O ciągłym rozwoju, festiwalach, nowej inwestycji i dążeniu do doskonałości rozmawiamy z Radosławem Szwugierem, menedżerem Strefy Piotrkowska 217, której właścicielem jest firma OKAM Capital.

LIFE IN. Łódzkie: Jaką rolę w życiu Łodzi pełni Strefa Piotrkowska 217?
Radosław Szwugier: Na pewno spajającą. Z jednej strony jest to prywatna inwestycja, z drugiej tkanka miejska, która wychodzi poza obszar podwórka, w którym funkcjonuje. W Strefie Piotrkowska 217 organizujemy różnego rodzaju festiwale, atrakcje dla dzieci i dorosłych, działają tu restauracje. Nie jesteśmy tylko i wyłącznie developerem, który wynajmuje przestrzeń, wręcz przeciwnie – jesteśmy podmiotem, który łączy łodzian i pokazuje, że Łódź wcale nie jest szara, nie jest nudna. Jeżeli się chce, to można tak naprawdę zrobić bardzo wiele małym zespołem. Tę pasję widać na Piotrkowskiej 217, miejscu, które zrosło się z tym miastem, nadając mu poprzez swoje działania barwnego kolorytu. My każdego dnia kreujemy Łódź na swój własny sposób.

Konkurujecie z OFF Piotrkowska?
Nie konkurujemy z OFF Piotrkowska, choć wiem, że łodzianie nas porównują. Dla mnie to dwa niezależne byty. Piotrkowska 217 to miejsce dla rodzin z dziećmi, i tak chcemy być kojarzeni. Działamy na bezpiecznym zamkniętym terenie, dotrzeć można do nas łatwo zarówno autem jak i komunikacją miejską. Nasz rodzinny charakter dostrzec można chociażby na organizowanych przez nas Street Food Festivalach, na które przychodzą tłumy ludzi z małymi dziećmi i cieszą się z dostępnych tu atrakcji. Skąd wziął się pomysł na Street Food Festivale? Wszystko zaczęło się od mojego wyjazdu ponad trzy lata temu na Open’er Festival do Gdyni. Zobaczyłem tam po raz pierwszy miasteczko food trucków i przyznam szczerze, byłem pod wielkim wrażeniem. Od razu wiedziałem, że trzeba coś takiego zrobić w Łodzi. Piotrkowska 217 wtedy dopiero raczkowała jako strefa, była jedna restauracja, która się remontowała, więc stwierdziłem, że trzeba poszukać tych food trucków. Wówczas było ich w Polsce około 15, z czego 6 na chodzie. Pierwszy festiwal robiliśmy w styczniu przy minus 19 stopniach, oprócz food trucków zaprosiliśmy na halę łódzkie restauracje, blogerów i miłośników gotowania, i w ten oto sposób narodził się Street Food Festival w Łodzi. Już pierwsza edycja zaskoczyła nas bardzo pozytywnie, przyszło około 5 tysięcy osób, nie spodziewaliśmy się tylu. Teraz mamy cztery edycje w roku, po jednej na każdą porę i w każdej uczestniczy 15 tysięcy. Sam festiwal też się rozrósł. Pierwsza edycja trwała zaledwie kilka godzin, teraz mamy trzy dni podczas letnich edycji. Z festiwalu narodził się na strefie nasz kolejny pomysł – Before Food Market.

Jeśli już o nim mowa, to czemu zmienił Pan koncepcję jego funkcjonowania. Before Food Market, miał być pierwszym przystankiem na weekendowej rozrywkowej mapie Łodzi. Teraz nastawiony jest na rodziny?
Nie zmieniłem koncepcji. Od samego początku Food Market miał działać w dwóch odsłonach, letniej i zimowej. I tak, jak w sezonie letnim restauracje wystawiają ogródki, tak samo zmieniła się oferta marketu na bardziej rodzinną. Na zimę wrócimy do tej poprzedniej. A latem zapraszamy w każdy piątek, sobotę i niedzielę. Promujemy się teraz hasłem: „Zjedz weekend na Piotrkowskiej 217”. W soboty zapraszamy na targ śniadaniowy. Można przyjść z rodziną i zabrać ze sobą zwierzaki.

Mówi Pan o takim rodzinnym charakterze Piotrkowskiej 217, czy mógłby Pan nam zdradzić jakie atrakcje na lato szykujecie?
Motorem napędowym będzie oczywiście Befeore Food Market i jego nowe wcielenie. W każdy weekend zapraszamy rodziny na warsztaty kulinarne, które prowadzić będą zawodowi kucharze, pasjonaci, blogerzy, podróżnicy. Chcemy nauczyć dzieciaki gotowania najprostszych potraw, jak chociażby naleśników.

