Takich smaków, jakich dostarcza kuchnia tajska nie znajdziemy w żadnej innej – mówi Wojciech Prochaska, współwłaściciel restauracji King Kong mieszczącej się przy ul. Piotrkowskiej 217 w Łodzi.

LIFE IN. Łódzkie: Siedzimy w restauracji tajskiej, a sam prywatnie jaką kuchnię Pan preferuje?

Wojciech Prochaska: Długo byłem miłośnikiem kuchni włoskiej, ponieważ przepadam za różnego rodzaju makaronami. Odkąd jednak zobaczyłem i posmakowałem kuchni dalekowschodnich, przede wszystkim tajskiej zmieniłem swoje kulinarne upodobania. Takich smaków, jakich dostarcza ta kuchnia – świeże zioła, warzywa, których używamy, mieszanie i łączenie różnych smaków – tego nie znajdziemy w żadnej innej kuchni.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie na łódzkim rynku restauracji tajskiej?

Jestem przedsiębiorcą i dobrze rozumiem zasadę popytu i podaży, więc skoro w Łodzi była nisza rynkowa na taką kuchnię, to trzeba ją było wypełnić. A ponadto lubię Tajlandię i Daleki Wschód. Wystarczyło połączyć jedno z drugim.

Obserwuje Pan łódzką branżę gastronomiczną od dawna. Proszę powiedzieć, jak się pod tym względem zmieniła Łódź na przestrzeni ostatnich lat?

Działam w branży od 11 lat i mogę powiedzieć, że w tym czasie Łódź znacznie podniosła poziom proponowanej oferty gastronomicznej. To oczywiście bezpośrednio wiąże się ze zmianą oczekiwań konsumentów, którym nie wystarczy już jedzenie byle jakie, podawane byle jak i byle gdzie. Wciąż otwierają się nowe lokale, z nowymi, oryginalnymi propozycjami, bo tego oczekują łodzianie. Gastronomiczna mapa Łodzi coraz bardziej się zapełnia.

Można już powiedzieć, że łodzianie polubili kuchnię tajską?

Zdecydowanie tak. Otworzyliśmy się na nowe smaki, jest na to popyt. Myślę, że to konsekwencja tego, że możemy podróżować i dzięki temu poznajemy inne kuchnie. Po powrocie do Polski oczekujemy, że to, co nam smakowało w Japonii, Tajlandii czy w Indiach, będziemy mogli zjeść również w naszych restauracjach. Pomysł z restauracją tajską dojrzewał u mnie bardzo długo. Zobaczyłem, że ludzie podróżują do Tajlandii, a po powrocie, z sentymentem wspominają tamto jedzenie. Postanowiłem stworzyć takie miejsce tutaj na Piotrkowskiej 217.

Co jest najważniejsze w prowadzeniu restauracji?

Chyba nie będę oryginalny, jeżeli powiem, że najważniejsi są ludzie – zespół kucharzy i obsługa. Trudno jest znaleźć osoby, dla których restauracja, to nie tylko praca, ale też pasja. Nam się udało. Poza tym trzeba dobrze trafić z ofertą gastronomiczną. To już nie te czasy, kiedy w okolicy były jedna czy dwie restauracje. Dziś takich miejsc jest dużo, ludzie mają w czym wybierać i jeżeli nie uda nam się zaciekawić konsumentów i skłonić ich do przyjścia, to wyjdzie klapa. Nie możemy też oszczędzać na produktach – składniki wysokiej jakości, świeże to jest podstawa. Ludzie nie mają problemu, żeby zapłacić za jakość i jeżeli ją otrzymają, to na pewno wrócą.

Skąd są produkty, z których przygotowujecie dania?

Sprowadzamy je od naszych zaufanych dostawców z Polski i zagranicy. Dbamy, by mieć zawsze świeże produkty, dlatego dostawy mamy codziennie z wyjątkiem niedziel. Dzięki temu nasi konsumenci mogą być pewni, że jedzą potrawy przygotowane ze świeżych produktów.

Restaurację King Kong reklamujecie hasłem, że to „magia tajskiej dżungli, zamknięta w samym centrum miasta”. Skąd pomysł na taki wystrój?

