O wyścigach żużlowych, pisaniu i wydawaniu książek, nieuleczalnej chorobie i jej wpływie na życie rozmawiamy z WITOLDEM SKRZYDLEWSKIM, autorem książki „Inkwizycja – Grzechy Przeszłości”.

Jeden Witold Skrzydlewski już w Łodzi jest…

No to od teraz będzie nas już dwóch.

Nosi Pan takie samo imię jak ojciec – twórca i prezes firmy H. Skrzydlewska. Ludzie was czasami porównują?

Może Pana zaskoczę, ale nie. Grono tych, którzy wiedzą, że ja w ogóle istnieję, jest niewielkie. Ci, którzy znają nas obu, wiedzą również o tym, że jestem od mojego ojca we wszystkim różny. Ja mam mój własny sposób myślenia, opinie, zainteresowania i predyspozycje. Oczywiście jestem synem swego ojca, ale jestem też osobnym człowiekiem. A przy okazji dodam, że ojciec jest Witold Ryszard, a ja Witold Adam.

Lubi Pan żużel?

Lubię wiele sportów, a żużel akurat się do nich zalicza. Gdy byłem zdrowy, a o pandemii nikt jeszcze nie słyszał, wraz z przyjaciółmi często bywałem na trybunach Orła Łódź. Sam sport jest przyjemny do oglądania, ale znacznie lepsze wrażenie robi na żywo, niż w telewizji. Kilka razy byłem również tłumaczem dla zawodników. Zdarzało mi się wozić ich w różne miejsca w Łodzi i w Polsce.

Mówi to Pan w czasie przeszłym…

Bo w moim przypadku to przeszłość. Kilka lat temu poważnie zachorowałem i o sto osiemdziesiąt stopni musiałem zmienić swój styl życia. Do tego doszła pandemia koronawirusa, która sprawiła, że całkowicie odizolowałem się od ludzi. Dziś zawody żużlowe oglądam jedynie w telewizji, a moim priorytetem stało się pisanie. Właśnie ukazała się moja pierwsza książka „Inkwizycja – Grzechy Przeszłości”.

Zdradzi Pan, o czym opowiada, czego dotyczy?

Jest to powieść z gatunku dark fantasy z elementami etherpunku, czyli mroczna fantastyka, gdzie technologia idzie w parze z magią i mistyką. Książka opowiada historię świata zniszczonego w gigantycznej katastrofie, która była karą boską za grzechy ludzkości. W krótkim czasie śmierć poniosły miliardy. Nagły kataklizm, który spadł na planetę, spowodował, że pomiędzy wymiarami pękły granice. Od tamtej pory świat śmiertelnych nawiedzany jest przez demony, potwory, ale też na Ziemi można spotkać anioły. Po tym bolesnym ciosie gatunek człowieczy podniósł się i odbudował, lecz z konieczności wybrał inną drogą dla swojego dalszego życia. Mentalnie i organizacyjnie ludzie cofnęli się do feudalnych czasów i egzystują głównie w wielkich miastach, otoczonych wysokimi murami. Ziemia jest zbyt zniszczona, by mogła wyżywić i utrzymać przy życiu całą populację, a ludzi otacza bezmiar tragedii. Utworzono Inkwizycję, której zadaniem jest walka z nieczystymi bytami. W tej wojnie giną niekiedy całe społeczności, ale taka jest cena, którą musi płacić ludzkość. Głównym bohaterem powieści jest Witeldon Walszarti, jeden z Inkwizytorów. Jego życie, otoczenie i myśli stanowią fabułę powieści. W drodze, którą kroczy główny bohater, towarzyszą mu przyjaciele i wrogowie. A jak wskazuje podtytuł książki, w przeszłości każdego z nich znaleźć można różne grzechy. Nawiązań do przeszłości świata, wydarzeń i postaci jest w mojej powieści pełno.

Do kogo chce Pan trafić z książką?

Na kartach powieści pokazany jest świat, który trudno sobie wyobrazić żyjąc w instagramowej czy fejsbukowej rzeczywistości. Bohaterów otaczają ciemne moce, źli ludzie i byty. Dostrzec można ciężar podejmowanych przez nich decyzji oraz odpowiedzialność za swoje czyny bądź jej brak. Brutalność, mocna erotyka, złożone przemyślenia sprawiają, że książka jest dla wszystkich tych, którzy lubią taką literaturę. Dla młodych i dojrzałych fanów fantastyki.

Realizacja marzeń, próba zaistnienia na polskim rynku literackim, czy może sposób na dalsze życie zawodowe – czym ta książka jest dla Pana?

