Gdy miała sześć lat, stwierdziła, że będzie stomatologiem. Potem konsekwentnie przez lata czasami świadomie, czasami mniej zmierzała w tym kierunku.

Dzisiaj prowadzi własną klinikę i choć czasami bywa trudno, cały czas ją rozwija. Za kilka lat chciałaby przekształcić ją w wielospecjalistyczną klinikę holistyczną. Rozmawiamy z Anetą Grochowiną, dr n. med. lek. stom., właścicielką Aneta Clinic Dental Art.

Dlaczego Pani została stomatologiem?

Zawsze podkreślam, że to był znak z nieba. (śmiech) Po raz pierwszy trafiłam do stomatologa, gdy miałam sześć lat, takie to były czasy, że do lekarza szło się, gdy potrzebna była wizyty interwencyjna. Mnie bardzo bolał ząb. Do dziś pamiętam tę sytuację, gdy wchodzę do gabinetu i zauroczona całą jego atmosferą dosłownie wskakuję na fotel. Pamiętam panią doktor, może bardziej jej postać i głos niż samą twarz, nie przeszkadza mi zapach unoszących się chemikaliów, dostrzegam stolik z instrumentami stomatologicznymi i mamę chlipiącą za fotelem, która wyobraża sobie, że dzieje mi się jakaś krzywda. A ja nawet nie czuję, jak pani doktor bez znieczulenia usuwa mi ząb. Z gabinetu wychodzę cała w euforii i oznajmiam mamie, że chcę zostać dentystą.

Miała Pani wówczas tylko sześć lat. Jak wytrwała w tym dziecięcym postanowieniu?

Ta cała sytuacja tak głęboko zapadła w moją podświadomość, że wszystko, co później robiłam świadomie lub nie zmierzało w jednym kierunku. Zawsze bardziej interesowała mnie biologia niż historia. Lubiłam wszelkie zajęcia manualne, jak rysowanie, szydełkowanie, robienie na drutach, wyszywanie. A jak wiadomo, sprawność manualna w przypadku lekarza stomatologa jest nieodzowna, można mieć niesamowitą wiedzę teoretyczną, ale bez zdolności manualnych nigdy nie będzie się dobrym praktykiem i operatorem. Wiedziałam, że po skończeniu szkoły podstawowej wybiorę w liceum klasę o profilu biologiczno-chemicznym. Chciałam mieć te przedmioty opanowane perfekcyjne. Do dziś pamiętam, jak ucząc się do matury i jednocześnie przygotowując do egzaminów na studia, bo wówczas zdawało się jeszcze takowe, cały pokój miałam wyklejony łacińskimi sentencjami i hasłami, które trudno było mi zapamiętać. Tak bardzo chciałam zrealizować to swoje marzenie z dzieciństwa, że szukałam różnych sposobów i udało się, dostałam się na studia za pierwszym razem. Choć wielu w to wątpiło i zadawało pytania, jak ty sobie to wyobrażasz, przecież  nie masz w rodzinie lekarzy stomatologów, a to zawód dziedziczony niejako z pokolenia na pokolenie, cały czas głęboko wierzyłam, że to jest właśnie dla mnie. I twierdzę tak do dziś, cały czas chcę być jak najlepszym lekarzem dla moich Pacjentów.

Co jest dla Pani najważniejsze w byciu lekarzem?

Żeby leczyć tak swoich Pacjentów, jak sama chciałabym być leczona. Tak ich traktować, jak sama chciałabym być traktowana. I choć dla mnie wizyta u stomatologa nigdy nie wiązała się ze stresem, a bardziej ciekawością, wiem, że dużo osób nadal panicze boi się dentystycznego fotela. I mnie ten strach wcale nie dziwi, bo pracujemy w miejscu najbardziej czułym w całym organizmie, przecież czujemy wszystko, co dzieje się w naszej jamie ustnej. Taka wizyta wymaga więc niesamowitej determinacji, odwagi i zaufania, żeby nie towarzyszył jej stres, dlatego odczuwa go zdecydowana większość. A wzmaga się on, szczególnie gdy mamy problemy, których się wstydzimy. Dlatego tak ważne dla mnie jest okazanie zrozumienia, danie wsparcia i leczenia wysokiej jakości. Jeśli Pacjent jest zadowolony, to ja odczuwam wielką satysfakcję.

