Ci, którzy mają za sobą szereg nieudanych prób nauczenia się angielskiego, mówią o WOW „moja ostatnia deska ratunku”. W pracy z językiem kluczowa jest relacja, wiedza jak się uczyć i… frajda – podkreśla Kasia Kaczmarek, twórczyni Centrum Kompetencji Językowych WOW.

LIFE IN. Łódzkie: Protestujesz, kiedy nazywa się Ciebie „właścicielką szkoły językowej”…

Kasia Kaczmarek: Protestuję, bo dla mnie szkoła to lekcje, podręczniki, testy i oceny, a my w WOW nikomu nie udzielamy lekcji. Fascynuje mnie neurodydaktyka. M. Spitzer, autor bestsellerowej książki „Jak uczy się mózg” podkreśla, że nie da się zmusić mózgu, by się czegoś nauczył. Ja nie wierzę w nauczanie. Wierzę w stwarzanie ludziom warunków, by chłonęli wiedzę i samodzielnie rozwijali swoje umiejętności. Po to pracujemy warsztatowo, po to zatrudniam poliglotów, którzy są „żywym przykładem”, że jak się chce, to się da, i po to uczę ludzi, jak w ogóle trzeba się uczyć. Tworzymy więc z zespołem coś na kształt anty-szkoły, czy neuro-szkoły.

Pracownie WOW w niczym nie przypominają szkolnych wnętrz. Dlaczego?

Na siedzibę wybraliśmy z Mężem lokal w pofabrycznym budynku Loftów u Scheiblera przy Tymienieckiego. Nasza przestrzeń, dzięki wielkim oknom, jest jasna i pełna światła. Nie ma tu rozpraszających bodźców, są za to elementy nadające wnętrzu przytulny charakter – dużo drewna i roślin, trochę energetyzujących kolorów. Meble w stylu skandynawskim ciekawie prezentują się w  loftowym wnętrzu. Są też wartościowe książki i intrygujące grafiki mojej przyjaciółki – one dodają pracowni dobrej energii. Podobnie zapach świeżo zaparzonej kawy i herbaty. Wierzę, że rozwój to piękna sprawa i zasługuje na piękną oprawę. A umysł – zmęczony całodniowym przebywaniem w biurze czy szkole – odwdzięcza się za taką odmianę dużo lepszą koncentracją. Nowa pracownia, którą już latem otworzymy na Radogoszczu, też będzie wyjątkowa i zachęcająca, by do niej wracać. Chcemy, żeby ludzie czuli się u nas swobodnie, żeby praca z językiem kojarzyła się z przyjemnością i poczuciem, że jest się „zaopiekowanym”.

Koniec roku to dobry moment na podsumowania i plany na przyszłość. Jednym z nich jest coroczne postanowienie – nauczę się języka obcego. Najczęściej pada na angielski. Skąd bierze się ciągłe ponawianie nieudanych prób opanowania tego języka?

Z wielu czynników: braku motywacji wewnętrznej, niewłaściwych metod uczenia się, strachu przed popełnieniem błędu i byciem poddanym ocenie. To pokłosie systemu kształcenia, jaki mamy w Polsce: edukowania poprzez przekazywanie suchych informacji i przy pomocy czerwonego długopisu. Aby opanować język obcy potrzebujemy najpierw sobie uświadomić, w czym jego znajomość nam w życiu pomoże. Bo przecież język jest narzędziem, nie celem samym w sobie. Popularnym sposobem uczenia się języka jest tłumaczenie słów i zwrotów na polski. Chętnie w tym celu korzystamy z translatora. Tymczasem nie dość, że z punktu widzenia mózgu jest to sposób kompletnie nieefektywny, to jeszcze pogłębia barierę językową. O wiele lepszym rozwiązaniem jest, kiedy odgadujemy znaczenia nowych słów, wyszukując je przy pomocy grafiki Google. Jest wiele nawyków, których wypracowanie diametralnie podnosi skuteczność uczenia się i komfort używania języka obcego. Nazywam je „nawykami poliglotów”. Na koniec stycznia zaplanowałam warsztat dla osób chcących uczyć się języków efektywnie i zamierzam w jego trakcie poświęcić tym nawykom sporo miejsca. Przyjrzymy się również motywacji uczestników i nauczymy się pracować z lękiem przed popełnieniem błędu. Mam w planach poprowadzenie tego warsztatu również w innych miastach w Polsce, bo potrzeba wiedzy, jak się uczyć, żeby umieć, jest wśród osób uczących się języków ogromna.