To taki rodzaj pamiątki, którą chcę po sobie zostawić. Już jako dziecko miałem zacięcie literackie, lecz z powodu natłoku obowiązków szkolnych zawsze porzucałem te projekty. Potem gdy mój organizm zaczął szwankować, a tempo zdobywania wiedzy znacznie wzrosło, musiałem na długi czas porzucić pasję literacką. Wróciłem do pisania dwa lata temu podczas wakacji, które pracowicie spędzałem na budowie oddziału naszej firmy w Łowiczu. A gdy choroba dała o sobie mocniej znać, a ja zrozumiałem, że nigdy już nie wyzdrowieję, całkowicie poświęciłem się książce.

Przed Panem wiele życiowych wyborów. Chociażby taki, że czeka na Pana firma H. Skrzydlewska. Uczy się Pan tego, jak nią zarządzać, czy jeszcze na to za wcześnie?

Przed chorobą dość mocno angażowałem się w życie firmy. Poznawałem ją od podszewki, wykonując różne prace – zaczynając od tych najprostszych, typowo fizycznych, a kończąc na menadżerskich zadaniach, jak analizy działalności różnych części firmy. Jednak choroba wymogła na mnie życie z dnia na dzień. Swoje dołożyła pandemia koronawirusa i teraz staram się nie myśleć o tym, co mnie czeka w najbliższej przyszłości. Aczkolwiek dobrze wiem, że oczekiwania wobec mnie w kontekście firmy są duże.

A oprócz pisania czym się Pan interesuje?

Historią, polityką i gospodarką. To z rzeczy twardych. Uważam, że to ważne dla poczucia przynależności do narodu i państwa. Dużo czasu spędzam też w różnych światach fantasy czy science fiction, czytając rozmaite książki. Gram w gry komputerowe, słucham muzyki nie z głównego nurtu, maluję modele do gier bitewnych, choć z racji pracy nad książką musiałem to mocno ograniczyć, oglądam filmy i seriale w Internecie. Kiedyś byłem bardzo aktywny fizycznie i wysiłkowo, lecz to również zabrała mi choroba.

Powieść trafia właśnie do dystrybucji. Gdzie będzie można ją kupić, dowiedzieć się o niej więcej?

Książka pojawi się na półkach w dwóch trzecich księgarni zlokalizowanych w Łodzi i na terenie województwa łódzkiego. Trafi również do niektórych największych sieci księgarni Świat Książki i Empik. Staramy się też, aby dotarła do czytelników w innych częściach Polski. Trochę później będzie można ją także kupić przez Internet w formie e-publikacji.

Łatwo jest napisać i wydać książkę?

Gdzieś przeczytałem, że napisanie książki to raptem dwadzieścia procent pracy. Wyzwaniem jest pozostałe osiemdziesiąt procent, czyli skład książki, jej korekta, wydrukowanie, promocja i wreszcie sprzedaż. Ze swoją książką jestem już prawie na końcu całego procesu wydawniczego. Została tylko i aż promocja i sprzedaż. Dodam, że powieść miała się ukazać na wiosnę tego roku, ale przez pandemię musieliśmy zweryfikować nasze plany wydawnicze.

Korzysta Pan z pomocy jakiegoś wydawnictwa?

Zdecydowałem się wydać książkę samodzielnie, w modelu self-publishing. To coraz popularniejszy sposób na to, aby trafiła ona na rynek szybko, skutecznie i bez uzależniania się od wydawnictwa. Zainwestowałem w to całe moje oszczędności, więc z niecierpliwością będę czekał, jak na nią zareagują czytelnicy.

Wystartowała również strona internetowa, przez którą można zamówić książkę.

Stronę www.inkwizycja.com.pl traktuję nie tylko jako miejsce, gdzie można złożyć zamówienie. Jest to swoiste uniwersum, którego tylko częścią jest książka. Będzie tam można znaleźć informacje, których nie ma na kartach powieści. Ta kwestia jest przeze mnie ciągle opracowywana, choć już teraz można na stronie przeczytać biografie kilku głównych bohaterów. W przyszłości pojawią się również opisy lokacji z książki, wszechświatów, z których wywodzą się różnorakie istoty oraz historie organizacji, o jakich czytelnik dowie się z „Grzechów Przeszłości”.

A z czytelnikami będzie się Pan chciał spotykać, opowiadać o książce, odpowiadać na pytania?

