniej decyduje się na tatuaż, jest jakaś określona grupa wiekowa?

Joanna Namyślak: Mamy klientów w bardzo różnym wieku. Nie ma jednej dominującej grupy. Przychodzą nawet osoby po 60. roku życia, które spełniły już różne marzenia i na liście pozostały jeszcze tatuaż i skok ze spadochronem. Tatuaż robią w pierwszej kolejności, bo te ekstremalne przeżycia zostawiają na koniec.

Jak dbacie o to, by ludzie dobrze się tutaj czuli, o atmosferę tego miejsca? Klienci często spędzają tu wiele godzin.

Maciej Michalak: Wyszliśmy z takiego założenia, że jeśli my będziemy czuć się dobrze w naszym studio, to i nasi klienci też się tak poczują. W Przestrzeni lubimy się napić kawy i zjeść coś słodkiego, lubimy jak ładnie pachnie i nie jest zbyt gorąco, a obcowanie ze sztuką tworzy unikalny charakter tego miejsca. Pomieszczenia do tatuowania są wydzielone, tak by zagwarantować klientom intymność.

Co robią ludzie podczas tatuowania?

Joanna Namyślak: Głównie telefon jest taką zabawką, która odwraca uwagę od tego przeżycia fizycznego i duchowego. Ale są osoby, które zasypiają. To zależy od progu wytrzymałości na ból. Często czytają książkę, oglądają film, a niektórzy kontemplują i oddają się temu przeżyciu w pełni.

Jak pracuje się w takim zespole artystów, takich indywidualności?

Maciej Michalak: Praca w zespole jest kluczowa, każdy jest indywidualnością zarówno jako jednostka, ale także jako artysta. Tworzy w swoim unikalnym stylu, ma swoje podejście do sztuki i do klienta. Ostatecznie to jakim jest człowiekiem decyduje o tym, czy ma klientów i ilu ich ma. Najważniejszy jest szacunek do ludzi. Jeżeli uda się zgromadzić grupę osób, która jest pozytywnie nastawiona do relacji z innymi, potrafi swoje ego powstrzymać i zintegrować się – to moim zdaniem są to kluczowe elementy stanowiące zarówno o budowie zespołu, jak i ciekawego miejsca.

Czy są w tatuowaniu specjalizacje?

Joanna Namyślak: Nie da się robić wszystkiego dobrze, więc myślę, że taki podział jest dobry. U nas artyści głównie posługują się czarnym tuszem, czyli dominuje black and grey. Kolorowe tatuaże w Polsce są mniej popularne niż czarno-szare, choć to się zmienia i wszelkie generalizowanie nie jest wskazane. Każdy artysta stara się tatuować w swoim niepowtarzalnym stylu i to właśnie stanowi wartość dodaną. Tatuaże wykonane przez najlepszych artystów o niepowtarzalnym stylu są rozpoznawalne na całym świecie.

Przestrzeń Tattoo nie jest jedynym projektem biznesowym, którym się Pan zajmuje. Jak udaje się pogodzić to wszystko?

Maciej Michalak: Jest jeden klucz do sukcesu – trzeba wcześnie wstawać i późno się kłaść, i pracować efektywnie oraz umieć się relaksować i odpoczywać. Ja kocham pracę i działanie. Dla mnie przejście od fazy pomysłu do realizacji i osiągnięcia celu jest szybkie. W lipcu 2018 wpadłem na pomysł stworzenia marki kosmetyków do tatuażu. Dzięki cierpliwości mojej żony Uli, zaangażowaniu Joanny Namyślak i Sebastiana Świątka – których zaraziłem tym pomysłem oraz wsparciu licznej grupy przyjaciół – w tym w szczególności Piotra Pawlaka, Marcina Dąbrowskiego i Karola Brąszewskiego po dziewięciu miesiącach w sprzedaży była już NEBA, czyli niesamowite kosmetyki – kremy i masło do pielęgnacji tatuażu. Wegańskie, najwyższej jakości polskie produkty tworzone lokalnie w łódzkiej fabryce kosmetyków. Przejście od pomysłu do realizacji było proste dzięki relacjom, które mam zarówno w środowisku przedsiębiorców, jak i w świecie tatuażu. Zaufanie, którym obdarzają mnie osoby, z którymi pracuję, procentuje.

Wspominał Pan o działalności charytatywnej. Jak to wygląda?

Maciej Michalak: Staram się wykorzystać potencjał tkwiący w środowisku związanym z tatuażem i założyłem fundację „Kolorowi”, by zaktywizować świat tatuażu do wspierania potrzebujących. O naszej prawdziwej sile świadczy bowiem, to co jesteśmy w stanie zrobić dla tych, którzy nie mogą się odwdzięczyć. Chcemy pomagać dzieciom i jest to kolejny projekt, który od pomysłu bardzo szybko przeszedł w fazę realizacji. Szczegóły wkrótce mam nadzieję, że na łamach magazynu…

Rozmawiał Damian Karwowski
Zdjęcia Paweł Keler

Łódź, Zachodnia 44
tel. 791 109 318
przestrzen.tattoo@gmail.com