O komercjalizacji wiedzy i badań, o przewadze Bionanoparku nad innymi tego typu placówkami, a także o aktywności samorządowca i menedżera rozmawiamy z Markiem Cieślakiem, prezesem łódzkiego Bionanoparku.

LIFE IN. Łódzkie: Da się zbadać zawartość wina w winie? Pytam, bo już niebawem Bionanopark może stać się, jednym z kilku w Europie, certyfikowanym centrum badającym jakość wina.

Marek Cieślak: Powiem więcej – my już to badamy. Mamy u siebie laboratorium zajmujące się badaniem autentykacji żywności. Znaleźliśmy dużą lukę na rynku, która polega na tym, że nie ma w Polsce i w tej części Europy instytucji, badającej jakość wina. Biznes winiarski, ma dziś sporą wartość i dynamicznie się rozwija. Wykorzystaliśmy okazję i rozpoczęliśmy proces uzyskania certyfikatu, który umożliwi takie badania.

Czyli co dokładnie będziecie badać?

No właśnie zawartość wina w winie. A tak na poważnie, to kraj pochodzenia, zawartość dodatków takich jak cukier, woda, kwasy organiczne, poziom siarczynów, to czy składniki podawane przez producenta odpowiadają rzeczywistości i wiele innych cech wina.

Na takich badaniach da się zarobić?

Polscy importerzy win, robią dziś badania w laboratoriach włoskich i francuskich. Mówię o firmach sprzedających wino do polskich sklepów, ale również o dużych sieciach handlowych, które mają w swoich sklepach półki z winem. Robią badania, bo czują się odpowiedzialne za to, co później trafia na nasze stoły i zobowiązują ich do tego przepisy. Za takie badania słono się płaci. My, ze swoimi cenami, bylibyśmy bardzo konkurencyjni na rynku.

Jesteśmy w Bionanoparku – miejscu, gdzie na wiedzy, nauce i badaniach próbuje się zarabiać. Panie Prezesie da się skomercjalizować wiedzę?

Nigdy nie zakładaliśmy, że podstawowym celem Bionanoparku będzie komercjalizacja badań. Zarabianie to ważny element naszej działalności, ale nie jedyny. Część realizowanych badań z założenia ma służyć rozwojowi nauki i na efektach takich badań trudno jest wypracować zyski. Inna część to badania, których wyniki są później wdrażane w przemyśle. Na nich oczywiście zarabiamy. A zatem odpowiadając na pytanie powiem, że wiedzę da się skomercjalizować, a na nauce zarobić, ale trzeba zachować w tym rozsądek i równowagę. Mamy określony poziom komercjalizacji naszych badań i wynosi on 30 procent. Jeżeli uda się go zwiększyć, to nie będziemy narzekać, ale nie możemy tego robić na siłę.

W Polsce działa kilkanaście technoparków. Czym różni się Bionanopark od innych tego typu placówek?

Postawiliśmy na bio- i nanotechnologie i gros prowadzonych u nas badań dotyczy właśnie tych dziedzin. To odróżnia nas od innych. Ale trzeba pamiętać, że badania to tylko jeden z filarów Bionanoparku. Poza tym mamy Inkubator, czyli miejsce, w którym młode łódzkie firmy mogą zacząć swoją poważną działalność biznesową. Chcielibyśmy, aby profil tych firm też był związany z bio- i nanotechnologiami, ale nie tylko. Do tego trzeba także dołożyć tereny inwestycyjne, którymi dysponujemy.

Który z tych trzech filarów jest najważniejszy?

Nie należy różnicować tego w ten sposób. Inkubator, to najstarsza część Bionanoparku. Większość z ponad 140 firm, które tutaj zaczynały, ma się dziś całkiem nieźle i radzi sobie w przestrzeni gospodarczej. Obecnie działa u nas prawie 40 firm. Dominują reprezentanci branży IT, która akurat przeżywa dynamiczny rozwój. Na tym konkurencyjnym rynku, nasze firmy naprawdę radzą sobie doskonale. Dodam, że wszystkie korzystają ze szkoleń, porad i innych inicjowanych przez nas działalności. Z kolei centrum badawcze to siedem laboratoriów wyposażonych w nowoczesny, skomplikowany i cenny sprzęt, który wymaga wykształconej kadry.

Macie w Bionanoparku własny zespół naukowców?

Oczywiście, inaczej trudno byłoby prowadzić laboratoria i robić w nich badania. Mamy 3 profesorów, którzy są liderami naukowymi i nadają kierunek całemu przedsięwzięciu. Jest też prawie 50 pracowników laboratorium, z czego 25 to doktorzy. Pozostali to przyszli doktoranci i pracownicy techniczni.

Ile terenów możecie przeznaczyć pod ewentualne inwestycje?

