Ostatnio podczas rozmowy z Jarosławem Kuźniarem powiedziała o sobie, że jest komikiem dnia codziennego, który od czasu do czasu zabawia ludzi.

Podczas spotkania może mówić, mówić, mówić… Swoim rozmówcom nie daje szans. Nie dla niej proste przepisy na życie. Po prostu Ola Radomska, najbardziej znana łódzka blogerka, która ma w życiu wiele wątpliwości i jeszcze więcej czytelników.

Z blogami generalnie jest tak, że jedne się tylko czyta, a w drugich się zaczytuje. Z blogerkami jest podobnie – jedne mają w sobie to „coś”, że trudno przejść obok bez zatrzymywania, a drugie wciąż szukają prostych przepisów na życie. Ola Radomska w swoim życiu prostych przepisów unika jak zarazy, ma za to całą masę wątpliwości. I choć blog powstał kilka lat temu, pisała od zawsze. A na nim postanowiła dzielić się swoimi… wątpliwościami wobec świata. Stąd jego nazwa.

– Tytuł bloga, pochodzi z piosenki Łony. Chociaż nie słucham hip-hopu, spodobała mi się warstwa liryczna tej piosenki. Im bardziej ktoś próbuje mi coś wmówić, tym bardziej w to wątpię – tłumaczy blogerka. „Mam wątpliwość” ma na swoim koncie tytuł Bloga Roku w kategorii „Absurdalne i offowe” i blisko 60 tysięcy fanów na Facebooku.

– Piszę od 2011 roku. Zaczynałam wśród blogerów, którzy musieli mieć pomysł. Czytanie bloga było wtedy trochę obciachem, więc forma i temat musiały bronić się same – mówi. Przyznaje, że początkowo jej blog nie cieszył się zbyt dużą popularnością i zawsze był uznawany za kontrowersyjny, dlatego nie zasypywano jej ofertami współpracy. Dzisiaj marki zabiegają, by z nią współpracować, ale Ola nie chce być blogerką, która bierze wszystkie zlecenia. Twierdzi, że niektóre blogi przypominają słupy ogłoszeniowe, dlatego w pewnym momencie uznała, że reklamowanie czego popadnie to nie jej droga i wybrała etat. – Nie zbudowałam na nim domu, nie dostałam za darmo mebli jak wielu blogerów, ale dzięki niemu poznałam mojego męża, założyłam rodzinę, dostałam zlecenia i pracę na etacie związaną z pisaniem, bo blog był moją wizytówką – wyjaśnia.

„Mam wątpliwość”, to jej własna przestrzeń do dzielenia się refleksjami o codzienności. – Po prostu przykleja się do mnie zdanie albo przyciągam jakąś śmieszną przygodę, która daje początek historii. Zapisuję w telefonie, pojedyncze wyrwane z kontekstu zdania. To może być wycieczka do Biedronki albo jeden tekst mojej córki – mówi.

Nie do końca zaplanowane macierzyństwo odmieniło nie tylko ją samą, ale też wpłynęło na obecny kształt bloga. Mała Lena spowodowała, że pojawiła się na nim część poświęcona rodzicielstwu. Radomska nie pisze tam o zupach i kupach, nie moralizuje, a stara się dojść do pokrzepiających wniosków, które dodadzą innym mamom otuchy. – W macierzyństwo nie wchodziłam z założeniami z poradników. Myślałam przede wszystkim o tym, że mam nie zginąć. Bałam się, że poza byciem matką nic mnie już w życiu nie spotka, ale moja córka dała mi więcej, niż ja dałam jej – tłumaczy.

Blog jest dla Radomskiej ważnym elementem życia. – Uprawiam coś na zasadzie ekshibicjonizmu emocjonalnego. Blog to dla mnie lustro, w którym się przeglądam. Dzięki niemu obserwuję jak się zmieniałam, jak jechałam po bandzie obrażając wszystkich i jakiej pokory wobec życia nauczyło mnie bycie matką – mówi. Nie oznacza to jednak, że Radomska całkowicie porzuciła prześmiewcze i przepełnione sarkazmem refleksje o rzeczywistości. „Mam wątpliwość”, to właściwie anty-lifestyle, na który składają się takie wpisy jak „Księżniczki to idiotki”, gdzie autorka wyśmiewa łatwowierność i apatię disnejowskich bohaterek czy „Jak nie dbać o siebie?”. – Po 28 latach, kiedy próbowałam spełniać jakieś standardy, dochodzę do wniosku, ze łatwiej jest wstawać o piątej i iść na basen albo się głodzić, niż stanąć przed lustrem i stwierdzić, że OK tak jak jest – dodaje.

Pytana o przyszłość, stwierdza, że w ogóle się nad nią nie zastanawia. Ma różne pomysły i na nic nie chce się zamykać. – Nie nastawiam się na wielki komercyjny sukces, bo najfajniejszych rzeczy nie zaplanowałam – mówi i zdradza, że marzy o napisaniu książki, na którą pomysł od dłuższego czasu dojrzewa w jej głowie. Chciałaby udowodnić, że naprawdę umie pisać, czego miarą jest dla niej wykorzystanie talentu do stworzenia uniwersalnej historii.

– Kiedyś moje dziecko zapyta mnie, kim byłam i kim chciałam zostać. Przynajmniej będę mogła powiedzieć, że robiłam to, co kochałam – podsumowuje Ola.

 

Fot. Ola z Lenką: Anna Goszkiewicz, fot. “Na biegunach”

Fot. Karolina Paluszkiewicz, Forma Fotografia