Agnieszka Strycharska bawi się odcieniami, komponuje wzory jak obrazy, tyle że zamiast pędzla ma szydełko. Zawsze zaczyna od koloru, to on daje jej natchnienie, podpowiada do czego będzie najlepszy: serwetki, narzuty, czapki, rękawiczki a może swetra. Włóczki ściąga z całego świata: z Argentyny, Peru, Japonii, Turcji: wełny, bawełny, mieszanki z jedwabiem.

Szydełkowania chciała ją nauczyć jej mama. Gdy pokazywała jej najprostsze ściegi była uczennicą szkoły podstawowej. – Niestety nie miałam wówczas ochoty na zgłębianie tej misternej sztuki, szybko więc porzuciłam naukę – mówi Agnieszka Strycharska.

Pochłonęło ja za to bez reszty malarstwo, które nauczyło ją cierpliwości, wrażliwości na barwy, pokazało jak dobierać i mieszać kolory, jak stworzyć dobrą kompozycję, jednym słowem dobrego warsztatu. Wykorzystała go do tworzenia dekoracji, rekwizytów, lalek oraz kostiumów scenicznych i filmowych, które powstawały w pracowni dekoratorskiej, gdzie trafiła po ukończeniu Studium Technik Teatralno-Filmowych przy Szkole Filmowej w Łodzi. – To był cudowny czas, wypełniony niezwykłą magią i nowymi doświadczeniami zawodowymi. Wówczas właśnie narodziła się moja miłość do starych przedmiotów i pojawiło się marzenie o wyprowadzce z wielkiego miasta na wieś – wspomina Agnieszka.

Marzenie się spełniło. Mieszkając na wsi wróciła do malarstwa. Szybko okazało się, że zawodowe spełnienie nie jest możliwe przy dwójce małych dzieci. Ciągłe zmywanie farb ze wszystkiego dookoła było niezwykle męczące. Zaczęła więc szukać jakiejś alternatywy. Jedno wiedziała na pewno, że świata przepełnionego barwami nie może opuścić. I przypomniała sobie o naukach sprzed lat, kiedy to mama usiłowała zachęcić ją szydełkowania. Szydełkowanie wydawało się wówczas idealnym rozwiązanie. Niestety nie mogła sobie nic przypomnieć z lekcji mamy. To jej nie zniechęciło. Postanowiła nauczyć się wszystkiego od nowa.  ­–  W poszukiwaniu podpowiedzi i inspiracji przeglądałam zdjęcia umieszczone w internecie i próbowałam odtworzyć to co widzę, próbowałam tak długo, aż udało mi się wyszydełkować wszystko tak, jak było pokazane na zdjęciu. Wtedy po raz drugi odkryłam szydełkowanie ­– opowiada Agnieszka.

Szydełkowanie ma wiele wspólnego z malarstwem, można eksperymentować, bawić się kolorami i fakturami, wymyślać nowe wzory i projekty. Gdy to sobie uzmysłowiła, ta pasja pochłonęła ją bez reszty. Każda z jej prac jest unikatowa, nigdy nie robi dwóch takich samych samych szali, poduszek czy pledów. Materiały do szydełkowania sprowadza z całego świata m.in z Kanady, Peru, Afryki i Japonii. –  Przykładam ogromną wagę do jakości włóczki, gdyż to ona obok koloru jest dla mnie wyznacznikiem i podstawą moich projektów. Ciągle poszukuję włóczek o ciekawych splotach, kolorystyce i nieustannie zachwycam się ręcznie farbowanymi motkami – wyjaśnia Agnieszka.

Swoje poduszki, pledy, swetry, serwetki zamieszcza w mediach społecznościowych oraz na blogu, który prowadzi. Pierwotnie na www.niebieskachata.blogspot.com miała opowiadać o sielskim życiu na wsi, ale stało się inaczej. – I na pewno tego nie żałuję, dzięki dzieleniu się swoją pasją w internecie nawiązałam wspaniałe przyjaźnie i znajomości nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim poza naszymi granicami – cieszy się Agnieszka.

Szydełkowe dzieła trafiły do zachodniej prasy, szybko zyskując rzesze sympatyków, a brytyjskie i afrykańskie magazyny zaproponowały współpracę. Publikowane są w nich jej autorskie projekty wraz z opisem wykonania i zrobionymi przez nią zdjęciami. W czerwcu 2015 roku ukazała się pierwsza książka Agnieszki Strycharskiej „Vintage Style Crochet Projects”, w której prezentowane są jej projekty szydełkowe i fotografie, a rok później opublikowana została jej druga pozycja „Crochet Blocks” z kolejnymi projektami i zdjęciami. Jednocześnie w wydaniu brytyjskim i tureckim.

– Szydełkowanie stało się nie tylko moją wielką pasją, ale również sposobem na życie. Cieszę się, że mogę dzielić się swoim hobby z całym światem, że moja praca została zauważona i doceniona, i że w tak szybkim tempie znalazłam się w światowej czołówce szydełkujących projektantów – mówi Agnieszka nie kryjąc wzruszenia.

Zdjęcia do książek i magazynów robi sama. Chce się rozwijać jako fotograf, to jej kolejny duży projekt, nowe wyzwanie nad którym pracuje. – Fotografowanie jest dla mnie jak malowanie obrazów, liczy się kolor, kompozycja, emocje oraz to, że mam wpływ na to w jaki sposób pokazuję rzeczywistość – tłumaczy Agnieszka.

Przez życie idzie z mężem Michałem, ich córkami Zosią i Marysią, oraz przygarniętym dobytkiem: trzema psami, siedmioma kotami i dwoma królikami. I znajduje jeszcze czas na spełnianie swoich kolejnych marzeń. Śpiewa w chórze Teatru Wielkiego. Do śpiewania wróciła po długiej przerwie, przełamała wstyd, opór i poszła na przesłuchanie. Teraz już wie, że bariery stawiamy sobie sami w naszych głowach. Próby są dla niej oderwaniem od rzeczywistości i w pewnym sensie powrotem na stare śmieci. Wszak w teatrach spędziła kilka dobrych lat, w prawdzie nie na scenie, ale za nią, nie mniej klimat, zapach i emocje są takie same.