Pływanie to ciężki sport, wymaga dyscypliny, samozaparcia. Czasem pojawia się zmęczenie, ból, złość. Ale kocham, to co robię. Pływanie ukształtowało mój charakter, nauczyło mnie wielu rzeczy, przede wszystkim tego, że nie zawsze będzie tak, jakby się chciało, że będą upadki, ale trzeba wyciągać wnioski i walczyć o te swoje marzenia – mówi Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk, utalentowana łódzka pływaczka.

LIFE IN. Łódzkie: Co u Pani słychać Pani Olu?

Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk: Aktualnie przebywam w Lublinie na zgrupowaniu kadry narodowej, która przygotowuje się na Mistrzostwa Świata w Budapeszcie, które odbędą się pod koniec lipca.

Do końca lipca tam Pani będzie?

Nie, będziemy jeszcze w Ostrowu Świętokrzyskim, później w Dębicy i stamtąd polecimy do Budapesztu. Zgodnie z harmonogramem przygotowanym przez Polski Związek Pływacki. Podczas zgrupowań dobrze jest zmieniać miejsca, unikamy w ten sposób monotonii.

A jak tam kondycja? Z jakim medalem wróci Pani z Mistrzostw Świata?

To nie jest kwestia medali, to raczej chęć pobicia życiowych rekordów, dobre miejsca w półfinałach, być może w finałach. Jeszcze trochę czasu zostało, jeszcze trochę przygotowań przede mną, ostatnie szlify i regeneracja, niech forma zbliża się małymi kroczkami.

Wyspała się Pani dzisiaj? Ponoć brak snu to zmora pływaków.

Nie jest tak źle. Wyspałam się, na zgrupowaniu pierwsze treningi zaczynają się dopiero o 9. Zupełnie inaczej wygląda to w ciągu roku, wtedy pobudka jest o piątej rano, lekkie śniadanie, z reguły banan, by chwycić nieco energii i o godz. 6 jestem już na basenie. Po treningu wracam do domu, zjadam śniadanie, zabieram się za domowe obowiązki, bo naukę już skończyłam, znajduję chwilę na sen i po południu wracam na kolejny trening.

Jakaś specjalna dieta? Czy może codziennie wieczorem słodka przekąska?

W tygodniu w ogóle nie jem słodkiego. Wspólnie z mężem i jednocześnie trenerem [Bartoszem Olejarczykiem – przyp. red.] tak postanowiliśmy, choć oboje uwielbiamy słodycze. Na początku było ciężko. Nie stosuję specjalnych diet, ale staram się jeść regularnie, co trzy godziny, pięć posiłków w ciągu dnia. Sporo warzyw i owoców. Wieczorem spożywam białko, a nie węglowodany. Unikam rzeczy smażonych czy tłustych. Jestem jednak mięsożerna i jem wszystko (śmiech). To normalna dieta, którą powinien stosować każdy, kto chce czuć się dobrze.

Pływanie to była miłość od pierwszego wejrzenia.

Będąc dzieckiem zafascynowana byłam tańcem i pływaniem. Dlatego rodzice zapisali mnie i do klasy sportowej o profilu pływackim i jednocześnie do Zespołu Pieśni i Tańca Harnam. Przez cztery lata tańczyłam i pływałam, ale w czwartej klasie szkoły podstawowej treningów było tak dużo, że trzeba było podjąć decyzję. Z bólem serca rozstawałam się z tańcem, ale jak rodzice zapytali: Ola to co wybierasz: pływanie czy taniec, bo dwóch rzeczy nie będziesz robiła dobrze, to bez wahania zdecydowałam, że zostaję przy pływaniu. To był dla mnie oczywisty wybór.

A kto nauczył Panią pływać?

Mój wujek, nauczył mnie pływania strzałką. I to były moje pierwsze kroki, potem wszystkiego nauczyłam się już w klubie sportowym. A pierwsze zabawy w wodzie, to oczywiście były z moimi rodzicami.

