Wyprodukowane przez nią maszty stoją przed stadionami Widzewa i ŁKS-u, przygotowane flagi na przenośnych masztach łopocą na wielu imprezach! O innym sposobie na zareklamowanie siebie i firmy opowiada Marlena Kleśta, właścicielka firmy Partner Klesta Company.

LIFE IN. Łódzkie: Dziś w biznesie obowiązuje zasada wyróżnij się albo giń! Zgadza się Pani z tym?

Marlena Kleśta: Nie podchodzę tak kategorycznie do tego, ale rzeczywiście jest dziś taka potrzeba, żeby się wyróżniać, być zauważonym. Nie dotyczy to tylko ludzi, ale także, a może przede wszystkim firm. Ja zawsze chciałam pomagać innym (stąd też taka nazwa mojej firmy), więc skoro jest na rynku taka potrzeba, to zaczęłam to robić zawodowo.

Reklama outdoorowa kojarzy się zwykle z plakatami, banerami albo bilbordami. Pani zaproponowała dość oryginalny sposób wyróżniania się, bo za pomocą flagi.

Jestem przekonana, że reklama w formie flagi doskonale spełnia swoją funkcję – działa inaczej na naszą podświadomość i nie sposób jej nie zauważyć. Plakaty, banery, bilbordy już się nam opatrzyły. Ani flaga, ani maszt w zasadzie nie jest żadną nowością, historia pokazuje, że flaga towarzyszyła narodom w ważnych chwilach i miała bardzo dostojne znaczenia. Dziś wracamy do tego sposobu pokazania się. Maszt i flaga mają jeszcze przewagę nad plakatem i banerem, bo mogą być mobilne, można ją przenosić i ustawiać w każdym miejscu – pod sklepem, na przystanku autobusowym, w ogródku, wozić na samochodzie. Wszędzie.

Firmy zauważyły korzyści z takiej formy reklamowania?

Zauważają. Od 15 lat pracuję z produktami reklamowymi. Kiedyś maszty były dość drogim produktem w zakupie i w użytkowaniu, a teraz jest to inwestycja na skalę każdej firmy. Coraz więcej firm zaczyna się interesować tym rozwiązaniem, bo ekspozycja masztowa dodaje prestiżu i podwyższa rangę przedsiębiorstwa. Wszystkich klientów traktuję po partnersku, edukuję niezdecydowanych, doradzam, pozwalam się im zastanowić, zrozumieć jak to działa i dopiero, kiedy się zdecydują, dostarczam im konkretne rozwiązania.

Kiedy pojawił się u Pani pomysł na ten biznes?

Pomysł na biznes… długo bałam się podejmować takie działania. Nie było to przeze mnie zaplanowane, ale nie był to też całkowity przypadek. Zresztą okres, w którym finalnie otworzyłam firmę, był dla mnie dość trudnym. Kilka lat wcześniej zaczęłam pracę w firmie, która produkuje maszty. To doświadczenie okazało się istotne, ponieważ dzięki niemu dostałam propozycję biznesową, z której skorzystałam i otworzyłam Partner KC. Później wszystko zaczęło się rozpędzać. Miałam wiedzę o masztach flagowych, którą uzupełniłam o wiedzę produkcyjną druku sublimacyjnego – i w ten sposób stałam się kompleksowym partnerem dla moich klientów. Do tego w międzyczasie dokładałam inne produkty i usługi do naszego katalogu, więc klienci Partner KC czuli się zaopiekowani.

Dziś Pani firma produkuje flagi, maszty, ścianki, namioty, leżaki firmowe. Zapamiętała Pani nietypowe zlecenie?

Dużo było dziwnych, bo wiadomo, ludzie miewają dziwne pomysły. Kiedyś musieliśmy nadrukować materiał, który miał przykryć budynek. To była duża powierzchnia. Podczas imprezy właściciel chciał z pompą dokonać jego otwarcia. Przykryliśmy główną ścianę z wejściem. Robiło to wrażenie.

W Łodzi stoi dużo waszych masztów i flag?