Jak zatem się uczyć, żeby umieć?

Jeśli uczysz się języka w grupie, upewnij się, że zajęcia Cię angażują, wracasz na nie z przyjemnością i masz poczucie, że dla twojego lektora ważne jest to kim jesteś, co myślisz i jak się czujesz. Niech to będzie ktoś, kto cię rozśmiesza, inspiruje i motywuje, a nie tylko tłumaczy słówka i tabelki z gramatyką. W nauczaniu najważniejsza jest relacja, a metody – wtórne. Grupa nie może być ani zbyt mała, ani większa niż osiem osób. W WOW – poza wyjątkowymi przypadkami – nie prowadzimy zajęć indywidualnych w myśl zasady, że „mózg uczy się najlepiej w towarzystwie innych mózgów”. Ucząc się samodzielnie, wybieraj takie „źródła” języka, które sprawiają ci radość. Jestem na przykład wielką fanką anglojęzycznych książeczek dla dzieci – kolorowych, multisensorycznych, a więc przyjaznych dla mózgu. To prawdziwe kopalnie języka. Sama nadal chętnie uczę się, czytając książeczki z moim synem. Porzuć też raz na zawsze korzystanie z translatora i tłumaczenie na polski na rzecz pracy ze słownikiem angielsko-angielskim.

Jesteś bardzo dobrym przykładem na to, że jeśli się chce, to nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie jeśli chodzi o naukę języków obcych.

To prawda. Uczyłam się w życiu siedmiu języków, dziś moje doświadczenie wykorzystuję, projektując kursy z pogranicza języka, coachingu i neuronauk. Spędziłam tysiące godzin na lekcjach i rozmaitych kursach w Polsce i za granicą. Najciekawszą przygodą był kurs hebrajskiego w kibutzu w Galilei. Potem był rosyjski w Moskwie. Hiszpański trenowałam w Chile. Bardzo wierzę w otaczanie się językiem i uczę tego ludzi. Uświadamiam im, że nie trzeba wyjeżdżać do Londynu, żeby obcować z angielskim na co dzień. Ten język jest w lodówce na etykietach produktów spożywczych, w łazience na opakowaniach kosmetyków, w menu w restauracji i twojego smartfona. Musisz go tylko zauważyć i wiedzieć jak go przyswajać.

Co słuchacze WOW wynoszą z Waszych zajęć?

Przede wszystkim poczucie, że zawsze sobie poradzą. Że świat się nie zawali, jeśli strzelą jakąś językową gafę. Polska szkoła przyłapuje na błędach, my w WOW przyłapujemy na tym, co robisz dobrze. Błędy rzadko korygujemy wprost, raczej pomagamy Ci zatrzymać się nad tym, co powiedziałeś i poddać to refleksji. Śmieję się, że my – lektorzy – często jesteśmy jak leśne echo – powtarzamy jakieś sformułowanie za kursantem, a on już wie, co tam jest nie tak i włącza „autokorektę”. Bo błędy często wynikają z braku uważności, a nie z braku wiedzy. Nasi słuchacze biorą również od nas umiejętność samodzielnej pracy z językiem i dużą otwartość. Uczą się odpuszczać porównywanie się. To ważne, bo na ulicy nie wiesz czy spotkasz kogoś, kto mówi perfekcyjnie po angielsku, czy dopiero zaczyna, a i z jednym i z drugim trzeba potrafić się dogadać. I jak już ucząc się języka odpuścimy całe to napięcie i podejdziemy do siebie z akceptacją, miłością i szacunkiem, to zaczynają się dziać cuda.

WOW Centrum Kompetencji Językowych
Siedziba: ul. Tymienieckiego 25c/lok. 238
Filia Bałuty: ul. Okoniowa 18a/lok. A 
tel. 790 401 500
www.wowcentrum.pl
fb/wowcentrum

 

Rozmawiał Damian Karwowski
Zdjęcia Magdalena Żylińska Bonbon’ierka