Muzyka zespołu Queen towarzyszyła mu od wczesnego dzieciństwa. Freddie Mercury zawsze był jego idolem, więc w 20. rocznicę śmierci postanowił oddać mu hołd. Miał być jeden koncert, a było już ponad 100. Jan Niedźwiecki od pięciu lat realizuje swój autorski projekt Queen Symfonicznie.

Jak wspomina początki tej życiowej wielkiej przygody? – To był po prostu głos serca. Od dzieciństwa byłem zafascynowany muzyką Queen, zgłębiałem ją. W pewnym momencie sam zapragnąłem – choć na chwilę… – być jej wykonawcą – wspomina Jan Niedźwiecki, łódzki muzyk, lider zespołu Alla Vienna i Hollyłódzkiej Orkiestry Filmowej, kontrabasista Filharmonii Łódzkiej.

Ponad pięć lat temu, kiedy zbliżała się 20. rocznica śmierci Freddiego  Mercury’ego, uświadomił sobie, że można przygotować koncert wypełniony jego piosenkami. Prawie rok pisał aranże i przekonywał muzyków do tego pomysłu. Udało się! –  W listopadzie 2011 roku zagraliśmy koncert w Łodzi. W zamyśle miało to być jednorazowe wydarzenie, ale występ okazał się sukcesem, zarówno komercyjnym, jak i artystycznym. I tak już pięć lat jeździmy po Polsce z projektem Queen Symfonicznie. Wracamy do miejsc, gdzie wcześniej koncertowaliśmy, a mimo to gramy dla wypełnionej po brzegi sali. Kilka dni temu – w Szczecinie – zagraliśmy setny koncert – opowiada Jan Niedźwiecki.

Pod koniec ubiegłego roku muzyka zespołu Queen wypełniła łódzką Atlas Arenę. Publiczność była oczarowana, reagowała fantastycznie, a koncert zebrał same pozytywne recenzje; zresztą jak wszystkie do tej pory zagrane. Ten był jednak wyjątkowy z kilku względów. – Wystąpiliśmy w nieco większym składzie, niż zazwyczaj gramy: tradycyjnie jest to Alla Vienna i chór Vivid Singers, tym razem towarzyszyła nam kilkudziesięcioosobowa Hollywoodzka Orkiestra Filmowa. Ja – nieskromnie… – wcieliłem się w rolę dyrygenta – wspomina Jan Niedźwiecki. – Zaprosiłem też gości specjalnych – najlepszą polską sopranistkę Joannę Woś z łódzkiego Teatru Wielkiego oraz Michała Szpaka – którzy wspólnie zaśpiewali „Barcelonę”. Spełniłem swoje marzenie.

Wielu marzy, ale niewielu te marzenia potrafi zrealizować. Jak to się robi? – Choć było to na tydzień przed Bożym Narodzeniem, to nie był cud, a tygodnie ciężkiej pracy i otoczenie się odpowiednimi ludźmi, którzy mi pomogli, zaufali. Na pewno bez chóru Vivid Singers i niezwykle uzdolnionych muzyków współtworzących Hollyłódzką Orkiestrę Filmową, a przede wszystkim naszej siódemki, czyli zespołu Alla Vienna – nigdy by mi się to nie udało – tłumaczy twórca projektu Queen Symfonicznie.

Na każdym kroku podkreśla, że te koncerty sprawiają mu wielką radość. Chciałby grać je wiecznie, szczególnie jeden utwór: Bohemian Rhapsody. To właśnie marzenie o jego wykonaniu stało się inspiracją całego projektu Queen Symfonicznie. Cieszy się, że – choć w niewielkim stopniu – przyczynia się do tego, że muzyka zespołu Queen nadal jest żywa, że ludzie do niej wracają. Dlatego chciałby, by były to widowiska na taką skalę, jak to w łódzkiej Atlas Arenie, z Hollyłódzką Orkiestrą Filmową, bo świetnie czuję się na scenie nie tylko jako muzyk, ale też jako – nieco szalony… – dyrygent. – A naszym największym marzeniem jest koncert z udziałem Briana May’a, z którym pierwszy kontakt mailowy – choć być może była to tylko jego sekretarka… J – został już nawiązany – zdradza Jan Niedźwiecki.

Podczas koncertów, które składają się z dwóch części, klasycznej i rockowej,  prezentuje całą paletę twórczości zespołu Queen, chce pokazać różnorodność tej muzyki. To „kawałki” rockowe, swingowe, operowe, trochę gospelowe, a nawet dyskotekowe. – Z każdym koncertem nabieramy doświadczenia i coraz lepiej tę muzykę interpretujemy, w każdym sezonie wprowadzając nowe opracowania dwóch-trzech kolejnych piosenek. Cały czas ulepszamy nasze show, wprowadzamy nowe elementy, rozwijamy się. Show must go on! – dodaje Jan Niedźwiecki.

Beata Sakowska