Róże najbardziej wyrażają nasze emocje i uczucia, do goździków mamy sentyment, a chryzantemy z upodobaniem nosimy na cmentarz. O handlu kwiatami i kwiatowych upodobaniach Polaków opowiada Kees van Rijn, który od 25 lat reprezentuje firmę Bart Kwiaty, zajmującą się w Polsce sprzedażą kwiatów.

LIFE IN Łódzkie: Lubi Pan kwiaty?

Kees van Rijn: Bardzo! Można powiedzieć, że urodziłem się w kwiatach i spędziłem w nich dzieciństwo, młodość i całe dorosłe życie. Byłbym bardzo nieszczęśliwy, gdybym nie lubił kwiatów, a musiał się nimi zajmować. Poza tym z kwiatami wiąże się dużo moich wspomnień. Mój ojciec miał gospodarstwo w Holandii i był producentem kwiatów, więc chcąc nie chcąc ja również pracowałem przy kwiatach. Podobało mi się to.

 

A dlaczego, jako sposób na życie zawodowe wybrał Pan nie uprawę, lecz handel kwiatami?

W którymś momencie życia musiałem podjąć decyzję, czy zajmę się produkcją kwiatów, czy ich sprzedażą. Bardzo często chodziłem z ojcem na giełdę kwiatową, wiedziałem, na czym polega handel kwiatami. Podobała mi się atmosfera panująca na giełdzie, spotkania i rozmowy z innymi kupującymi i sprzedającymi. Dlatego zająłem się handlem. I można powiedzieć, że większość dorosłego życia, bo od 1996 roku, spędziłem na kupowaniu i sprzedawaniu kwiatów. Wtedy też przyjechałem do Polski.

Ćwierć wieku w Polsce, to musiał Pan już nieźle nas poznać. Polacy lubią kwiaty?

No pewnie! Ale chyba nie ma na świecie takiego narodu, który by ich nie lubił.

Proszę zdradzić, jakie kwiaty najczęściej wybieramy?

Róże. Ich najwięcej sprzedajemy na polski rynek. Szczególnie czerwone, a później białe. To są kwiaty, które najbardziej wyrażają emocje i uczucia, a Polacy są bardzo uczuciowym narodem. Na drugim miejscu są goździki, do których macie spory sentyment. Na trzecim chryzantemy, które też są wyrazem emocji, ale innych. Ich najwięcej kupujecie na groby najbliższych, ale w ostatnich latach to się zmienia. Chryzantemy stają się coraz bardziej popularne w bukietach i dekoracji. Potem jest już wszystkiego po trochu – tulipany, gerbery, sezonowe kwiaty.

W porównaniu z innymi dużo wydajemy na kwiaty?

Obserwuję polski rynek już od 25 lat i widzę, jak zmieniają się powody kupowania kwiatów. Kiedyś kupowało się je z jakiejś okazji – imieniny, urodziny albo jakiegoś jubileuszu czy święta, na przykład Dzień Kobiet. Rekordy sprzedaży kwiaciarnie osiągały w dni popularnych imienin, na przykład Krystyny, Teresy, Barbary. W ostatnich latach to się zmieniło. Oczywiście okazje wciąż są ważne, ale oprócz Walentynek i Dnia Kobiet już nie ma takich kominów sprzedażowych. Polacy coraz częściej kupują kwiaty bez okazji. Choćby po to, żeby poprawić sobie nastrój, albo żeby przystroić mieszkanie.

Skąd pochodzą kwiaty, które trzymamy w wazonach. W których krajach produkuje się ich najwięcej?

Przez cały czas najwięcej produkuje się w Holandii, ale to są cebulkowe kwiaty. Jeżeli chodzi o kwiaty cięte, to liderami są Kenia, Etiopia, Kolumbia i Ekwador.

Słyszałem, że większość róż sprzedawanych w Polsce wyrosła w Afryce. Dlaczego akurat tam? Lepszy klimat?

Trafił Pan. Kwiaty potrzebują ciepła i nasłoneczniania, są wtedy większe i lepsze jakościowo. Poza tym wiele plantacji położonych jest w górach, na dużych wysokościach. Tam słońce świeci intensywniej, co zdecydowanie korzystniej wpływa na wegetację roślin. No i klimat jest równy przez cały rok, nie ma takich wahań temperatur, jak w Europie. A jeżeli chodzi o światową produkcję róż, to nawet 60 procent pochodzi z Afryki.

O Polsce mówi się, że jest sadem Europy, a o Holandii, że jest ogrodem świata. Jak Holandia stała się centrum biznesu kwiatowego?

