„Zawsze mówię sobie, że najlepsza rola to jest ta następna i ta najbardziej ulubiona też. Wciąż mam w sobie głód poszukiwania, wyzwań. Żeby nie tylko nie nudzić się w życiu, ale też coś ze sobą załatwić” – mówił cztery lata temu w rozmowie do pierwszego numeru „LIFE IN Łódzkie”. Potem w roli Macieja Berbeki wspinał się na ścianie ośmiotysięcznika Broad Peak w Karakorum. Z aktorem IRENEUSZEM CZOPEM rozmawia Magda Maciejczyk.

Czego nowego ostatnio dowiedział się o sobie aktor Ireneusz Czop?

Aktor dowiedział się tego, że nie ma wyrobionego klucza. Wcześniej miałem bardzo rzemieślniczy sznyt: tu głośniej, tu ciszej, tutaj tak. To działało lepiej lub gorzej, zawsze przyzwoicie. Jednak dzisiaj mam w sobie pewność, że każde zadanie aktorskie potrzebuje innego klucza. Do każdej roli trzeba go poszukać od nowa. Poza tym wcześniej wydawało mi się, że w aktorstwie jestem bardzo odważny. Dziś uważam, że się asekurowałem. Wynikało to ze strachu przed brakiem akceptacji, utraty pracy czy kompleksów. Teraz widzę to inaczej.

Broad Peak, w którym zagrałeś główną rolę – legendarnego himalaistę Macieja Berbekę, jest pierwszym na świecie filmem fabularnym, gdzie zdjęcia aktorskie kręcone były w bazie pod K2 i na ścianie Broad Peak, na wysokości ponad 5 tys. m n.p.m. Jak dostałeś tę rolę?

Z castingu. Dokładniej po kilkudziesięciu castingach, w których uczestniczyłem. Sprawdzanie, czy się nadaję, zaczęło się od prób aktorskich, które trwały przez pół roku i to w bardzo doborowym towarzystwie. Konfiguracje energetyczne, które brał reżyser Leszek Dawid pod uwagę, były niezwykle trudne. Kiedyś, już w trakcie zdjęć, powiedział, że to ja jestem frontmanem, czyli ja idę na żywca w jakąś skałę, a on jedynie asekuruje, bo mi ufa. Takie zaufanie powoduje coś niezwykle bliskiego i motywującego. Podobnie było z producentami.

Czyli?

Myślę, że podjęcie decyzji, że to ja gram, nie było dla nich łatwe. Świat, który decyduje o tym, czy aktor dostanie rolę, jest bardzo skomplikowany. Bierze się pod uwagę dystrybutorów, różne redakcje, telemetryczność aktora, uwzględnia statystyki, algorytmy sukcesu, setki rzeczy. To niezwykłe szczęście dostać dziś duże aktorskie zadanie i móc się z nim zmierzyć. Wiem, że w sensie medialnym nie jestem łatwy. Nie lubię mówić o sobie, nie zdradzam prywatności. Nawet nie ma mnie na Instagramie, nie publikuję na Facebooku. Jestem świadomy, że powinienem rozumieć świat współczesnych mediów i go zaakceptować, skoro wybrałem ten zawód, ale mam takie podejście, a nie inne. Dla ludzi showbiznesu nie jest to proste do przyjęcia, a więc jeszcze raz dziękuję za tę szansę.

Słyszałam, że dla tej roli setki godzin uczyłeś się wspinaczki, jeździłeś w Alpy z trenerami i himalaistami. Na plan zdjęciowy przemierzałeś w upale lodowiec, spałeś w namiocie w temperaturze minus 30 stopni i godzinami wdrapywałeś się na najwyższe góry świata. Nie zdarzyło Ci się pomyśleć: to ponad moje siły?

Wielokrotnie. Nawet zastanawiałem się, czy w ogóle będę jeszcze grał po tym filmie. Widziałem, że zmieniam się fizycznie i psychicznie. Pojawiała się obawa, czy ktoś mnie jeszcze zatrudni, czy będę mógł dalej żyć z tego zawodu. Miałem na przykład ostrzykiwaną twarz, żeby się nie odmrozić w górach. I oczywiście tak się stało. Mam opowiadać, że to była praca w warunkach ekstremalnych? Miałem otarcia do kości, a ręce tak zmęczone, że nie było szansy chwycić kolejnej skały czy odwiązać liny. Kiedy na lodowcu świeci słońce, bywa gorąco nie do wytrzymania, a po chwili gdy przesłoni je chmura, jest totalnie zimno. Kiedy było minus 34 stopnie, a propelery biły drobinkami lodu, te okaleczały moją twarz. Miałem wrażenie, że zrobiłem największą głupotę świata. W połowie wyprawy w Pakistanie na dzień przed wyjściem z bazy pod K2 i Broad Peak dostałem kolki nerkowej, a kiedy schodziłem nafaszerowany lekami przeciwbólowymi, do kolejnego obozu, zgubiłem się gdzieś w serakach (wielotonowe bryły lodu) i musiałem prosić przez radio o pomoc, co było dla mnie bardzo trudne, żeby w ogóle wykonać taki gest, bo zawsze wiąże się to dla mnie z poczuciem słabości, winy, że robię komuś kłopot, nie jestem dość… twardy.

