O filmowej Łodzi, początkach kina, przeglądach i festiwalach rozmawiamy ze Sławomirem Fijałkowskim, właścicielem kina Charlie, prezesem Stowarzyszenia „Łódź Filmowa”, animatorem kultury.

LIFE IN. Łódzkie: Jak Łódź postrzegana jest przez ludzi filmu w kraju i na świecie. Czy – tak jak w nazwie stowarzyszenia, którego jesteś prezesem – nadal jest to „Łódź Filmowa”?

Sławomir Fijałkowski: Chcemy w to wierzyć i w to wierzymy. Inaczej byśmy nie kultywowali tej tradycji – miasta, które jest postrzegane jako miasto filmu, miasto kina. Tradycja Łodzi Filmowej sięga ponad stu lat. Tutaj także tworzył się przemysł kinematograficzny po wojnie. Tu produkowano filmy, tutaj przyjeżdżali aktorzy z Warszawy i z całej Polski, realizując swoje plany i marzenia. Łódź Filmowa to także przemysł kinematograficzny – produkcja taśmy filmowej 35 mm, produkcja projektorów. W okresie PRL-u Łódź była stolicą polskiego kina. Pełną parą pracowała Wytwórnia Filmów Fabularnych przy Łąkowej – gdzie powstał m.in. pierwszy polski film „Zakazane piosenki”.

Gdzie obecnie szukać kontynuatorów tej tradycji…?

Tę tradycję w dalszym ciągu podtrzymuje znakomita łódzka Szkoła Filmowa, która jest jednym z najważniejszych miejsc, które tworzyło i tworzy mit Łodzi Filmowej. Wszak z tej szkoły wywodzą się tacy twórcy, jak: Skolimowski, Polański, Wajda. I o tym na świecie się pamięta. Drugie takie miejsce, powstałe – w zestawieniu ze Szkołą… – to Opus Film, który ostatnio, jako producent, sięgnął po Oscara dla filmu „Ida”. Nadal aktywna jest Wytwórnia Filmów Oświatowych.

Twoja miłość do filmu również w Łodzi miała swój początek?

Nie do końca, ale bardzo szybko Łódź stała się moim miejscem, w którym od początku realizowałem swoje pomysły związane z filmem, z kinem. Wcześniej, pod koniec lat 80., był to Dyskusyjny Klub Filmowy założony na… plebanii w Aleksandrowie Łódzkim. Później realizowałem swoją pasję w DKF-ie  „Prexer”, będącym jednym z najprężniejszych klubów dyskusyjnych w Polsce. Włączyłem się w nurt komercjalizacji rynku filmowego, tworzenia wolnego rynku. I Łódź okazała się pod tym względem miejscem moich marzeń. Miejscem, w którym chcę i mogę realizować różne pomysły i projekty.

Jeden z tych – trwających i wciąż rozkwitających – projektów to kino „Charlie”…

Dojrzewanie do otwarcia kina „Charlie” to był dosyć długi proces. Głównym bodźcem były obchody 100-lecia kina w Teatrze Wielkim – gdzie miała miejsce premiera filmu „Czerwony” Krzysztofa Kieślowskiego z udziałem reżysera i wielu innych znamienitych gości: Jeana-Luisa Trintignanta, Zbigniewa Praisnera, Krzysztofa Kieślowskiego, Krzysztofa Piesiewicza… Wtedy prof. Zygmunt Machwitz, wykładowca łódzkiej Szkoły i ówczesny sekretarz generalny Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych podpowiedział mi, że jest takie miejsce przy Piotrkowskiej 203/205, które można by adaptować na potrzeby kina w połączeniu z DKF-em. W ten sposób Charlie stał się pierwowzorem arthouse’ów, które są teraz w całej Europie.

Kino otwarło swe podwoje w 1994 roku w miejscu dawnego partyjnego Łódzkiego Ośrodka Kształcenia Ideologicznego. Duchy przeszłości nie zakłócały jego działania…?

Na początku były takie obawy i wiele osób nam wróżyło rychły upadek związany z tą smutną przeszłością. Pamiętano bowiem, że tu odbywały się zamknięte pokazy społeczno-polityczne, pokazy cenzorskie. Dlatego wiele osób to miejsce bardzo źle kojarzyło; bynajmniej nie z krzewieniem kultury, a wręcz z jej duszeniem. Ale przekonaliśmy bardzo szybko widzów i niedowiarków, że przy odpowiednim programie i pomyśle na kino nikt o tym nie będzie pamiętał. I tak faktycznie było. Kino Charlie bardzo szybko zyskało szeroką, ambitną widownię. Zwłaszcza, że wystartowało wraz z inauguracją Forum Kina Europejskiego – dużej, sztandarowej imprezy, którą organizowałem jeszcze kierując kinem „Przedwiośnie”. Ponadto – we współpracy z różnymi ośrodkami kultury, z ambasadami – zaproponowaliśmy filmy, których nie można było zobaczyć gdzie indziej.