Rodzice pływają?

Oczywiście, że potrafią pływać, ale nigdy nie robili tego wyczynowo, tylko rekreacyjnie.

Kocham pływanie, bo…

…po prostu kocham, bo jest moją wielką pasją, która przynosi mi satysfakcję, ponieważ każdego dnia, a pływam już w sumie 22 lata, sprawia mi wielką radość. Kocham, bo jest piękne, bo ukształtowało mój charakter, nauczyło mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim tego, że nie zawsze będzie tak jakby się chciało, że będą upadki, ale trzeba wyciągać wnioski i walczyć o te swoje cele, marzenia, trzeba ciężko pracować, aby się znaleźć w tym wymarzonym miejscu. Pływanie to ciężki sport, wymaga dyscypliny, samozaparcia. Czasem pojawia się zmęczenie, ból, złość. Ale równocześnie wiele daje. To na pływalni i zgrupowaniach poznałam większość moich przyjaciół. To dzięki pływaniu mam mnóstwo wyjątkowych wspomnień, byłam w tylu miejscach, do których sama bym pewnie nie dotarła. Zdarzało się, że było naprawdę ciężko, wstawało się dzień w dzień o 5, żeby o 6 być już na pływalni i wskoczyć do zimnej wody, ale potem przychodziły chwile, które wszystko rekompensowały, nagradzały wszystkie ewentualne niedogodności i porażki. I to właśnie te chwile się pamięta.


Najgorszy moment w karierze

Miałam kilka słabszych momentów, odniosłam parę porażek. Trudno mi wyznaczyć najgorszy moment, ale na pewno jest jedna sytuacja, w którą długo nie mogłam uwierzyć… kiedy podczas kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie do Londynu, zabrakło mi tylko 0,03 s. do wymaganego minimum… niby tak mało, IO były tak blisko, a jednak oglądałam je przed telewizorem.


Przed chwilą wspomniała Pani o porażkach. Jak Pani sobie z nimi radzi?

Mnie porażki motywują raczej do jeszcze cięższej pracy. Na początku, kiedy kariera idzie do przodu, tych porażek jest stosunkowo niewiele, ale w pewnym momencie jest już coraz trudniej iść do przodu i poprawiać te swoje rekordy życiowe, tak, żeby na przykład cały czas były złote medale czy na przykład finały imprez mistrzowskich. Jak już się zajdzie wysoko, to wcale nie jest takie łatwe, wspiąć się jeszcze wyżej albo utrzymywać się na tym samym poziomie. Na szczęście nauczyłam się panować nad złością, po prostu wyznaczam sobie kolejne cele. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko trzeba dokładnie przeanalizować, a użalać się nad sobą można przez chwilę, potem trzeba iść do przodu, tak by pokazać innym i sobie, że dalej potrafię.

Od porażek przejdźmy do sukcesów. Jakie to uczucie, kiedy na Pani szyi wieszają złoto?

To są takie momenty, których nigdy się nie zapomina, które są niezwykle ważne w życiu każdego sportowca. To chwile, których tak naprawdę nie da się opisać, bo są tylko moje. Powiem tylko, że wówczas wszystko, te treningi, czasem do utraty tchu, ten cały ból, który trzeba było znieść, znika w jednym momencie i pojawia się myśl, że jednak było warto, że praca nie poszła na marne, tylko przyniosła spodziewane efekty. Wtedy wiem, że warto było obrać taką drogę i z niej nie zbaczać.

A Polacy kochają pływanie? Czy Pani zdaniem jest to popularna dyscyplina w naszym kraju? Ja mam wrażenie, że my tylko kochamy piłkę nożna i to czasami w dość specyficzny sposób?