Jak Pan ocenia Piotrkowską 217 z perspektywy tych trzech lat?
Udało nam się rozwinąć, aczkolwiek myślę, że jest to taki projekt, który się nigdy nie kończy, który zawsze będzie się rozwijać, będzie miał swoje wzloty i upadki. Na Piotrkowskiej 217 skupiamy się na rodzinie, OFF Piotrkowska ma nieco inny, bardziej biznesowy charakter. Organizujmy też dużo wydarzeń związanych z jedzeniem, różnego rodzaju festiwale: pizzy, burgera, czy dzień sushi.

Ale możliwości lokalowo-gastronomiczne w strefie się już praktycznie wyczerpały?
Lokale w zasadzie są zajęte, ale projekt cały czas żyje, to jest biznes, więc czasami się udaje, a czasami nie, nie mogę więc powiedzieć, że są tu najemcy na lata. Gastronomia to ciężki kawałek chleba, jeśli ktoś nie ma do tego serca i duszy, to nie polecam.

Firma zajmuje się nie tylko Strefą Piotrkowska 217, macie też nowy projekt?
Właściciel Piotrkowskiej 217 czyli OKAM Capital jest developerem, który działa w Warszawie, Katowicach, Krakowie i oczywiście w Łodzi, i rzeczywiście realizujemy kolejny projekt. Przy Dowborczyków 18 rewitalizujemy fabryczkę o powierzchni 5000 mkw. Na parterze na powierzchni 1000 mkw. powstanie przestrzeń coworkingowa z prawdziwego zdarzenia, którą nazwaliśmy Łódźwork. To nie tylko przestrzeń do pracy, to społeczność, która będzie się nawzajem wspierać w prowadzeniu biznesu. Łodźwork oferować będzie 140 biurek, czyli miejsc do pracy, strefę luźnej kreatywnej pracy z sofami, kanapami, huśtawkami, strefę do pracy cichej i sale konferencyjne. Przedsiębiorcy dostrzegą plusy takiego rozwiązania, bo mając gdzieś tam swoje biuro będą tu mogli przyjść na dzień, dwa nawiązać kontakty i popracować trochę z ludźmi, dla których limitem jest niebo, nie będzie tam takich podmiotów, które mówią nie uda mi się, to jest bez sensu, nie warto próbować.

A takie biurko ile będzie kosztowało?
Około 600 zł za miesiąc i jednorazowo za dzień 90 zł. Pamiętajmy jednak, że w tym przypadku już o nic się nie martwimy, nie interesuje nas sprzątnie, opłaty za energię elektryczną itp. Wchodzimy do biura tylko z własnym komputerem, a całą infrastrukturę łącznie z kawą mamy zapewnioną.

Ale powiedzieliśmy tylko o części tej przestrzeni, a co będzie na pozostałej?
Pozostałe 3600 mkw. oczywiście zajmą tradycyjne biura na wynajem, ale z nastawieniem na biznes wysokiego ryzyka czyli startupy. Chcemy też pomagać najemcom rozwijać biznesy, nawiązywać będziemy kontakty z przedsiębiorcami – aniołami biznesu, uczelniami, czy urzędami.

Co daje Panu taka praca oprócz satysfakcji?
Ja mam ciężki charakter i zawsze dążę do doskonałości, której nigdy nie mogę znaleźć. Cały czas chcę wejść wyżej i coś poprawić, cały czas szukam.
Chcę działać więcej i lepiej, a że jestem też takim lokalnym patriotą, tymi wszystkimi działaniami chcę pokazać łodzianom, którzy są niedowiarkami, że można.

Czyli wierzy pan w Łódź?
Jak najbardziej, mimo iż centrala firmy jest w Warszawie, to zawsze powtarzam szefowi, że nie przyjadę do Warszawy i nie będę tam pracować.

Skąd taka wiara w to miasto?
Może z tego, że ja zawsze idę pod prąd, jak wszyscy idą w lewo, to ja idę w prawo, bo tam pewnie fajniej. Trzy i pół roku temu jak zaczynałem tu działać, wszyscy mówili, że ten projekt mi się nie uda, to po drugiej stronie Piotrkowskiej, nic ci z tego nie wyjdzie. A jednak się udało. Łodzianie lubią u nas spędzać czas. Ale wiem, że tu jeszcze wiele można zmienić.

Łódź to taka Pana ziemia obiecana.
Tak, jak najbardziej, ty nie masz nic, ja nie mam nic, to zbudujemy fabrykę i właśnie taką fabrykę budujemy, to pokazuje tę pasję. Hasło: „Łódź kreuje” jest jak najbardziej adekwatne dla Łodzi i łodzian, dla tych, którym się chce.

Rozmawiała Beata Sakowska

Foto Kamil Jóźwiak