Piękna pogoda, kangury, koale, opera w Sydney – z tym zwykle kojarzy nam się Australia. No, może jeszcze z rafą koralową, bumerangiem i z tym, że żyje tam mało ludzi.

Australia, to jednak dużo więcej niż tradycyjne „must see”. To miejsce, które zachwyca swoją różnorodnością, przestrzenią, niesamowitą naturą i dzikością, a jednocześnie mocno czuć tam wpływy europejskiej kultury, szczególnie w dużych miastach, oraz amerykański styl życia – dużo tłustego jedzenia, ogromne puste przestrzenie, fantastyczne miejsce do surfowania (niczym w Kalifornii) i ogromne pickupy.

Australia potrafi także przerażać – niebezpieczne pająki, których jad może pozbawić życia, jadowite węże, ogromne krokodyle, meduzy i inne stworzenia czyhające tylko na to, aby śmiertelnie zaatakować. Jednak wystarczy przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa i uważnie czytać ostrzeżenia o wężach, krokodylach i rekinach, by przeżyć fantastyczną podróż na kraniec świata. Australię, jak każdy inny kraj na świecie, można poznawać na dwa sposoby – zwiedzając muzea i zabytki architektury w dużych miastach i trafiając w te miejsca, które zapierają dech w piersiach i kuszą swoją niespotykaną urodą. Dziś prezentujemy tylko kilka punktów na ogromnej mapie, które cywilizacja skutecznie omija i kiedy tam się trafi, można mieć wrażenie, że rzeczywiście dotarliśmy na koniec świata…

Turkusowa woda i rafy koralowe Wszyscy, których kusi nieskazitelna przyroda, plaże pełne białego piasku i krystalicznie czystej wody, muszą trafić na Wyspy Whitsunday. To archipelag położony przy wschodnim wybrzeżu, w stanie Queensland, w samym sercu Wielkiej Rafy Koralowej. O wyspach mówi się, że to najpiękniejsze miejsce Australii, po prostu „raj na ziemi” i nie ma w tym wielkiej przesady. Przyciągają zapierającymi dech w piersiach widokami, turkusową gorącą wodą, białymi plażami oraz rafami koralowymi. Natura jest tu ściśle chroniona przed wpływami cywilizacji i na większość małych wysepek można dostać się wyłącznie statkiem. To także raj dla wszystkich, którzy lubią nurkować. Queensland – rajskie miejsce z krokodylem i misiem koala Wyspy Whitsunday są częścią stanu Queensland, miejsca, w którym znaleźć można nieskażoną naturę, a lasy tropikalne wręcz wrastają w rajskie plaże, na których czasami można natknąć się na niebezpiecznego krokodyla słonowodnego. Uważać trzeba także na meduzy, które ponoć mogą poparzyć swoim śmiertelnym jadem. Występują od późnego października do czerwca. Są jednak specjalne plaże, gdzie wyznaczono obszary wolne od meduz, chronione przez specjalną siatkę.

W Queensland występują także koale żyjące w naturze – najłatwiej jest je znaleźć na wyspie Magnetic Island, znanej z przepięknych plaż i widoków. Podczas spaceru po dawnych fortach można wypatrzeć te słodkie zwierzęta zwisające z drzew, albo zajadające się liśćmi eukaliptusa. Czerwona skała w środku kontynentu Dokładnie w centrum Australii znajduje się skała Uluru, zwana inaczej Ayers Rock. To święta skała Aborygenów. Warto się wybrać na spacer dookoła góry, podążając w milczeniu śladami aborygeńskich legend. Niedaleko, jak na australijskie odległości, bo około 500 km dalej, znajduje się Kanion Królewski. Kilkugodzinny spacer brzegiem kanionu dostarcza przepięknych widoków, a fakt, że jest jeszcze bardziej oddalony od najbliższych miast i cywilizacji sprawia, że na szlaku nie ma turystów. Warto spędzić noc, w którymś z ośrodków dostępnych w pobliżu. W zupełnym odizolowaniu od świata, bez internetu i zasięgu w telefonie, na kempingu, gdzie nocą spacerują dzikie psy dingo. Oderwanie od cywilizacji i poczucie, jak daleko stąd do domu jest nieocenione.

Na koniec przejażdżka Great Ocean Road To malownicza droga położona na zachód od Melburne, ciągnąca się przez prawie 250 km nad samym wybrzeżem. Została wybudowana jako pomnik ofiar wojny, przez żołnierzy powracających z wojny, w hołdzie ich poległym kolegom. Drogę można przejechać w jeden dzień, ale i 3-4 dni, to może być mało. Ma się ochotę zatrzymywać co 10 minut na każdym punkcie widokowym i podziwiać morskie krajobrazy. Najsłynniejszy, to „Dwunastu apostołów”, gdzie monumentalne skały wynurzają się z oceanu. Na Great Ocean Road jest też mnóstwo urokliwych miasteczek, z pięknymi domami i małymi knajpkami, w których warto zatrzymać się na nieśpieszny lunch.

Agata i Yann L’helgoualc’h