Tak, kochamy pływanie, ale tylko w sferze rekreacyjnej. Prowadząc swoją szkółkę pływacką widzę, jak rodzice są zainteresowani tym, by ich dzieci potrafiły pływać. Ale jeśli chodzi o pływanie wyczynowe, to niestety z tym jest coraz gorzej, coraz mniej osób decyduje się na tak ciężką pracę, na tyle wyrzeczeń, które trzeba gdzieś tam po drodze ponieść.

Przypomina Pani sobie zawody przy pełnych trybunach?

Za granicą owszem, w Polsce zdarza się to rzadko, nawet na głównych Mistrzostwach Polski, gdzie walczymy na przykład o kwalifikacje do Mistrzostw Świata, czyli najważniejszej imprezy sezonu, czy kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie, a są to bardzo ważne zawody, to na trybunach nie ma takich zwykłych kibiców, którzy przyszli tylko popatrzeć. Na Mistrzostwach Europy, czy Świata jak najbardziej trybuny są pełne. U nas pływanie w ogóle nie jest doceniane przez media.

A w Łodzi ma Pani dobre warunki do trenowania?

Trenuję, w Zespole Szkół Numer 1 na Czajkowskiego 14, na zwykłej szkolnej pływalni, to nie jest moja pływalnia klubowa, bo ta jest na AZS na Lumumby. Trenuję tam, bo to miejsce pracy mojego męża, który jest moim trenerem i tak jest po prostu wygodniej. W Łodzi zawsze brakowało basenu o wymiarach olimpijskich, tzw. pięćdziesiątki, dlatego pół życia spędziłam na walizkach w podróży, w poszukiwaniu dobrego basenu.

Ale z tym już koniec, we wrześniu w Łodzi otwarty zostanie pierwszy tego typu obiekt.

I z tego bardzo się cieszę, bo będę mogła zrezygnować z dość kosztownych wielotygodniowych wyjazdów. Aczkolwiek z chęcią nadal będę wyjeżdżała na zgrupowania.

Wspomniała Pani o tym, że trenuje Panią mąż, nie komplikuje Wam to życia rodzinnego?

Jakoś to sobie poukładaliśmy, wiele lat już pływamy razem, dokładnie od 2009 roku i już dotarliśmy się jako trener i zawodniczka, a to niech mi Pani wierzy wcale nie jest taka prosta sprawa. Podczas treningów mąż się nie rozczula nade mną i ja nie wywieram presji, że może trochę lżej. To jest mój trener i ja mu ufam w stu procentach i wiem, że to, co robimy jest dobre i przynosi efekty.

A skoro już o życiu rodzinnym mowa, to jak ono wygląda na co dzień?

Bardzo tradycyjnie, bo ja sprawuję opiekę nad domem, mąż oprócz treningów ze mną, ma jeszcze swoje młodsze grupy treningowe, prowadzimy też szkółkę pływacką. Siłą rzeczy mąż więcej czasu spędza poza domem, więc ja gotuję, sprzątam, jest po prostu zwyczajnie, jak w wielu domach.

Jakieś przesądy przed startem na zawodach, talizmany?

Przyznam szczerze, że nie mam, nie jestem osobą przesądną, bo urodziłam się 13 w piątek (śmiech). Nie zabieram ze sobą żadnych maskotek, nie robię nic szczególnego żeby nie mieć pecha. Oczywiście mam pewne przyzwyczajenia przed startem, starannie przygotowuję strój i zjadam lekkie śniadanie.


Najwspanialszy moment w karierze

Przeżyłam wiele pięknych momentów w karierze, każdy zdobyty medal ma swoją historię, ale mam dwa takie najwspanialsze momenty, kiedy usłyszałam Mazurka granego tylko dla mnie i kiedy równo rok temu po wyścigu na 50 m dowolnym w Londynie odwróciłam się i zobaczyłam na tablicy wyników, że uzyskałam minimum kwalifikacyjne na Igrzyska Olimpijskie, na które tak długo czekałam.


Czy jest takie trofeum, które chciałaby Pani postawić jeszcze na półce, bo myślę, że takowa na pewno jest w domu.

