Od kilku lat łodzianka, wciąż poznaje dzieje Łodzi fabrykanckiej, pasjonatka łódzkich kamienic, osoba zarządzająca wielomilionową inwestycją realizowaną w Starej Drukarni. LIFE IN. Łódzkie w rozmowie z Martą Zgłobicką – prezesem zarządu Starej Drukarni.

LIFE IN. Łódzkie: Podoba się Pani Łódź?

Marta Zgłobicka: Bardzo. To miasto kontrastów, lecz z ogromnym potencjałem, niesamowitą historią i wieloma fantastycznymi ludźmi. Kilka lat temu zakochałam się w Łodzi, choć przyznam się, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Moje uczucie do tego miasta rosło wraz z każdym poznanym miejscem, jego historią, spacerami po łódzkich parkach, spotykanymi tutaj ludźmi.

Zarządza Pani inwestycją wartą wiele milionów złotych. Spora odpowiedzialność…

O tak, i równie duże wyzwanie. Inwestorzy zaufali mi, a ja nie zamierzam tego zaufania zawieść. To, co robię zawodowo, doskonale współgra z moją pasją i tym, co chciałam w Łodzi robić – przywracam świetność starej fabryce i przy okazji Łodzi. Inwestorom podoba się, że nadaję charakter tej inwestycji i kreuję ją.

Stara Drukarnia czy Drukarnia Centre – której nazwy należy używać?

Drukarnia Centre to nazwa spółki, a Stara Drukarnia przy Gdańskiej 130 to nazwa marketingowa biurowca klasy A, który jest nowym miejscem na łódzkiej mapie zrewitalizowanych fabryk. Tożsamość miejsca jest dla mnie najważniejsza, więc nie wyobrażam sobie innej nazwy dla tej inwestycji. Nazwa Stara Drukarnia przyjęła się już wśród najemców i przede wszystkim wśród łodzian.

Budynek ma prawie 100 lat. Przed wojną prowadzono tu różne działalności – produkowano m.in. pasy pędne, ale też i pończochy. Podczas wojny na jednym z pięter działała mała drukarnia i introligatornia, po wojnie ulokowano tu Drukarnię Wojskową. A co będzie teraz?

Teraz jest tu biurowiec klasy A. Budynek oprócz industrialnych wnętrz z piękną czerwoną cegłą oraz żeliwnymi słupami ma wszystko, czego oczekują nawet najbardziej wymagający najemcy. Podłogi podnoszone, okablowanie najnowszej generacji, najwyższej klasy wentylacja oraz klimatyzacja, kontrola dostępu w całym budynku, ogromny taras na piątym piętrze, klimatyczna recepcja z salką konferencyjną dla naszych najemców, dziedziniec z miejscami do parkowania oraz szatnie i prysznice dla rowerzystów. Zapewniliśmy tu wszystko, co mają najnowocześniejsze biurowce.

Eksperci od nieruchomości mówią, że to budynek z potencjałem – centrum miasta, dobry dojazd i doskonałe wyposażenie. Co jest największym atutem Starej Drukarni?

To wszystko, co Pan wymienił, jest ważne, ale to można znaleźć również w nowych biurowcach zbudowanych ze stali i szkła. Jednak Stara Drukarnia ma coś, czego inne budynki nie mają – duszę, przeszłość i tożsamość. I właśnie to jest naszą przewagą.

A najemcy? Główny budynek i oficyna to razem prawie 5 tysięcy mkw. Sporo miejsca. Czy już wszystko wynajęte?

Mamy już podpisane umowy z kilkoma najemcami. Z kilkoma innymi trwają negocjacje. Miło nam jest, kiedy przy podpisywaniu umowy mówią, że zdecydowali się ulokować swoje biuro właśnie w Starej Drukarni, bo dostrzegli nasze zaangażowanie w ten projekt, realizowane i planowane pomysły, wyjście naprzeciwko ich oczekiwaniom. Po prostu doceniają nasz pomysł na to miejsce.

Zdradzi Pani ten pomysł?

Stara Drukarnia to miejsce, w którym praca ma być przyjemnością. Chcemy tutaj stworzyć przestrzeń, która umożliwi realizację zadań, pozwoli na relaks, obcowanie z kulturą i sztuką. Dziś ważne jest zachowanie równowagi pomiędzy pracą i normalnym życiem. Zwracają na to uwagę zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. Dlatego w Starej Drukarni przewidziano nie tylko powierzchnie biurowe, mają się w nim znaleźć także lokale usługowe, bistro i galeria.

À propos galerii – kilka tygodni temu wystartował projekt Drukarnia Sztuki, w którym promujecie młodych łódzkich artystów. Skąd pomysł na taką działalność?

Najlepsze pomysły podsuwa, jak zwykle, życie. Największym problemem, z którym borykają się młodzi twórcy, jest zawsze ten sam – możliwość zaprezentowania siebie i swojej sztuki. Tradycyjne galerie są niedostępne dla nieznanych i początkujących artystów. Trudno im się więc promować. Wspólnie z inwestorem, doszliśmy do wniosku, że przestrzeń, która czeka na najemców, warto przeznaczyć na potrzeby prezentacji określonych działań artystycznych. Klucz doboru artystów jest prosty – wystawę u nas może mieć każdy, kto jest młodym twórcą i pochodzi z Łodzi lub z naszego regionu. Udostępniamy przestrzeń w Starej Drukarni, pomagamy w organizacji, a twórca musi dostarczyć swoje dzieła i pokryć niezbędne koszty.

