Jako dzieci oglądali te same musicale, choć dorastali w dwóch zupełnie różnych światach. To właśnie miłość to tańca sprawiła, że spotkali się przed kilkunastu laty. Teraz swoją pasją postanowili zrażać Łodzian i otworzyli pierwszą w mieście szkołę stepowania. Joanna i Chris Ernest wierzą, że w Łodzi, stepowanie może stać się równie popularne jak w Londynie. Trzeba tylko trochę czasu.

Przygodę ze stepowaniem Chris rozpoczął jako siedmiolatek w Performing Arts School, wcześniejszych doświadczeń z tańcem jako takim nie wspomina miło, bo do pierwszej szkoły, do której trafił, chodziły same dziewczyny i na szczęście był tam tylko dwa miesiące.

– Moje życie zmieniło się diametralnie pewnej nocy, kiedy to do Londynu przyjechała australijska grupa Tap Dogs. Miałem wtedy 22 lata i na swojej drodze spotkałem najlepsze tap show na świecie. Spędziłem z nimi wspaniałych 12 lat. Z show byliśmy aż w 40 krajach – wspomina Chris.

Joanna do stepowania przekonała się znacznie później. Najpierw była gimnastyka artystyczna, potem grupa Pędziwiatry, a następnie szkoła baletowa. – Co niedzielę oglądałam za to czarno-białe musicale z Ginger Rogers i Fredem Astaire’em, nagrywałam na taśmy. Po latach okazało się, że to samo, tylko w zupełnie innym świecie, oglądał Chris.

W roku 1999 Tap Dogs przyjechali z jednym występem do Polski, do Teatru Wielkiego w Łodzi. Tam w balecie tańczyła Joanna. – I tak się spotkaliśmy. Dwa lata później wyjechałam do Londynu i zostałam na 16 lat – wspomina Joanna. Początkowo jeździła w trasę z Chrisem, zapomniała o balecie, zaczęła uczyć się stepowania. Po trzech latach zatęskniła za baletem, wystąpiła w kilku filmach, w tym w „Upiorze w operze”, jednak cały czas uczyła się stepowania. Później oboje zostali nauczycielami, a kiedy tylko mogli, występowali razem.

Przed dwoma laty sprzedali swoje londyńskie mieszkanie i przenieśli się do Łodzi, rodzinnego miasta Joanny. – Od półtora roku uczymy stepowania w warszawskich szkołach międzynarodowych, mamy tam też weekendową szkołę, ale ja zawsze chciałam coś zrobić w Łodzi i tak zrodził się pomysł na szkołę stepowania – opowiada Joanna. – W Londynie stepowanie jest bardzo popularne. Dzieci uczą się od najmłodszych lat, wiele szkół oferuje tap dance (tak w Anglii nazywa się stepowanie). W Polsce o wiele bardziej popularny jest balet, czy hip-hop. Ludzie myślą, że stepowanie jest nudne, tymczasem ono jest bardzo ekscytujące.

Stepowania uczyć się może każdy bez względu na wiek. – My uczymy dzieci już od trzeciego roku życia, ale górnej granicy nie ma. Kilka tygodni temu 94-letni dziadek Jan wykonał pierwszy krok. Tutaj nie chodzi o to, aby być profesjonalnym tancerzem, tylko to ma być frajda. Każdy może to robić. Jednemu będzie łatwiej, drugiemu ciężej, natomiast wszystko jest do wyuczenia. Niektórzy muszą mieć trochę więcej cierpliwości i trochę więcej pracy w to włożyć – mówi Chris.

Jeżeli ktoś ma poczucie rytmu i słyszy muzykę, jest sprawny fizycznie, to po trzech miesiącach widać będzie już super efekty. – Myślę, że warto przyjść spróbować. Ponieważ nigdy nie wiadomo. Komuś może się wydawać, że to nie dla niego, a rzeczywistość może okazać się inna. Natomiast ja uważam, że trzeba próbować, bo się będzie żałowało, że się nie spróbowało. Warto przyjść na parę zajęć, żeby się przekonać, czy to jest coś, z czym się dobrze czujemy. Zazwyczaj po pewnym czasie, uczniowie decydują się na to, żeby kontynuować naukę i zainwestować np. w zakup obuwia. Bo do stepowania potrzebujemy butów podbitych specjalnymi blaszkami – dodaje Joanna.

Joanna i Chris głowy mają pełne pomysłów. Są przekonani, że łodzianie pokochają stepowanie i patrząc na ich zapał z pewnością się im to uda. – Niedawno wystąpiliśmy w Teatrze Muzycznym, w którym przygotowywać będziemy też specjalny występ podczas gali sylwestrowej. Chcemy rozpropagować stepowanie w szkołach, planujemy cykl specjalnych warsztatów, najpierw trochę historii, opowieści, a potem nauka podstawowych kroków. Chcemy też wystawić swój własny spektakl, z grupą naszych uczniów – mówi Joanna.

Co daje im stepowanie? – W moim wieku balet już odpada, a stepowanie pozwala mi cały czas się rozwijać, dążyć do perfekcji, jest jak jazda figurowa na lodzie – tłumaczy Joanna. – To całe moje życie, to moja praca, moje doświadczenie, ucząc cały czas pogłębiam swoją wiedzę – dodaje Chris, z którym zajęcia mają jeszcze jedną niepodważalną zaletę – przy okazji uczymy się angielskiego. Chris po polsku mówi niewiele. A co nam może dać stepowanie? Po pierwsze uchronić przed Alzheimerem, stepowanie świetnie robi na głowę – to atak na mózg. Po drugie: stukanie w podłogę uruchamia w stopach receptory, pobudza krążenie i ciało lepiej pracuje. Po trzecie: bez wysiłku – w sensie siłowni – utrzymujemy kondycję. I jeszcze jedno – możemy oczarować znajomych pokazując im technikę nie tak w końcu powszechną, ale dającą podwójną przyjemność, bo ją widać i słychać. Co więcej potrzeba do szczęścia.

Beata Sakowska