Jest oczywiście, ale większość trofeów stoi u moich rodziców. U mnie kilka tych ostatnich. To są rzeczy materialne, które przypominają nam o sukcesach, mają wartość sentymentalną, ale nie muszę patrzeć na nie codziennie, to tylko dodatek, najważniejsze jest to, co się osiągnęło. Chciałabym jeszcze usłyszeć Mazurek Dąbrowskiego grany tylko dla mnie. Dziecko zapewne powiedziałoby, że chce zostać mistrzem olimpijskim, ja patrzę nieco bardziej realistycznie, mam pewne czasy, które chciałabym wypływać. Jestem już w takim momencie kariery sportowej, że raczej stawiam na założenia krótkoterminowe, ale mam jeszcze takie małe marzenie sportowe, które chciałabym jeszcze spełnić.

A powie mi Pani o nim?

To ten Mazurek Dąbrowskiego grany tylko dla mnie. A na zbliżające się Mistrzostwa Świata to są bardziej takie marzenia wynikowe i złamanie swoich barier, czyli popłynięcie poniżej 28 sekund grzbietem, poniżej 25 sekund kraulem. To są takie moje cele najbliższe.

Zawodowe plany. Czy wyznaczyła sobie Pani już taką granicę, kiedy powie dość.

Nie wyznaczyłam sobie takiej granicy i myślę, że to jest błąd. Ale wiem, że nadejdzie ten monet, kiedy będę musiała podjąć decyzję o zakończeniu kariery, ale to nie jest łatwa sprawa, bo nagle trzeba całkowicie zmienić swoje życie. Kończy się coś, co robiło się od dziecka i trzeba zacząć żyć inaczej. Wiem jedno, na pewno nie zrezygnuję z pływania w takim sensie, że zupełnie odejdę od tego sportu, jeśli nie będę pływała zawodniczo na pewno będę chciała gdzieś wokół tego się kręcić, czy uczyć pływać maluszki, czy doskonalić technikę dla pływaków, którzy trenują wyczynowo.

Gdyby Ola Urbańczyk nie pływała, to ….

…na pewno bym została w tym zespole tańca. A jeśli chodzi o inne sporty, to zawsze lubiłam grać w siatkówkę, choć pewnie mogłabym tylko być libero z moim wzrostem 172 centymetrów, może koszykówka, ale znowu mój wzrost się kłania. Myślę jednak, ze sport tkwi we mnie tak głęboko, że coś sportowego bym wymyśliła.

A czas wolny jak Pani spędza?

Różnie, raczej aktywnie na innych sportach, lubię chodzić po górach, jeździć na rowerze, ale lubię też chodzić do kina, wychodzić ze znajomymi, wyjeżdżać na wieś do rodziców, odpoczywać na łonie natury, daleko od zgiełku miasta. Tam się wyciszam i regeneruję psychicznie. Lubię też wyjść na zakupy z przyjaciółkami.

Rozmawiała Beata Sakowska


Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk, utalentowana łódzka pływaczka, swój pierwszy złoty medal Mistrzostw Polski zdobyła w wieku 15 lat. Jako 17-latka, podczas Mistrzostw Europy Seniorów w Wiedniu, zdobyła dwa medale – złoty i srebrny. W 2015 roku sklasyfikowana na pierwszym miejscu w rankingu światowym w konkurencji 50 m stylem grzbietowym. W tej konkurencji zajęła drugie miejsce podczas Mistrzostw Europy. W tym samym roku pobiła trzy rekordy Polski seniorów. W 2016 roku spełniła swoje sportowe marzenie i wystartowała na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Przez cała karierę zdobyła w sumie 8 medali Mistrzostw Europy różnego kruszcu oraz jeden brązowy medal Mistrzostw Świata w Stambule w 2012 roku, 14 medali Pucharu Świata oraz ponad 100 medali Mistrzostw Polski.