Chciałem mieć tutaj dżunglę, to ją sobie zrobiłem, to tak w skrócie. A tak na poważnie, ten efekt, to wiele naszych spotkań z projektantami. Wiedzieli jaki klimat chcemy uzyskać. Dziś nasi klienci często mówią, że jest tutaj klimatycznie, przyjemnie, ciepło. Nam właśnie o to chodziło. Zależało nam też na tym, żeby mieć akcenty charakterystyczne dla Łodzi, dlatego zostawiliśmy ściany z cegły.

Na co Wasi klienci zwracają największą uwagę – na wygląd lokalu, serwowane potrawy czy towarzystwo?

Bardzo ważna jest obsługa kelnerska, ludzie potrzebują tego, żeby się nimi zaopiekować już od samego wejścia do lokalu, chcą być ważni i wyjątkowo traktowani. Chcą też uzyskać wyczerpujące informacje na temat poszczególnych dań. Każdy nasz kelner czy kelnerka dobrze znają menu, znają smaki, wiedzą co polecić. Potrafią doradzić zarówno dorosłym jak i dzieciom. Stara zasada mówi, że jemy oczami. Dlatego zrobiliśmy menu ze zdjęciami potraw. Nazwy dań są po tajsku, ale po polsku mamy opisy składników. Konsumenci widzą zdjęcie i chcą spróbować tego, co na nim widać. Nasza karta może być pewnego rodzaju przewagą konkurencyjną. Ludzie często wybierając potrawy, tylko mniej więcej kojarzą ich składniki. Teraz widzą, co dostaną na talerzu. No i chyba najważniejsza kwestia – smak i jakość potraw. Jeżeli klientom nie smakuje zamówione danie, albo wyda im się nieświeże, to drugi raz nie przyjdą.

Zdradzi Pan plany na przyszłość.

Budowanie dobrej marki restauracji, to nasz główny cel. Dalej chcemy, żeby King Kong stał się siecią restauracji. Właśnie kończymy umowę franczyzową, podręcznik operacyjny i niedługo zaczniemy uruchamiać następne restauracje.

Co dla Pana jest najważniejsze w roli restauratora?

Gastronomię albo się lubi albo nie. Ja robię to z zamiłowania. Nie odnalazłbym się w żadnej innej pracy. Nie mógłbym iść do biura na osiem godzin, bo siedzenie za biurkiem traktowałbym jak karę. Pasja w działaniu i dążenie do celu, to ważne elementy mojego życia, nie tylko zawodowego.

Co poradziłby Pan wszystkim zainteresowanym prowadzeniem własnej restauracji?

Jeżeli mamy zamiar wejść w biznes gastronomiczny, to nie możemy się go bać. Można próbować zminimalizować ryzyko i korzystając z franczyzy otworzyć miejsce pod znaną marką. Na przykład jeżeli ktoś zechce otworzyć restaurację King Kong, to może mieć pewność, że pomożemy mu w tym. Przekażemy całą naszą wiedzę, dostarczymy wszystkie materiały, powiemy, gdzie kupować poszczególne składniki potraw.

Piotrkowska 217 to dobry adres?

Jest klimatycznie, nie ma przepychu. To miejsce ma taki bardzo łódzki charakter – podwórze, pofabryczna przestrzeń i budynki z cegły. Bez problemu można tu zaparkować samochód. Niedaleko na Księży Młyn, do Białej Fabryki. W okolicy jest kilka parków. A jednocześnie to centrum miasta, stąd wszędzie można szybko dojść albo dojechać. No i wciąż sporo się tu dzieje.

Poza pracą ma Pan jeszcze jakieś życie?

Czas z rodziną i najbliższymi to podstawa funkcjonowania na wysokich obrotach. Poza tym 3-4 razy w tygodniu trenuję, najczęściej rano przed otwarciem lokalu. Daje mi to spokój ducha, odprężenie, relaks chociaż treningi są wymagające.

Rozmawiał Damian Karwowski
Zdjęcia Paweł Łacheta

King Kong Thaifood

tel. 42 942 0 600
tel. 513 7000 15
ul. Piotrkowska 217, 90-451 Łódź