Pandemia, lockdown, izolacja, dystans, maseczka, kwarantanna. Na  kilkanaście ostatnich miesięcy te słowa zdominowały język polski.  Odmieniane przez wszystkie przypadki w telewizji, radio i serwisach internetowych, bombardowały nas z każdej strony. Nawet plebiscyt na słowo roku 2020 w Polsce wygrał wyraz… koronawirus. Aż trudno w to uwierzyć, ale wystarczyło kilka tygodni, by pandemia zniknęła z naszego języka, a wraz z nią cała reszta wyrazów bliskoznacznych.

Jakby ktoś nacisnął guzik w pilocie i przełączył horror na romantyczną  komedię. Pstryk i już… Nie wiem, czy to oznacza, że najgorsze mamy już za sobą, nie potrafię wyobrazić sobie, co się wydarzy po wakacjach, nie próbuję nawet zrozumieć, jakim sposobem do naszego życia tak szybko wróciła normalność.

Dziś mam w sobie dwa uczucia, które zajęły miejsca po przeciwnych stronach. Z jednej jest obawa, że za chwilę ktoś znów przełączy pilota.  Z drugiej radość, że przede mną piękne letnie dni. Korzystajmy zatem  z nich, bo nikt nie wie jak długo, będą to radosne dni. Bierzmy garściami wszystko, czego przez ostatnie 15 miesięcy nie mieliśmy. Pojedźmy w te  miejsca, które chcieliśmy odwiedzić, spotkajmy się ze znajomymi w lokalach, do których mieliśmy zakaz wstępu, idźmy na wystawy, koncerty i do teatru podziękować artystom, że przetrwali. A w wolnej chwili…

Właśnie tak, w wolniej chwili pochylmy się nad magazynem LIFE IN, którego kolejny numer z przyjemnością oddaję w Państwa ręce. Jest trochę inny niż poprzednie. Zdecydowaliśmy się na lekki lifting szaty graficznej. Wszystko z myślą o tym, żeby lektura była przyjemniejsza. Odświeżyliśmy też logo.
A w środku numeru, jak zresztą zawsze, dużo bohaterów i ich historii.

Zapraszam do lektury i normalnego życia.