Poza wspomnianym Forum Kina Europejskiego od początku Charlie słynie z ambitnego, studyjnego repertuaru oraz organizacji imprez artystyczno-filmowych, takich jak Festiwal Twórców „Powiększenie”, Ogólnopolski Festiwal Kina Niezależnego „OFF jak gorąco”, Festiwal Zwiastunów Filmowych czy Międzynarodowy Festiwal Animacji „ReAnimacja”? Które wymagały największego zaangażowania, jaki był odzew publiczności?

W ciągu trzydziestu lat mojej pracy było bardzo dużo wyzwań – w sumie ponad półtora tysiąca znaczących imprez. Ale przy żadnej z nich nie odczuwaliśmy tego, jako coś trudnego, co by nas przerastało. Były one po prostu efektem obserwacji, oczekiwań rynku i powstawały we współpracy z widownią. Jeśli oczekiwano na przegląd filmów amatorskich – taką imprezę stworzyliśmy. Gdy chcieliśmy uwypuklić dorobek animacyjny Łodzi – zdobywającego Oscary Se-ma-fora i innych studiów filmowych – zaproponowaliśmy  „ReAnimację”, przy okazji integrującą to twórcze środowisko.

Czy znamy już wszystkie odpowiedzi na pytania dotyczące 22. Forum Kina Europejskiego Orlen „Cinergia”?

Oczywiście dużo jest już wiadomych, ponieważ do imprezy rangi międzynarodowej przygotowujemy się zazwyczaj przez dwa-trzy lata. Ze względu na udział Łodzi w organizacji Forum, chcemy w większym stopniu aranżować wydarzenia w przestrzeni miasta. Chcemy także wrócić do pomysłów, które już się sprawdziły – a wręcz odniosły sukces – jak chociażby sekcja kina dziecięcego. Układamy tak listę gości, by byli atrakcyjni dla widzów czy studentów Szkoły Filmowej. W ubiegłym roku było ich około 80. Myślę, że w tym roku ta liczba będzie jeszcze większa.

Przeglądy, festiwale to okazja do spotkania z wieloma ludźmi kina. Których byś już nie zaprosił drugi raz na organizowane przez siebie imprezy…?

…. Były osoby, które nas rzeczywiście zawiodły, ale puściliśmy to w niepamięć i nie chciałbym o nich opowiadać…

A którzy wydali Ci się najsympatyczniejsi?

Mamy wielu przyjaciół i podtrzymujemy wiele sympatycznych relacji – z reżyserami, z Lechem Majewskim czy z Janem Jakubem Kolskim. To twórcy, którzy lubią rozmawiać z publicznością, a my lubimy kojarzyć twórcę z widownią.

Także największe gwiazdy, jak John Malkovich, są postaciami o niezwykłej skromności i ujmującym sposobie bycia. Do takich osób niewątpliwie należy także – i to zdecydowanie! – Agnieszka Holland, aktualnie przewodnicząca Europejskiej Akademii Filmu, która jest jednocześnie na swój sposób matką chrzestną kina Charlie. Jako pierwsza za znanych postaci kina odwiedziła nas, prezentując swój film „Całkowite zaćmienie”. Takich przyjacielskich relacji jest zdecydowana większość.

W gronie naszych przyjaciół jest także wielu profesorów Szkoły Filmowej, czy Uniwersytetu Łódzkiego, którzy często nas odwiedzają, uczestnicząc w proponowanych projektach – prof. Ryszard Kluszczyński, prof. Ewa Nowina-Sroczyńska, czy prof. Tadeusz Szczepański, Zygmunt Machwitz. A w przeszłości także prof. Maria Kornatowska. Tych osób, na które zawsze możemy liczyć, jest bardzo wiele…

Nie stronicie od nowych technologii – kino wciąż się unowocześnia…

Kolejnym pomysłem na kino Charlie jest stworzenie eko-kina, napędzanego – przynajmniej w znacznej części – energią słoneczną. Kino arthousowe, które będzie działało w zgodzie z naturą, na wysokim poziomie technologii, ekologiczne i przyjazne każdemu widzowi, także niepełnosprawnym. Żeby to zrealizować potrzebujemy większej przestrzeni, musimy rozbudować placówkę. Projekty funkcjonale i kinotechniczne posiadamy już od kilku lat, a z miastem prowadzimy w tej sprawie rozmowy. Miejsce z klimatem dla dobrych pomysłów już mamy.

Życzę ciekawych kolejnych lat!

Marek Niedźwiecki