Na dziedzińcu Starej Drukarni, jedną ze ścian zdobi ogromny mural. Ciekawi mnie, dlaczego zdecydowaliście się Państwo na to oryginalne przedsięwzięcie?

Mural powstał we współpracy z Fundacją Urban Forms, a jego autorem jest znany rosyjski artysta Andrey Berger. Projekt z muralem doskonale wpisuje się w podejście inwestorów do tego miejsca i poszukiwania równowagi pomiędzy pracą a odpoczynkiem. Możliwość obcowania ze sztuką pozwala oderwać się od codziennych obowiązków. Podnosi także prestiż tego miejsca. Proces powstawania muralu był dla nas niezwykłą przygodą – Łódź i Stara Drukarnia znalazły się na międzynarodowej trasie artysty. Projekt o nazwie „Tryptyk” obejmował trzy miasta (Moskwę, Mińsk i Łódź), a w jego powstanie było zaangażowanych 11 osób. Artysta, w każdym mieście, tworzył mural oraz graffiti na najnowszym modelu BMW serii 3. W Łodzi graffiti na aucie powstało na rynku Manufaktury. Jakby tego było mało, specjalnie na odsłonięcie muralu został przygotowany mapping przez wybitnego rosyjskiego grafika „Cyber Tiger”.

Kiedyś Łódź rozświetlało kilkaset neonów i nazywana była „miastem neonów”. Dziś zostało ich niewiele. Jeden z nich zaświeci na dachu Starej Drukarni.

Napis „Stara Drukarnia” będzie ledową instalacją artystyczną nawiązującą formą do neonu. Razem z inwestorem chcę w ten sposób nawiązać do czasów, kiedy w krajobrazie Łodzi były setki neonów. Przede wszystkim jednak chcemy wyróżnić miejsce i budynek, i powiedzieć: to jest właśnie Stara Drukarnia, a nie jakiś tam kolejny biurowiec klasy A. (śmiech)

W Łodzi jest Pani od kilku lat. Co Panią do nas przygnało?

Też miłość! (śmiech) Jest stąd. Mój partner jest totalnie zakręcony na punkcie Łodzi. Poznaliśmy się kilka lat temu. Na początku spędzałam w Łodzi tylko weekendy i właśnie wtedy zaczęłam poznawać miasto. Kiedy przyjeżdżałam, oprowadzał mnie po Łodzi i wyjaśniał jej niesamowitą historię. Pokazywał pałace i kamienice łódzkich fabrykantów, opowiadał ich zawiłe dzieje. Historia Łodzi jest może krótka, ale intensywna. Potrafi wciągnąć, czego jestem żywym przykładem. Gdy po jakimś czasie postanowiliśmy zamieszkać razem, wybór miejsca był formalnością.

Jestem zaskoczony – młoda osoba zamiast o klubach i knajpach, których sporo w Łodzi, opowiada o historii tego miasta…

Bo ona jest fascynująca i nieodkryta, dlatego. Poza tym właśnie dzięki temu odkryliśmy w sobie nową pasję – swoimi działaniami, wspólnie z partnerem, chcielibyśmy przyczynić się do powrotu świetności Łodzi.

Stara Drukarnia to Pani najważniejszy i najbardziej spektakularny projekt.

Zgadza się, jednak zanim się tu pojawiłam, kupiliśmy i urządziliśmy samodzielnie kilka mieszkań. Oczywiście bierzemy na to kredyty, które się później spłacają z najmu. Zawsze po zakupie mieszkania angażujemy się w działalność wspólnoty mieszkaniowej po to, by poprawić estetykę miejsca. Czasem udaje się również zaangażować innych mieszkańców – wzorcowy przykład to wspólnota na ul. Jaracza 42. Gdy kupiliśmy tam mieszkanie, poczuliśmy się odpowiedzialni za dziedzictwo, które pozostawił po sobie Karol Wutke – fabrykant, który wybudował tę kamienicę. Na początku nie mieliśmy pojęcia o remontach konserwatorskich, dotacjach, czy przetargach na wybór firmy. Wszystkiego musieliśmy się sami nauczyć. Tutaj przydało się nasze doświadczenie w biznesie i upór w dążeniu do realizacji celu. Sami znaleźliśmy źródła finansowania, przygotowaliśmy „cash-flow” i namówiliśmy pozostałych lokatorów do zmian. Zaczęliśmy od remontu elewacji frontowej, na który udało nam się uzyskać dofinansowanie od Miejskiego Konserwatora Zabytków. Opracowaliśmy też plan kolejnych remontów i działań społecznych, ale o tym opowiem przy kolejnej okazji. Poszliśmy jeszcze krok dalej. Postanowiliśmy znaleźć grobowiec Karola Wutke i jako wspólnota mieszkaniowa zaopiekować się nim po dekadach zapomnienia. Grobowiec odszukaliśmy w ewangelickiej części Starego Cmentarza przy ul. Ogrodowej w Łodzi, niedaleko kaplicy Karola Scheiblera. Chyba jeszcze nikt przed nami nie podjął się takiej aktywności, a przecież taka postawa to cecha dojrzałego społeczeństwa obywatelskiego. Liczę na to, że inni mieszkańcy Łodzi pójdą w nasze ślady! To, zaraz po sukcesie komercyjnym Starej Drukarni, jedno z moich marzeń…

Łódź, Gdańska 130
tel. 882 096 532
biuro@stara-drukarnia.com

www.drukarnia-center.pl

 

 

 

 

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcia Paweł Keler