Łodzianka, która kocha swoje miasto i lubi Francję. Szczęśliwa i dumna ze swoich osiągnięć. Żona, matka i menedżer jednej z największych łódzkich firm. Anna Kędziora-Szwagrzak, prezes Veolia Energia Łódź w rozmowie z LIFE IN. Łódzkie.

LIFE IN. Łódzkie: Lubi Pani Francję?

Anna Kędziora-Szwagrzak: Nawet bardzo. Francja koja­rzy mi się z moimi pierwszymi samodzielnymi i dorosły­mi wakacjami. Byłam wtedy nad Lazurowym Wybrzeżem z chłopakiem, który dziś jest moim mężem.

A często bywa Pani we Francji?

Dość często. Biznesowo jeżdżę do Paryża, a prywatnie wy­bieram Prowansję, która ma wiele niezapomnianego uro­ku, i oczywiście Lazurowe Wybrzeże.

Jest coś, co nas różni albo łączy z Francuzami?

Jakiś czas temu brałam udział w dedykowanych Veolii spo­tkaniach warsztatowych, które miały nam pokazać, jakie różnice są między Polakami a Francuzami i z czego one wynikają. Konkluzją tych warsztatów było to, że Francuzi pracujący w Veolii łamią wszelkie stereotypy na swój temat – wszyscy mówią po angielsku, uczą się języka polskiego, lu­bią pierogi i śledzie, są bardzo otwarci na różnice kulturowe występujące między nami. Mają też dystans do siebie. Z kolei mnie z Francuzami łączy praca w Veolii i oceniając Polaków i Francuzów z punktu widzenia relacji biznesowych, mogę powiedzieć, że trochę się różnimy. Polacy w biznesie są bar­dziej spontaniczni i otwarci do podejmowania ryzyka, Fran­cuzi przed działaniem szczegółowo analizują sytuację i oce­niają ryzyko. To jest fajne, bo różnice dają dużo obu stronom. Dzięki nim możemy się doskonale uzupełniać. Poza tym róż­nice pozwalają nam budować synergię w działaniach, co daje znacznie więcej możliwości przy prowadzeniu biznesu.

Łodzianka, studia na Uniwersytecie Łódzkim, kariera w łódzkiej firmie. Po studiach nie wyjechała Pani w poszukiwaniu szczęścia. Co Panią zatrzymało w Łodzi?

Zostałam, bo kocham Łódź. Tutaj się urodziłam i wychowa­łam, tu się uczyłam i kończyłam studia, tutaj zaczęłam pierw­szą pracę. Swojego szczęścia wolałam szukać tutaj i nigdy tego nie żałowałam. Dziś, kiedy widzę, jak miasto się zmienia, roz­wija, pięknieje jestem dumna, że stąd jestem i tu mieszkam.

Zaczynała Pani jako pracownik w pionie finansowo-księgowym, przeszła wszystkie szczeble zawodowe w firmie i awansowała na stanowisko najpierw dyrektora finansowego, później wiceprezesa i prezesa. Czym zdobywa się uznanie przełożonych?

Nie ma uniwersalnego sposobu na zdobycie uznania prze­łożonych. Ja zawsze dążę do celu, realizuję stawione przede mną zadania i przez cały czas chętnie się uczę. W mojej pracy potrzebuję wyzwań i zawsze pozytywnie reaguję na zmiany. Dzięki nim firma i pracownicy się rozwijają. Poza tym praca daje mi wiele satysfakcji.

Uważa się Pani za człowieka sukcesu?

Nigdy nie myślałam o swoim życiu w takich kategoriach. Jestem człowiekiem szczęśliwym i dumnym ze swoich osią­gnięć. Mam fantastyczną rodzinę, pracę, która daje mi wiele satysfakcji i sprawia, że każdego dnia mogę robić to, co lu­bię. Mam dynamiczne życie, które codziennie stawia przede mną nowe wyzwania. Lubię to, bo nie stoję w miejscu i mam wpływ na otaczającą rzeczywistość. Jeżeli to czyni mnie czło­wiekiem sukcesu, to w takim razie nim jestem.

Odniosła Pani zawodowy sukces, jednak statystyki są bezlitosne – w Łodzi na średnich i wysokich stanowiskach menedżerskich jest tylko niecałe 25 procent kobiet. Co sprawia, że kobietom trudniej jest osiągnąć najwyższe stanowiska?

Mnie nigdy nie było trudniej. Znam te statystyki, ale mogę powiedzieć, że one nie dotyczą naszej firmy. Proszę zwrócić uwagę, że Veolia w Łodzi to przemysł energetyczny, branża uznawana za męską, ale na wysokich stanowiskach mene­dżerskich 35 procent to kobiety. U nas w pierwszej kolejności stawiamy na kompetencje, nie na płeć. Ze swojego doświad­czenia mogę powiedzieć, że nigdy nie spotkałam się z innym, gorszym traktowaniem tylko dlatego, że jestem kobietą. Odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych wciąż rośnie i tego trendu nie da się już odwrócić. Tym bardziej że młod­sze pokolenie menedżerów zupełnie nie zwraca uwagi na to, czy szefem jest kobieta czy mężczyzna. Ważne są kompeten­cje i umiejętności. Mam też przekonanie, że kobiety dziś są zdecydowanie bardziej odważne i nie boją się sięgać po to, co dla ich matek, a tym bardziej babć było nieosiągalne – mamy swoje ambicje i nie boimy się ich realizować.