Można powiedzieć, że dotknąłeś alpinizmu?

Nie! Byłbym bezczelny wobec fantastycznych kolegów, którzy mnie ratowali w opresjach i wspierali. Czy robiłem alpinistyczne rzeczy? Tak. Czy dotknąłem alpinizmu? Nie wiem. Trudno powiedzieć, czy jak się wspinasz na pięciu tysiącach metrów nad poziomem morza w lodzie, zaliczasz ściany w Tatrach, czy chodzisz skałkowo i jesteś zimną miesiącami w masywie Mont Blanc, to już jesteś alpinistą czy nie. Jedna czy dwie zagrane role nie oznaczają, że ktoś jest aktorem, a więc też dwie zdobyte góry nie świadczą już o tym, że jest się alpinistą. Kiedy zaproponowano mi członkostwo w związku alpinistów polskich, nie wiedziałem, o co w tym tak naprawdę chodzi. Teraz chciałbym prywatnie, nie zawodowo, pójść na kurs i z tej perspektywy zobaczyć, czy to, co zrobiłem przed kamerą, było tylko zagraniem czy byciem.

Co zostaje w głowie po takiej roli?

Ucieczka. Nie chce się wracać z tych gór. Nie chcę konfrontować tamtych zasad z tymi na dole, bo przegrywają te drugie. Więc najchętniej bym uciekł.

Himalaistom często zadaje się pytanie: „Jak można tyle ryzykować, po co to robicie”? Kusiło Cię, by zrozumieć ich motywację?

Kiedy słyszę te pytania, wydaje mi się, że znam odpowiedź. Gdy zaczynam zamykać ją w słowa, sens przekazu, który mam w głowie, ulatuje. Odpowiem inaczej: dlaczego ludzie dążą do miłości? Wiemy, ale kiedy zaczynamy to opisywać, robi się banalne. Dlaczego ludzie chcą mieć dzieci, albo robić rzeczy, które są ich pasją?

Czego nie wolno Ci zabraniać?

Wszystkiego. Lepiej, żeby ktoś był przy mnie sprytnym dyplomatą, niż wprost narzucał: masz robić to, czy tamto. Wtedy się najeżam, reaguję impulsywnie. Jestem zadaniowy. Rozumiem, że roślina potrzebuje wody i przeniosę ją nawet z bardzo odległego miejsca, jeśli mam to zrobić. Jak potrzeba, to trzeba. Natomiast w momencie, kiedy mam do czynienia z systemami, które ludzie sami wymyślili i słyszę, że ktoś się do nich odwołuje: bo takie jest prawo, a mnie to nie odpowiada, buntuję się. Zawsze ktoś inny może usankcjonować inne zasady.

Co ostatnio czytasz?

Przykro mi, że będę trochę narzekał, bo ostatnio są to przede wszystkim zawodowe historie. I smutno mi, że nie mogę czytać tego, co mnie szerzej absorbuje, jest moim hobby: książki o duchowości, psychologii w dynamice, podróżowaniu, biografie. Bardzo lubię czytać rzeczy, które powodują, że staję się silniejszy. Nie wydaje mi się, że jestem słaby, natomiast bywa tak, że koncentruję się na słabości, zamiast na tym, co jest we mnie pozytywne i co może rozsiewać pewien rodzaj spokoju, pewności i bezpieczeństwa dookoła. Czytam opracowania psychologiczne dotyczące pedagogiki. Sporo słucham podcastów. Ostatnio zainteresowała mnie prelekcja Ewy Morawskej z Fundacji Batorego „Trening zastępowania agresji. Szkolny program zapobiegania”. Niezwykle ciekawa rzecz. Myślałem, że jest przeznaczona dla dorosłych, a okazało się, że dla uczniów. Niedawno skończyłem dwa kursy cyberpsychologii Emitypy uczące profilowania osobowości według profesora Mariana Mazura. Uważam, że wiele naszych problemów wynika po prostu z nieumiejętności czytania i monitorowania emocji. Rozpoznawania tego w ciele. Nie nauczyliśmy się tego, a mówiąc dalej – nie nauczyliśmy też naszych dzieci.

