Zupełnie niespodziewanie…. Jednego dnia jeszcze kurtka puchowa i szal, drugiego już krótki rękaw i czapka z daszkiem. To trochę jak z zakochaniem, które spada bez ostrzeżenia i wywraca twoje życie do góry nogami. Tak, o zakochaniu chcę pisać, bo to właśnie synonim wiosny. Początek, wszystko nowe, ekscytujące, endorfiny szaleją, biochemia mózgu zaburzona jak po najcięższych narkotykach.

Iskrzy od flirtu

Piszę ten felieton w kawiarni, siedzę sam i obserwuję ludzi. Przy stolikach tylko pary w różnych konfiguracjach. Między nimi aż iskrzy od flirtu, wzajemnej kokieterii, od nieco za długich spojrzeń w oczy. Jakie to ładne i rozczulające… Ten stan, gdy nerwowo czekamy na telefon czy sms, gdy walczymy ze sobą, by kolejny raz nie napisać jako pierwsi nie będąc uznani za desperatów, gdy od niewinnego dotyku wariujemy i nie możemy się doczekać, by pójść choć o krok dalej. Te randki… Ta autokreacja, ulepszona wersja siebie… Boże, jak ja tego nie umiem! Zawsze zrobię coś żenującego, zeżrę coś z czosnkiem albo z porem, spocę się z nerwów albo opowiem historię, z której nawet mojej terapeutce nie powinienem się zwierzać.
Zdecydowanie lepiej wychodzi mi bycie sobą, a to na pierwszych randkach nie zawsze się sprawdza. Zatem jest wiosna. Łódź ładnieje, stacje rowerów miejskich opustoszałe, ogródki już się rozkładają. Tak, wszystko pięknieje i dojrzewa. Nawet ja „w międzyczasie” zostałem nestorem. Zaczęło się od sąsiadki w windzie, która stwierdziła: „Pan to się tak ładnie starzeje, ani jednego siwego włosa”.

Wiosna i tak przyjdzie

Potem przyszły dziwne zaproszenia na pokazy mistrzowskie, odczyty, udziały w różnych konferencjach jako rzekomy specjalista od łączenia kultury z biznesem. Dziwnie być autorytetem, zwłaszcza na wyrost. Do tego znajoma od miesięcy mnie molestuje, żebym przesłuchał jej syna, czy się nadaje na aktora. Obraziła się, gdy w końcu zaoponowałem, żeby dała mu się cieszyć życiem, wiosną i na siłę nie robiła z niego artysty (jako autorytet mogę tak, nie?). A więc jako nestor – człowiek doświadczony (przed bolesną, zbliżającą się czterdziestką), patrzę na to miasto, na tę radość i wiosenne podekscytowanie z lekką zazdrością. W jednej z piosenek Kayah śpiewała „choćby runął Ci świat, wiosna przyjdzie i tak” – no właśnie, niech przyjdzie, nie tylko za oknem. l