Porozmawiajmy o naszym mieście. Kiedyś „ziemia obiecana”, kojarząca się z przemysłem włókienniczym, a czym dziś – Pani zdaniem – wyróżnia się Łódź?

Położeniem w samym środku Polski, co sprawia, że każdy ma do nas blisko. Coraz więcej nowoczesnych przestrzeni, które przyciągają biznes. Dobrze prowadzona rewitalizacja miasta, która daje takie efekty, jak choćby historyczna elek­trociepłownia EC1. Nowe miejsca, doskonale wpisujące się w krajobraz miasta, jak Manufaktura. I wreszcie dostęp do fachowców, co jest szczególnie ważne dla potencjalnych in­westorów. Łódź to miasto akademickie, z prawie 30 uczelnia­mi państwowymi oraz prywatnymi i ponad 60 tysiącami stu­dentów. Inwestorzy dostrzegają ten potencjał. Wreszcie sami łodzianie to wyjątkowi ludzie, którzy jak nikt inny potrafią troszczyć się o swoje miasto i zabiegać o jego wyjątkowość. Poza tym Łódź wciąż jest „ziemią obiecaną” dla tych, którzy zechcą się o tym przekonać.

Uda się nam doścignąć inne miasta, które miały mniej problemów i więcej szczęścia?

Oczywiście, ale szczęściu trzeba zawsze pomagać. Łódź jako „ziemię obiecaną” kiedyś ukształtowała praca ludzi, którzy chcieli tutaj żyć. Szczerze wierzę w etos pracy, dzię­ki której można rozwijać siebie, lokalną społeczność, firmy i miasto. Potrzebujemy tylko trochę czasu i determinacji w przeprowadzaniu zmian, które już zaczęliśmy. Powstają nowe centra badawcze, tu duże firmy lokują swoje centrale, pojawia się coraz więcej inwestycji. No i my tu jesteśmy, ło­dzianie, którzy nigdy nie załamaliśmy rąk, choć często zde­rzaliśmy się z przeciwnościami losu. Dziś wiara, że wszyst­ko jest możliwe, jest powszechna. Jesteśmy dumni z Łodzi, a na tym można już budować.

Kilka miesięcy temu Veolia została sponsorem ścieżki edukacyjnej „Przetwarzanie energii” w Centrum Nauki i Techniki EC1. To jednorazowe wsparcie łódzkich instytucji edukacyjnych, czy szerszy projekt?

Veolia zawsze poświęca dużo uwagi przedsięwzięciom edukacyjnym. Ścieżka edukacyjna „Przetwarzanie ener­gii” w EC1 to jeden z takich przykładów, który dla nas ma dodatkowe znaczenie. Przecież EC1 to nasza pierwsza elek­trociepłownia, w której zaczynało swoją karierę zawodową wielu naszych pracowników, symbol łódzkiej energetyki, któremu udało się przywrócić świetność. Ten projekt jest dla nas ważny, ale nie jest jedyny. Współpracujemy z łódzkimi uczelniami w zakresie mentoringu, wsparcia projektów na­ukowych i realizacji konkretnych programów skierowanych do studentów oraz przy organizacji konferencji i seminariów. W Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 9 w Łodzi mamy swoją klasę patronacką. Tam kształceni są technicy elektrycy i energetycy, którzy później trafiają do nas. Nie zapominamy również o najmłodszych, do których wychodzimy z edukacją na temat energii, jej efektywnego wytwarzania i wykorzy­stania. Bywa, że nawet przedszkolaki odwiedzają elektrocie­płownię. Od ponad dekady, co roku w trzecią sobotę września otwieramy bramy największej naszej elektrociepłowni EC4 na łódzkim Widzewie i podczas Dnia Otwartych Drzwi pre­zentujemy łodzianom cały proces technologiczny produkcji ciepła systemowego i energii elektrycznej oraz nasze insta­lacje środowiskowe. Dla wielu osób to pierwsze spotkanie z technologią produkcji energii na tak wielką skalę. A dla na­szych pracowników niecodzienna możliwość podzielenia się wiedzą i dumą z bycia energetykiem.

Może być Pani wzorem dla młodych łodzian, którzy kończą szkoły, studia i zastanawiają się co dalej – zostać w Łodzi czy wyjechać w poszukiwaniu szczęścia. Co by im Pani doradziła?

Każdy z nas jest kowalem swojego losu i każdy sam decy­duje o tym, co chce robić. Nie można czekać na to, że ktoś nam zbuduje karierę. Łódź to doskonałe miejsce na jej roz­poczęcie – tu można zdobyć dobre wykształcenie i znaleźć satysfakcjonującą pracę. Łódź dziś, to miasto z ogromnym potencjałem, szczególnie dla młodych. I jestem przekona­na, że oni to zauważają.