Mnóstwo. Nie jestem w stanie ich policzyć, ale lubię widzieć swoje produkty na mieście. Mieszkam na Widzewie i codziennie przejeżdżam obok stadionu, gdzie widzę nasze maszty. Zdarza mi się szybko reagować, dzwoniąc do osoby, która ma ze mną kontakt, jeśli ekspozycja flag wymaga poprawy. Takie zboczenie zawodowe. Stadion ŁKS-u oraz Atlas Arena również mają maszty od nas, co bardzo mnie cieszy, bo troszkę mam wrażenie, że łączę dwie grupy łódzkich kibiców. najczęściej chodziły na szkolenia. Później, kiedy przyszedł czas na własną firmę, ona całkowicie mnie pochłonęła. Na naukę i szkolenia zupełnie nie było czasu. W pewnym momencie jednak uświadomiłam sobie, że tak być nie powinno. Stwierdziłam, że są dziedziny, w których nie radzę sobie tak, jak powinnam i aby to zmienić i poradzić sobie z trudnościami muszę się podszkolić. Poczułam znowu strasznie dużą potrzebą rozwoju, bo zrozumiałam, że nie wszystko sama potrafię zrobić. Doszłam do wniosku, że trzeba poszukiwać nowych rozwiązań i ponownie rozpoczęłam drogę nauki. Wiedziałam, że inaczej źle się to skończy.

Znalazła Pani rozwiązania?

Nie od razu, ale tak. Na pewno znalazłam ludzi, którzy podzielili się ze mną wiedzą i doświadczeniem, znalazłam świeży kierunek do działania, znalazłam nową inspirację. Kilka lat uczestniczyłam w wielu spotkaniach networkingowych, dołączałam do grup biznesowych i testowałam coachów, którzy byli dostępni na rynku chodząc na ich szkolenia. Od roku uczestniczę w porannych spotkaniach z moim ulubionym mentorem i ludźmi, którzy tak, jak ja chcą się rozwijać. O 5.55 spotykam się z Fryderykiem Karzełkiem i jego społecznością, którą zbudował wokół siebie. Te spotkania online dają mi pewność siebie i uświadamiają, że nigdy nie jest za późno na rozwój i na zmiany. Niezależnie od wieku, nawet gdy ma się 40, 50 czy 60 lat i więcej.

Co zmienił ten rok porannego wstawania?

Bardzo dużo, nawet ciężko mi to określić. Jestem szczęśliwsza, mniej zlękniona życiem i problemami, widzę wiele rozwiązań, jakich wcześniej nie było, czuję się bardziej świadoma, jakbym weszła na wyższy level wtajemniczenia. Lubię rozmowy i spotkania z tymi ludźmi, bo mam poczucie, że się przy nich rozwijam cały czas. Mam plan, wyznaczone cele, czego wcześniej nie miałam. Sama poznaję siebie z innej strony. Okazuje się, że rutyna życia i obowiązki spowodowały, że zapomniałam, jaka jestem naprawdę i od nowa odkrywam swoje możliwości, także biznesowe. To takie ekscytujące. Zauważam też zmiany mentalne, które nazwałabym dojrzałością. Doszłam do wniosku, że teraz mam bardzo dobry okres w życiu. Teraz jest dobrze. I że nie chciałabym się cofnąć o 20 lat, bo tamta Marlena nie była mną teraz.

Zajmuje się Pani branżą reklamową, przez cały czas pracuje nad swoim rozwojem, a czym się Pani pasjonuje?

Zdrowiem! Bardzo mnie interesuje i pociąga tematyka zdrowia w kontekście życia człowieka: diety, stylu życia, aktywności fizycznej itd. Prowadząc firmę, wpadłam kiedyś na pomysł, żeby skończyć szkołę medyczną. Wybrałam kierunek masażysty i po dwóch latach zdałam egzamin państwowy i stałam się oficjalnie technikiem masażystą. Lubię masować. Chciałam pracować ze sportowcami, bo sama jestem sportowcem na emeryturze (śmiech). Co prawda tak nie pracuję, ale droga jaką przeszłam, ludzie i miejsca jakie poznałam, otworzyły mi oczy na inne zagadnienia zdrowotne. Zetknęłam się z wieloma interesującymi tematami, jak chociażby hiperbaryczna terapia tlenowa oraz nanomedycyna czyli nanoelektrody. Wykorzystuję to w swojej praktyce. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób poznało te terapie i zaczęło z nich korzystać, nie tylko jako sposób wychodzenia z choroby, ale jako profilaktykę. Są bardzo bezpieczne, bo naturalnie stymulują organizm, a to czasami wystarczy, aby organizm czuł się dobrze. Wcale nie potrzeba wówczas korzystać z leków, które jak wiemy też nam często szkodzą. Teraz Partner KC przygotowuje dwudniowy event, podczas którego zostanie dokładnie omówiony temat nowoczesnej fototerapii. Wszystkich, którzy mają ochotę poznać technologie nanoelektrod, zapraszam na to wydarzenie, które odbędzie się 21-22 września 2019 w Arturówku.

Rozmawiał Damian Karwowski
Zdjęcie Paweł Keler

Partner Klesta Company
tel. 733 144 275, 691 935 269
marlena@partnerkc.pl
www.partnerkc.pl