Mamy prawie pięć hektarów w Bionanoparku. Ten teren czeka na poważnych inwestorów. Mogą się tutaj lokować firmy, które spełnią określone warunki. Zależy nam na tym, aby korzystały z pracy naszych laboratoriów i zlecały nam przeprowadzenie określonych badań, a ich efekty wdrażały w swojej działalności.

Udziały w Bionanoparku ma Politechnika Łódzka. Czy Bionanopark, to główny łódzki ośrodek badawczy dla naukowców łódzkich uczelni?

W zakresie bio- i nanotechnologii zdecydowanie tak. Uczelnie mogą tutaj skorzystać z lepszego i nowszego sprzętu niż ten, którym dysponują w swoich laboratoriach. Z Politechniką Łódzką, Uniwersytetem Łódzkim i Uniwersytetem Medycznym realizujemy wiele projektów badawczych, finansowanych ze środków, które udało się nam wspólnie pozyskać.

Nauka, bio- i nanotechnologie, laboratoria i biznes! Do nauki i badań zawsze trzeba dokładać – znawcy tematu mówią, że to taka studnia bez dna. Rozumiem, że biznes jest właśnie po to, żeby było z czego dokładać?

W pewnym sensie ma Pan rację, ale problem jest bardziej skomplikowany. Dziś przemysł nie składa u nas tylu zamówień, ile byśmy oczekiwali. Dzieje się tak, choć zachęt finansowych jest co niemiara. Wydaje mi się, że już wkrótce ogromna konkurencja na rynku wymusi na biznesie, by był bardziej innowacyjny i kreatywny, a tym samym inwestował więcej środków w badania. To i coraz szerszy dostęp do pieniędzy przeznaczonych na rozwój firm, z których zresztą przedsiębiorcy już korzystają, spowoduje, że nasze laboratoria będą miały znacznie więcej zleceń. Poza tym chcemy łączyć nasz potencjał badawczy z możliwościami łódzkich uczelni i potrzebami biznesu. Jestem pewien, że zarówno uczelniom jaki i biznesowi jest i będzie potrzebna taka instytucja, jak Bionanopark – ktoś, kto połączy potrzeby jednych z możliwościami drugich. To jest właśnie nasza rola. Na dziś i na najbliższą przyszłość.

Budowa całego kompleksu Bionanoparku kosztowała 178 mln zł. Nie lepiej było zainwestować te pieniądze w budownictwo tanich mieszkań komunalnych, czy naprawę dróg w Łodzi albo w regionie?

Zarówno Łódź jak i województwo muszą wspierać przedsiębiorczość. To wsparcie w jednym przypadku polega na wybudowaniu dróg dojazdowych czy uzbrojeniu terenów inwestycyjnych, a w innym na sfinansowaniu działalności takiej placówki, jak Bionanopark. Inwestor dzisiaj, oprócz dobrze zlokalizowanej działki, z dobrym dojazdem, potrzebuje także wykształconej kadry i kontaktów z uczelniami wyższymi. Często ważna dla niego jest pomoc w określonych badaniach, choćby branża farmaceutyczna, która rozwija się u nas bardzo dynamicznie. Z kilkoma producentami mamy podpisane umowy i robimy dla nich szereg badań. Gdyby nie Bionanopark i możliwości naszych laboratoriów, zlecaliby je innym centrom badawczym i kto wie, czy swojej produkcji nie przenieśliby w inne miejsca.

W latach 90. poprzedniego stulecia wicewojewoda sieradzki, później wiceprezes MPK, następnie prezes ŁSSE. Przez kolejne pięć lat wiceprezydent Łodzi i znowu powrót do biznesu na stanowisko prezesa Bionanoparku. Polityka i biznes mocno przenikają się w Pana życiu zawodowym. Co sprawia Panu więcej satysfakcji? A jak Pan myśli, dlaczego dzisiaj tutaj jestem?

Każda moja aktywność w administracji publicznej wiązała się ze sprawami gospodarczymi. Będąc wicewojewodą nadzorowałem transformację gospodarki w rynkową. Tak samo w łódzkim magistracie – pięć lat mojej aktywności na stanowisku wiceprezydenta Łodzi, to bezpośredni nadzór nad sprawami gospodarczymi i współpraca z inwestorami. To wolę i to lubię. Nigdy nie sprawiała mi satysfakcji polityka, polegająca na ciągłym kotłowaniu się z opozycją, budowaniu albo rozwalaniu koterii politycznych i partyjnych.

Łódź się zmienia, dostrzegają to nawet najwięksi malkontenci. Nie szkoda Panu, że zmienia się bez Pana?

Nie, bo ja wciąż jestem w Łodzi i korzystam z tych zmian. Poza tym w kilku z nich mam swój całkiem pokaźny udział.

Odszedł Pan już na stałe z polityki do biznesu, czy jednak „ciągnie wilka do lasu” i niebawem zobaczymy Pana znów w polityce?

Teraz jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. A co będzie kiedyś? Na pewno będę bardziej dojrzałym człowiekiem (śmiech).

Rozmawiał: Robert Sakowski