Adres przy Pomorskiej 144 znają wszyscy, którzy lubią dobrą kuchnię. Restauracji Heksagon i serwowanych tam dań nikomu nie trzeba polecać, ale… Od kilku miesięcy, a dokładnie od początku pandemii koronawirusa załoga restauracji zaczęła robić wyjątkowe „smarowidła”, czyli smakowite dodatki do pieczywa.

Pandemia koronawirusa wybuchła niespodziewanie, doprowadzając do zamknięcia wszystkich dostępnych restauracji. Część lokali podjęła decyzję o likwidacji, część ograniczyła koszty, próbując przeczekać kryzys, a część podjęła walkę o przetrwanie.

– Na początku było ciężko. Próbowaliśmy przygotowywać dania z dostawą, ale to było zdecydowanie za mało, żeby utrzymać restaurację i zatrudnienie na tym samym poziomie. Zaczęliśmy się martwić, ale też zaczęliśmy szukać jakiegoś rozwiązania. A że mamy wyjątkowego szefa, to i szybko pojawiła się szansa – opowiada Ewa Kujawa, manager restauracji Heksagon.

Pojechał na ryby, wrócił z pomysłem

Szefem kuchni w restauracji Heksagon jest Przemysław Wieloch, doskonały kucharz, nagradzany na wielu konkursach kulinarnych, szef kuchni w pałacu prezydenckim za czasów Bronisława Komorowskiego, a przy okazji miłośnik wędkarstwa. Kiedy zaczął się lockdown, zostawił na kilka dni załogę i wyskoczył na ryby, ale nie po to, żeby złowić taaaaką rybę, lecz żeby się zastanowić co dalej – z restauracją, z ludźmi i z nim. Wrócił uśmiechnięty i z gotowym pomysłem, a dwa dni później wystartowali z produkcją dodatków do pieczywa – pasty, pasztetu, kiełbasy domowej, paprykarza i smalcu.

Heksagon połączył siły z Piekarenką – znanym w Łodzi o wielu lat zakładem piekarsko-cukierniczym. Dzięki rozbudowanej sieci sklepów, które zlokalizowane są w naszym mieście, ale i ościennych takich jak Konstantynów, Zgierz, Aleksandrów czy Stryków odpadł jeden ważny problem – dystrybucja. Wystarczyło zapakowane produkty dostarczyć w nocy do magazynu, skąd rano, razem z pieczywem rozwożono je do sklepów.

Pasty, pasztety i nóżki wieprzowe

Pierwsza partia błyskawicznie się rozeszła, więc postanowili zwiększyć asortyment. Zaczęło się od pasty serowej i jajecznej, smalcu, paprykarza, pasztetu i kiełbasy domowej. Później doszła produkcja zimnych nóżek wieprzowych i pasty z makreli. Do tego dołożyli pastę z łososia wędzonego i dziś przygotowują 10 różnych produktów. Wszystko robią sami w restauracyjnej kuchni, korzystając z tych samych produktów, z których przygotowywane są dania dla gości Heksagonu. Dla przykładu w paście z łososia wędzonego łososia jest aż 40 procent. Reszta to biały ser (10 proc.), jajka (15 proc.), cebula (15 proc.), koperek (10 proc.), a do smaku tylko sól i czarny pieprz. Oferowane produkty nie zawierają utrwalaczy, konserwantów czy substancji smakowych. Wszystkie mają krótki termin, dzięki czemu zachowują swoją świeżość.

Szef kuchni zaprasza do smakowania

Do smakowania wszystkich produktów zachęca sam szef kuchni Przemysław Wieloch, który spogląda z każdej etykiety. Żartuje, że znalazł się na nich tylko po to, żeby niezadowoleni wiedzieli, do kogo mają zgłaszać pretensje. Niezadowolonych nie ma, a sukces jest ewidentny. – Wszystko dzięki temu, że Piekarenka ma swoją markę. Ja też wypracowałem sobie przyzwoitą opinię, znają mnie klienci restauracji, a wszyscy, którzy kiedykolwiek jedli w Heksagonie wiedzą, że zawsze mamy smaczne, świeże i dobre dania. Spróbowaliśmy to wszystko połączyć i wykorzystać w promocji. Udało się – mówi i dodaje: – Dzięki tej dodatkowej działalności nikogo nie zwolniliśmy!

Co będzie dalej z projektem? Ma on spory potencjał, więc nie ma się co dziwić, że firma chce go rozwijać. Przygotowana jest osobna kuchnia produkcyjna, która z myślą o klientach Piekarenki, zajmie się przygotowywaniem wyłącznie dań pakowanych.