Pod koniec sierpnia Fundacja Kamila Maćkowiaka na Scenie Monopolis przedpremierowo zaprezentowała monodram „Klaus – obsesja miłości”, którego premierę zaplanowano na 3 i 4 października. O wrażeniach z pierwszego spotkania z widzami i zmierzeniu się z postacią Klausa Kińskiego opowiada nam Kamil Maćkowiak.

Pokazy przedpremierowe

Zorganizowaliśmy po raz pierwszy w historii Fundacji. Musiałem sprawdzić, jak widzowie zareagują na ten bardzo kontrowersyjny materiał. Nad scenariuszem, którego punktem wyjścia była autobiografia Klausa Kińskiego, spędziłem dwa lata. Oczywiście nie pracowałem nad nim bez przerwy, w tym czasie realizowałem inne aktorskie wyzwania. Gdzieś podskórnie czułem, że muszę dojrzeć do tego materiału. Zależało mi też na zrobieniu teatralnej opowieści, z książki, która jest tak naprawdę zapisem życia, a tak w zasadzie szczegółów spotkań z kochankami, wszak jest to spowiedź seksoholika. A ja chciałem zrobić opowieść o człowieku.

Rewelacyjne przyjęcie

Cieszę się, że zdecydowałem się na pokazy przedpremierowe, moc pozytywnych opinii, szczególnie tych, w których widzowie piszą o sile rażenia porównywalnej z Niżyńskim, jest czymś, co mnie zaskoczyło totalnie. Obawiałem się, że Klaus będzie spektaklem niszowym, nie wiedziałem, że ma tak uniwersalną siłę, że wywołuje tyle emocji, myślałem, że będzie jedynie szokować, a tymczasem  narracja wciąga widza, momentami nawet hipnotyzuje. Myślę, że jest potencjał do tego, by ten spektakl wprowadzić do repertuaru na długo.

Aktorskie wyzwanie

Monodramu nie realizowałem od 2014 roku. Dojrzałem do tego, żeby przedstawić na scenie zupełnie nową postać, taką nową odsłonę teatralną Maćkowiaka. Poza tym monodram jest zawsze takim papierkiem lakmusowym mojej aktorskiej formy. A teraz czuję, że jestem w doskonałej formie psychicznej i dość dobrej fizycznej, więc miałem idealne predyspozycje, by zmierzyć się z tak silną osobowością i mroczną postacią.

Duma i spełnienie

Mogę śmiało powiedzieć, że jestem dumy z tego spektaklu i nie chciałabym tu umniejszać moim dotychczasowym przedstawieniom, ale uważam, że to najważniejsza moja praca w ostatnich latach i wielka wspaniała podróż aktorska. Monodram daje bardzo specyficzny rodzaj satysfakcji zawodowej, bo za wszystko odpowiadam sam. Wybrałem też specyficzną konwencję spektaklu – trochę jakby ostatniego występu Kińskiego przed widownią. Wziąłem na warsztat mimo wszystko potwora, którego staram się uczłowieczyć, zrozumieć, dlaczego się nim stał. W spektaklu tym rozliczam się też z moim zawodem, to jest bardzo osobiste, aktor gra aktora, który nienawidzi tego zawodu, bo Kiński nienawidził aktorstwa, traktował jej jedynie jako maszynkę do zarabiania pieniędzy. To, co myślał na temat sztuki, roli aktora, ale też całej branży to jest bardzo ważny wątek w tym spektaklu, niezależnie od tego czy ja się z tym identyfikuję.

Zapraszam serdecznie do Sceny Monopolis i spotkanie z Klausem.

LIFE IN Łódzkie jak zwykle patronuje Fundacji Kamila Maćkowiaka
Zdjęcia Joanna Jaros