To się stało setki lat temu, a zaczęło się od tulipanów, z którymi dziś kojarzony jest mój kraj. Jako ciekawostkę powiem, że tulipany pochodzą z Turcji, a nie z Holandii. Pierwsze cebulki tulipanów pojawiły się u nas w siedemnastym wieku i wtedy też zaczął się handel kwiatami. Niektóre tulipany były bardzo drogie. To może dziś niewyobrażalne, ale za niektóre odmiany można było kupić kamienicę w Amsterdamie. Tak to się zaczęło i trwa do dziś. Przez wieki doprowadziliśmy
hodowlę tulipanów do perfekcji. Mimo że inne kraje też dostrzegły potencjał handlowy w kwiatach, to jednak Holandia wygrała ten wyścig. Ten trend był już nie do zatrzymania, a zdecydowały o tym trzy kwestie – Holendrzy mieli największą wiedzę o kwiatach, tam produkowano najwięcej kwiatów i najwięcej ich sprzedawano. W pewnym momencie produkcja i handel były już na takim poziomie, że Holandia zaczęła eksportować kwiaty. Najpierw do krajów położonych najbliżej, później przyszedł czas na Europę, a w końcu na cały świat.

Nie macie konkurencji?

Mamy i to coraz większą, ale póki co skutecznie się bronimy. Ważne jest to, że to właśnie w Holandii swoje siedziby mają największe firmy handlujące kwiatami i tam jest centrum dystrybucji kwiatów. Nawet jeżeli my zamawiamy do Polski kwiaty bezpośrednio od producentów w Afryce czy Ameryce, to one i tak przylatują do Holandii, a dopiero stamtąd trafiają do Polski.

W Amsterdamie jest największa giełda kwiatowa na świecie. Ile dziennie sprzedaje się tam kwiatów?

Miliony… Warto podkreślić, że z roku na rok, Polska jest coraz ważniejszym graczem w branży kwiatowej. Teraz jest już na piątym miejscu wśród importerów kwiatów w Europie, po Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i krajach skandynawskich. To dlatego, że Polacy są coraz bogatsi, zmienia się styl ich życia i coraz więcej pieniędzy przeznaczają na kwiaty i inne przyjemności.

 

Jak się kupuje kwiaty na giełdzie? Można samemu, czy potrzebny jest pośrednik?

Na giełdzie kupują hurtownicy, korzystający z pośredników, ale to nie jest przymus. Można też kupować bezpośrednio, ale wtedy trzeba mieć swoje przedstawicielstwo na giełdzie.

Pandemia zmieniła w jakiś sposób branżę kwiatową?

W ubiegłym roku zaraz po wybuchu pandemii handel kwiatami praktycznie zamarł. Nikt nic nie kupował i ogromne ilości kwiatów trzeba było wyrzucić. Na szczęście trwało to tylko dwa miesiące. To był przerażający czas. Później przyszła wiosna i lockdown. Siedząc w domach i mieszkaniach zaczęliśmy bardziej dbać o ogrody i balkony, no i ponownie ruszyliśmy na zakupy po kwiaty. Wtedy sprzedało się ich więcej niż rok wcześniej. Ten trend trwa praktycznie przez cały czas. Może się to wyda paradoksalne, ale można powiedzieć, że w ostatecznym rozrachunku branża kwiatowa przetrwała okres pandemii w dobrej kondycji.

Jakim sposobem Holender trafił do Polski? Przez kwiaty?

To długa historia. Kwiaty były w tle, ale głównym powodem była kobieta, którą spotkałem w Holandii w 1989 roku. Została później moją żoną. Mur berliński jeszcze wtedy stał. Przyjechałem z nią do Polski i to był mój pierwszy kontakt z waszym krajem, kulturą i ludźmi. Urzekła mnie wtedy polska gościnność. Zacząłem myśleć, żeby się przeprowadzić tutaj na stałe. W 1996 roku pojawiła się okazja na biznes w Polsce, więc nie zastanawiałem się długo.

A Pana ulubione kwiaty to…?

Zdecydowanie róże! To wyjątkowe kwiaty. Na polskim rynku współpracujecie z siecią kwiaciarnia

H. Skrzydlewska. To dobry klient?

Bardzo dobry. Jest z nami od samego początku i to o czymś świadczy. Od lat obserwuję ich dynamiczny rozwój i ciągły wzrost na polskim rynku. To dziś poważny gracz w branży kwiatowej. Jesteśmy dumni, że możemy współpracować z firmą H. Skrzydlewska. Mam nadzieję, że będzie to współpraca bardzo długa.

Rozmawiał Robert Sakowski