Z drutu wyplata lampy, misy, żyrandole, a czasem mniej poskromione kształty. Choć stalowa nitka, to niepokorny materiał, od kilku lat Agnieszka Kwiatkowska stara się go ujarzmiać, i trzeba przyznać, że wychodzi jej to doskonale.

Agnieszka skąd wziął się pomysł na wytwarzanie oryginalnych, unikatowych rzeczy ze… stalowego drutu? To przecież bardzo ciężkie i w dodatku niewdzięczne tworzywo.

Odkąd pamiętam towarzyszył mi „zespołu niespokojnych rąk” :), a przejawiało się to w uprawianiu różnych technik rękodzielniczych. Jedną z najbardziej mnie fascynujących było robienie na drutach. Zaczęłam dość wcześnie, bo już jako czterolatka. Kilka lat temu poczułam, że dalsze eksperymentowanie z kolorami i wzorami w tej technice już mnie tak nie ekscytuje, ale wciąż kocham ten splot wielu oczek i byłoby fantastycznie znaleźć sposób na „postawienie dzianiny”, tak by powstała np. miska na owoce. Początkowo moczyłam wełniane robótki w różnej maści klejach i utwardzaczach, ale kiedy wyschły na formie i były już nawet miskami, mizernie było z ich estetyką. Postanowiłam więc zmienić wełnę na
drucianą „nitkę”. W tym miejscu okazało się, że cieniutki drucik przerabiany „na drutach” bardzo kaleczy dłonie, a w dodatku poświęcenie nie jest warte efektów. Grubszy drut miał szansę się sprawdzić ale już absolutnie nie w tradycyjnej technice. Zaczęłam więc można powiedzieć od nowa. Kupiłam 100 m grubszego stalowego drutu i dopóki palce dawały radę
gimnastykować się, próbowałam wieczorami wyginać go i splatać na setki różnych sposobów. Nie pamiętam ile prób skończyłam niepowodzeniem, ale było ich mnóstwo. Któregoś wieczoru, po kilku miesiącach starań i leczenia odcisków, usiadłam w fotelu i zaczęłam zwijać i zaplatać drut w sposób, który obiecywał, że efekt mojej pracy ma szansę stać się przestrzenną bryłą. Przy pracy zastał mnie świt, a później wstający na śniadanie domownicy. Ręce drżały mi ze zmęczenia, ale nakręcona odkryciem nie mogłam oderwać wzroku od stojącej dzianiny, w kształcie małej i mocno krzywej miski na owoce!!!

Opisz nam proszę jak powstają Twoje dzieła. Jakich narzędzi używasz. Ile czasu zajmuje stworzenie choćby jednej torebki?

Jak już wspomniałam, przy tej grubości stalowej „nitki” rzeczywiście nie ma mowy o stosowaniu tradycyjnych drutów. Narzędzia, które wykorzystuję są dość prymitywne. To niewielkie szczypce, obcęgi i krzywka. Metoda splotu jest zawsze ta sama -ręcznie przeplatam każde oczko i tak je kształtuję, by zajęło odpowiednie miejsce w powierzchni bryły jaką tworzę. Bardzo trudno określić ile potrzeba mi czasu, by wykonać torebkę. Każda z nich jest inna. Niewielką kopertówkę wyplatam ok. 8-10 godzin. Ale torebka to nie tylko część z drutu. Do środka szyję materiałowy wkład, mocuję zamek, a z atłasowego sznurka plotę pasek. Wszystko dopięte na tzw. ostatni guzik. Jeśli chodzi o jakość nie daję sobie taryfy ulgowej:).

Czy wytwarzane przez Ciebie przedmioty są trwałe, czy z czasem nie pokrywa ich rdza?

Czy są trwałe? Moją pierwszą miskę na owoce używam już 7 lat. Do swych prac używam różnego rodzaju drutu. Ocynkowany jest dla miłośników powierzchni błyszczących i oczywiście z czasem matowieje za przyczyną naturalnego procesu utleniania cynku. Używam też surowego drutu stalowego, jak mawiają panowie budowlańcy – “zbrojeniówki”. A ten oczywiście, że rdzewieje i kocham to w nim bardzo.

Naturalnie torebki i biżuterię wykonuję z dobrej jakości ocynkowanego drutu, ale pokryta rdzą lampa z kamieniami rozkochała w sobie niejednego:).

Kto kupuje Twoje produkty? Czy kobiety chętnie korzystają z oryginalnych ozdób?

Moi Klienci, to ludzie, którzy lubią w domu raczej styl industrialny, surowy. Drewno, szkło, cegła i metal. Ale widziałam też kilka swoich wyrobów w towarzystwie chińskiej porcelany i rzeźbionych kredensów i muszę przyznać zaskoczona, że nie straszyły. Jeśli chodzi o torebki, to kupują je Panie odważne, eksperymentujące z modą eleganckie kobiety.

Do niedawna mieszkałaś w Łodzi, zdecydowałaś się jednak wyjechać do Anglii. Dlaczego? Czy tam masz lepsze perspektywy, na robienie tego, co pokochałaś?

Wyjechałam spełniać marzenia, właśnie w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Pracuję nad tym i mam nadzieję niebawem pochwalę się pierwszymi efektami mojej pracy. Choć nie jestem przesadnie przesądna, to jednak, by nie zapeszyć, nic więcej nie powiem:).

Wiem, że nie tylko drut cię fascynuje, potrafisz też z innych tworzyw zrobić prawdziwe dzieła sztuki?

Jeśli tak nazywasz moje patchworki, wyroby z filcu, wianki, meble tapicerowane swetrami lub dżinsem, lampy z butelek, przedmioty zdobione techniką decoupage i wiele innych, których już nie wymienię, to bardzo mi miło. Dziękuję. To wszystko efekty wspomnianego na wstępie “zespołu niespokojnych rąk”. Kocham uczyć się nowych technik i eksperymentować z nimi. To fantastyczne, że spotyka się to z tak miłą reakcją otoczenia. Myślę, że śmiało mogę podpisać się pod słowami Einsteina, który powiedział kiedyś: “nie posiadam żadnych specjalnych talentów, jestem tylko namiętnie ciekawy”. Tak też jest i ze mną:).

Rozmawiała Beata Sakowska, Fot. Agnieszka Furtak