To bardzo ważne, aby czytelnicy, fani czy chociażby ludzie ciekawi mieli możliwość interakcji z autorem. Mogą wtedy słuchać jego opinii o książce, bohaterach powieści, zadawać pytania. Mogą dowiedzieć się ciekawych rzeczy o kulisach jej powstawania i opinii autora na temat różnych zjawisk. Niestety choroba ogranicza moją mobilność i możliwość takich spotkań. Na dodatek wciąż mamy epidemię COVID-19. Wielu ludzi to lekceważy, rozpowszechnia bzdury i teorie spiskowe na temat choroby, utrudnia pracę medyków, lekarzy, a nawet doprowadza do ataków na punkty szczepionkowe. Dla mnie zakażenie wirusem SARS CoV-2 może być śmiertelne. Dlatego za wyjątkiem wizyt lekarskich i pobytów w szpitalu, unikam otwartych spotkań.

Pańscy rówieśnicy studiują, imprezują, spędzają czas na podróżach. Pan siedzi w domu i pisze. Nie zazdrości im Pan?

Ani trochę. Jestem osobą wierzącą, co samo z siebie jest trudne z racji tego, jak wyśmiewana jest dzisiaj wiara. Uważam, że w życiu nie powinno się komuś zazdrościć czy pożądać tego, co do nas nie należy. Nie jest mi przykro, że inni chodzą na imprezy, a ja nie. Nie należę zresztą do osób imprezowych. Nie tęsknię za podróżami. Wolę być na swoim i mieć pod ręką wszystko, czego potrzebuję. Większość czasu spędzam w domu, ale nie jest mi z tym źle. Nie obrażam się również na opatrzność, że tak mnie pobłogosławiła. Uważam, że życie każdego z nas jest drogą. Gdy jest ona pusta, człowiek podróżuje wygodnie, ale nic nie pamięta z podróży. Za to kiedy tkwimy w korkach, wyprzedzają nas piraci drogowi, mijamy wypadki, wtedy dopiero wiemy, że podróżowaliśmy. Dlatego nie obrażam się na los i ludzi, że moje życie nie jest łatwe, proste i nudne. Wręcz przeciwnie, dzięki temu mam materiał, z którego mogę budować mój własny dom i plany.

 

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcia Magdalena Kaczmarek

Tekst z okładki:

Ziemia, zniszczona ogniem boskiego gniewu, przestała istnieć. Świat, tak dobrze nam znany, pogrzebany został w prochach grzeszników. Od zapisanego w annałach historii Dnia Kary, minęło już ponad tysiąc ludzkich pokoleń. Gatunek człowieczy, niczym zboże na odżywionej popiołem glebie, wyrósł ponownie. Bujnie i licznie. Ludzkość powstała na nowo, lecz rzeczywistość nie zamierzała już uginać dla niej karku. Niebo z Piekłem i innymi wymiarami, na stałe wniknęły w szeregi śmiertelnych. Anioł z demonem stali się widoczni dla szarych mas. By chronić człowiecze ciała i dusze, powołano Święte Oficjum, przez wielu zwane Inkwizycją. Przedstawicielami tej, owianej złą sławą, organizacji są Inkwizytorzy. Jeden nich, Witeldon Walszarti, obdarowany świętym mandatem i misją, ofiarowaną przez samego Stwórcę, strzeże Spero, miasto miliarda dusz. Będąc niezłomnym, mściwym, bezlitosnym egzekutorem ładu i porządku, nie waha się w osądach. Gdy czarne chmury zbierają się nad metropolią, a starożytne zło, które zdawać by się mogło zgładził za młodu, budzi się do życia, mężczyzna ze swoimi ludźmi rozpoczyna długą podróż po prawdę. W poszukiwaniach nie cofa się nawet wtedy, gdy przeciwnikami są inni przedstawiciele Oficjum. Czy uda mu się pokrzyżować plany szatańskich pomiotów, uniemożliwić schizmę we własnych
szeregach i odkryć to, czego sam pragnie? Jak wiele będzie musiał znieść? Ile poświęcić? Co zrozumieć? Wiele pytań, a odpowiedzi mało. Pewne jest tylko jedno. Opisywane czasy, to wieki pokuty i era przetrwania. Żeby przeżyć, trzeba żyć ostro, szybko, pewnie, namiętnie, bez wahania i… bez przebaczenia.

Dla czytelników magazynu LIFE IN

Mamy kilka egzemplarzy powieści „Inkwizycja – Grzechy Przeszłości”. Aby stać się jej właścicielem, należy zaglądać od czasu do czasu na nasz profil na Facebooku. Szczegóły już niebawem.