Prowadzi teraz Pani własną klinikę, to wiąże się z wieloma obowiązkami, nie tylko leczeniem, ale i zarządzaniem. Nie prościej pracować u kogoś?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, wszystko zależy od tego, co chcemy w życiu osiągnąć. Przez długi czas absolutnie nie miałam takich ambicji, pracowałam na kontraktach w innych gabinetach, doskonaląc jednocześnie swój warsztat. Do tej pory mam takie momenty, pewnie jak każdy z nas w życiu, że myślę sobie, po co ci to wszystko, rzuć i pracuj na kontrakcie. Ale… No właśnie… W swojej klinice to ja wszystko organizuję i wyznaczam standardy i to ja decyduję o tym, w jaki sposób nasi Pacjenci są leczeni. Pracując na kontrakcie niby też mamy tę suwerenność, ale nie mogę na przykład zdecydować, że pacjenta chciałabym przyjmować na fotelu klasy mercedes, bo muszę się dostosować do tego, co jest. Organizując klinikę, przede wszystkim zwróciłam uwagę na to, co jest w części klinicznej, wyposażyłam w sprzęt najlepszej jakości, wybrałam materiały najlepszej jakości, po to, by oferować Pacjentom najlepsze dostępne na rynku rozwiązania i leczenie kompleksowe.

Dlaczego leczenie kompleksowe jest takie ważne?

Pacjenta trzeba postrzegać jako całość, jako zespół narządów, ale i duszy oczywiście. Tak samo jama ustna jest częścią tej skomplikowanej maszyny, jaką jest człowiek. Dzisiaj powinniśmy skupiać się na szukaniu przyczyny danej dolegliwości, a nie na jej skutku i leczeniu objawowym. Pacjenta można wyleczyć, dopiero gdy pozna się przyczynę. Wiem, że prościej zgłosić się do stomatologa, gdy odczuwamy ból zęba, bo nawet nie przejdzie nam przez myśl, że uporczywe bóle głowy, też można wyeliminować w gabinecie dentystycznym. A na przykład okazuje się, że wystarczy poddać się leczeniu ortodontycznemu, by bóle ustąpiły. Kompleksowe leczenie stomatologiczne w ciągu kilku najbliższych lat stanie się normą i wszyscy powinni być tego świadomi, szczególnie rozpoczynający swoją przygodę ze stomatologią. Mam obecnie 83-letnią pacjentkę, która przez całe życie leczona była jedynie interwencyjnie, tracąc po drodze wiele zębów, których przecież potrzebuje, żeby jeść, żeby żyć. Ją trzeba wyleczyć od początku, bo cokolwiek w jej stanie się teraz nie zrobi, to i tak się zepsuje, nie będzie widać efektu leczenia, a ona będzie czuć się rozczarowana. Gdyby była leczona kompleksowo, jej obecna sytuacja byłaby zupełnie inna.

Czy wzrosła też świadomość pacjentów, czy tu jest nadal duże pole do pracy?

Zdecydowanie wzrosła świadomość pacjentów, którzy już sami w internetowych wyszukiwarkach wpisują hasło – leczenie kompleksowe. Szukają klinik, w których będą mogli przeprowadzić cały proces leczenia. Coraz więcej pacjentów chce też cieszyć się pięknym uśmiechem, poddając się spektakularnym metamorfozom. A takie powstają tylko i wyłącznie w procesie kompleksowego leczenia.

Czy to oznacza, że dzięki takiemu podejściu możemy cieszyć się własnymi zębami do późnej starości?

Jak najbardziej jest to możliwe, jest to udowodnione naukowo.

Ciągle się Pani szkoli. Musi czy chce?

I jedno i drugie. Obliguje mnie do tego wykonywany zawód. W ustawie o zawodzie lekarza, jak i w przysiędze Hipokratesa jest zalecenie i deklaracja, że będziemy się rozwijać oraz kształcić i postępować zgodnie z aktualną wiedzą i sztuką. Oczywiście mam też wewnętrzną potrzebę, lubię się rozwijać, dociekać, czytać i się uczyć.

Która z dziedzin stomatologii sprawia Pani największą przyjemność?

Zdecydowanie mikrochirurgia i implantologia. To bardzo delikatne zabiegi dające niesamowite efekty. Implanty to obecnie najlepsza metoda na uzupełnienie braków zębowych, najbardziej przewidywalna.

Ma Pani jeszcze jakieś marzenia?

Chciałabym tak rozwinąć klinikę, by stała się ona wielospecjalistyczną kliniką holistyczną. By oprócz specjalistów z różnych dziedzin stomatologii zaoferować także naszym Pacjentom pomoc fizjoterapeutów, logopedy, neurologa, psychologa, psychiatry, dietetyka, a także lekarza medycyny estetycznej. Marzą mi się również zajęcia z jogi i medytacji, wszak człowiek to nie tylko ciało, ale i dusza. Takie mam marzenia.

Rozmawiała Beata Sakowska
Zdjęcie Justyna Tomczak

Aneta Clinic Dental Art
Łódź, al. Tadeusza Kościuszki 106/116,
tel. 537 507 080
e-mail: recepcja@anetaclinic.pl
www.anetaclinic.pl