Zawsze z wielką czułością mówisz o swoich dzieciach. Nie żałujesz, że nie idą w Twoje ślady?

Nie. W ogóle. Myślę, że syn Michał, już dwudziestolatek, absolutnie tego nie pragnie, aczkolwiek jeden pan Bóg wie, co mu kiedyś strzeli do głowy i co zdecyduje. Co do Majki, ma inklinacje artystyczne. Czas pokaże.

Od czternastu lat wykładasz na wydziale aktorskim w łódzkiej Szkole Filmowej. Można nauczyć się tego zawodu?

Nie! Można nauczyć się różnych podejść, być ciekawym innego człowieka. To są spotkania z osobowościami. Każdy ma swój rodzaj klucza. Jeżeli ktoś liczy na gotowe recepty na sukces, to muszę go rozczarować, bo raczej ich nie dostanie. W szkole aktorskiej można nauczyć się dobrze chodzić, mówić, różnych sposobów myślenia. Na pewno można nauczyć się rzemiosła. Jednak nie można nauczyć się być artystą.

Niedawno w łódzkiej Filmówce obroniłeś tytuł doktora habilitowanego w dziedzinie sztuki. Zacytuję fragment Twojej pracy habilitacyjnej: „Nasza artystyczna rzeczywistość przenika się z prywatną i na odwrót. Staje się to zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem”. Ile jest twojej prywatności w serialu „Chyłka”?

Szczerbiński jest pierwszą rolą, którą przyjąłem po zdjęciach do Broad Peak. Założyłem sobie, że będę bardziej w obecności niż w kreacji, jakkolwiek enigmatycznie dla widza to brzmi. I „Chyłka” była dla mnie pierwszym papierkiem lakmusowym na to, czy potrafię emocjonalnie wrócić z gór, czy nie. Zaryzykowałem i wybrałem to, co wydało mi się najbardziej w tym momencie ciekawe. Konfiguracja ludzka, której nie znam: aktorska, reżyserska, produkcyjna itd. spowodowała, że uznałem: można pozwolić sobie na ryzyko. Na tym planie objawia się coś, co jest wypadkową prywatnego miejsca w życiu i zawodowego zadania. Na pewno jest tak, że jestem dojrzałym człowiekiem i dojrzałym aktorem.

Oglądasz siebie jako komisarza Szczerbińskiego i widzisz…

Cały czas mam w sercu siebie jako dwudziestoparoletniego chłopca. Nagle widzę faceta mającego pięćdziesiąt parę lat i myślę: O Boże!

Czym ostatnio sam sobie zaimponowałeś?

Tym, że mogę wrócić do grania na gitarze. Takiego, żeby zagrać brazylijską sambę Ceaetano Veloso, muzykę Bogdana Hołowni z Kabaretu Starszych Panów, która jest tak gęsta w znaczeniu zapisu aranżacji, że wielu muzyków mówi: „Ja to omijam”. A ja zawsze chciałem zagrać to, co napisał. I się udało. Dwa utwory, ale zagrałem.

Wkrótce zobaczymy Cię w…

Parę rzeczy zrobiłem. Na pewno drugi sezon Rojsta, serialu w reżyserii Janka Holoubka, będzie bardzo ciekawy (do zobaczenia na Netfliksie – przyp. red). W tej chwili mam zdjęcia w filmie fabularnym Marzec 68, w którym gram historycznie negatywną postać, ale chcę, żeby ludzie zobaczyli w nim człowieka w nieobiektywnych konfiguracjach. Czekam oczywiście na premierę Broad Peak, która prawdopodobnie odbędzie się na przełomie roku 2021 i 2022. Jestem zaangażowany w film familijny, jest jeszcze parę innych pozycji. Myślę, że będą miały premiery już jesienią i zimą.

Bez egzaminów dostałeś się na polonistykę na KUL. Od dziecka ważne miejsce w Twoim życiu zajmował sport, w najróżniejszych dyscyplinach, od piłki nożnej, lekkoatletyki, nurkowania, sztuki walki, karate po obecną wspinaczkę. Śpiewasz, grasz na gitarze, masz świetne pióro. Gdybyś miał zacząć wszystko jeszcze raz…

Zacząłbym coś innego, bo po co się powtarzać.

Rozmawiała Magda Maciejczyk
Zdjęcia Izabela Urbaniak