Półtora tysiąca pojedynczych koncertów, spektakli, wystaw, szkoleń i innych wydarzeń, 830 tysięcy odbiorców, ponad 60 grantów o wartości 5 milionów złotych, 69 rezydentów, którzy tu zaczęli swoją przygodę z biznesem! Rozmawiamy z Maciejem Trzebeńskim, Dyrektorem Naczelnym Fabryki Sztuki.

LIFE IN. Łódzkie: Dlaczego Fabryka Sztuki?

Maciej Trzebeński: A jakaż mogłaby być inna nazwa instytucji, której siedziba mieści się w pofabrycznych budynkach. Poza tym tak postanowili partnerzy tworzący Fabrykę Sztuki, no i jeszcze na dodatek nazwa doskonale pasuje do charakteru tego miejsca – właśnie tutaj produkuje się wiele wydarzeń związanych ze sztuką.

Na Tymienieckiego 3 w Łodzi rządzi Pan już od 12 lat, a wcześniej czym się Pan zajmował?

Całe moje zawodowe życie związane jest z kulturą i sztuką. W łódzkich instytucjach kultury przepracowałem 20 lat, a bezpośrednio przed przyjściem tutaj prowadziłem w Ośrodku Inicjatyw Artystycznych Teatr 77. W Fabryce Sztuki pojawiłem się jako najemnik, przed którym postawiono konkretne zadania – stworzyć ramy do prowadzenia instytucji kultury, zbudować jej strukturę, uporządkować wszystkie sprawy formalno-prawne i doprowadzić do rewitalizacji tej przestrzeni.

Udało się?

Wiele udało się zrobić, część nie, jak to w życiu. Kiedy tworzyliśmy Fabrykę Sztuki, trudno było przewidzieć, jak będzie ona wyglądała za kilka, a tym bardziej za kilkanaście lat. I to w rozumieniu artystycznym, jak i materialnym. Rozwijają się festiwale, które współorganizujemy z partnerami. Pojawiło się też wiele wydarzeń artystycznych, które realizujemy samodzielnie. Trzeba wiedzieć, że dziś wydarzenia kulturalne traktowane są projektowo i w związku z tym czasami uda się pozyskać na ich realizację więcej pieniędzy, a czasami mniej, wtedy także różna jest ich skala. Część projektów nie wyszła, bo nie znaleźliśmy na nie pieniędzy, część miała mniejszy wymiar, niż byśmy chcieli. Udało się zrewitalizować większość budynków, w których mieści się Fabryka Sztuki, ale nie wszystkie – na remont wciąż czeka budynek, w którym jest administracja i mają biura nasi partnerzy. Na potrzeby naszego spotkania przygotowałem kilka liczb i sam jestem nimi trochę zaskoczony. Przez 12 lat działalności Fabryki Sztuki zorganizowaliśmy przeszło półtora tysiąca pojedynczych wydarzeń – koncertów, spektakli, wystaw, szkoleń itp. Większość tych wydarzeń była bezpłatna, więc trudno policzyć sprzedane bilety, ale szacuję, że w tym czasie odwiedziło nas ponad 830 tysięcy odbiorców. Udało się nam w tym czasie zdobyć 67 grantów o wartości przekraczającej 5 milionów złotych.

Proszę powiedzieć co to za miejsce, jaka instytucja?
Miejsce jest wyjątkowe z różnych względów – w tych murach przez ponad sto lat mieściły się fabryki Scheiblera, a po wojnie Uniontex. Upadek przemysłu włókienniczego spowodował, że pofabryczne budynki, jak wiele podobnych w Łodzi, niszczały i ulegały stopniowej degradacji. Dzięki aktywności osób, które w 2006 roku powołały Łódź Art Center oraz Stowarzyszeniu Teatralnemu Chorea i przy ogromnym wsparciu ówczesnych władz Łodzi, udało się tu stworzyć miejską instytucję kultury, czyli Fabrykę Sztuki. Takich instytucji jak nasza, które powstały w oparciu o partnerstwo-publiczno-prywatne, było wtedy kilka w Polsce.
Każdą instytucję tworzą ludzi i to oni nadają jej charakter i narzucają określone działania. Kim są ludzie Fabryki Sztuki?

Zawsze powtarzam, że w instytucji kultury najważniejsi są ludzie. Powstanie Fabryki Sztuki to przede wszystkim zasługa oddolnych działań ludzi. Powstała ona dzięki determinacji kilkunastu osób, którym się chciało zrobić coś dla innych i dla Łodzi. Kiedy startowaliśmy z Fabryką Sztuki, to miejsce zostało już na starcie zdefiniowane z jednej strony przez komunę artystyczną, jaką była i jest Chorea, która prowadzi teatr oraz realizuje wiele działań związanych z edukacją teatralną, a z drugiej strony przez grupę młodych menedżerów kultury, tworzących Łódź Art Center. Oni się bardzo różnią w swojej działalności, a jednocześnie doskonale uzupełniają w tym miejscu. Trzecim partnerem tworzącym tę instytucję jest Miasto Łódź. Warto podkreślić, że ówczesne władze nie narzucały nam niczego, bo chciały wspierać i wzmacniać działalność programową partnerów społecznych. To, czym dziś jest Fabryka Sztuki, jej charakter i działalność określają ludzie, którzy chcą tu działać i tworzyć. Myślę, że dziś można już mówić o pewnym środowisku Fabryki Sztuki, dla którego ważna jest możliwość wyrażania swoich przekonań artystycznych. Oni określają klimat tego miejsca – swobodne, lekko anarchizujące, wolnościowe.

Fabryka Sztuki realizuje wiele projektów finansowanych ze środków publicznych, które później trzeba rozliczyć i wytłumaczyć wydanie każdej złotówki…

Mówiłem o swobodzie w wymiarze artystycznym, a nie administracyjnym (śmiech). A tak na poważnie – mamy świadomość, że działalność Fabryki Sztuki jest możliwa dzięki pieniądzom publicznym. Wiemy, że każdą wydaną złotówkę trzeba rozliczyć i racjonalnie uzasadnić wydatki. I to się dzieje. Ale mamy też świadomość, że nadmierna biurokracja i papierologia może tłamsić kreatywność. Dlatego wszystkie projekty realizujemy w rozsądny sposób. Pomaga w tym też dość prosta struktura organizacyjna, dzięki której łatwiej jest realizować wszelkie działania.

Część zrealizowanych wydarzeń wpisała się już na stałe w kulturalną (i nie tylko) mapę Łodzi. Może Pan wskazać te najważniejsze?

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że jest to ta nasza „wielka trójka”: Fotofestiwal, Łódź Design Festival, Festiwal Teatralny Retroperspektywy. Ale mamy w naszym portfolio wydarzenia, których znaczenie rośnie z roku na rok – LDZ Alternatywa, jedno z najważniejszych wydarzeń na muzycznej mapie Łodzi, czy Modopolis, który w tym roku będzie miał swoją drugą edycję. Nie można zapominać o wszystkich premierach Teatru Chorea, których było sporo, a także o Twórczych Warsztatach, na które przez cały rok zapraszamy łódzkie rodziny. Tylko w ubiegłym roku zorganizowaliśmy ponad 200 warsztatów.

Fani Fabryki Sztuki wiedzą, że można tu trafić na wiele wydarzeń, na które nie ma miejsca w głównym nurcie łódzkiej kultury. Można powiedzieć, że specjalizujecie się w niszowych wydarzeniach artystycznych.

To nasz świadomy wybór, ponieważ przekleństwem jest, to gdy robi się wszystko. Jesteśmy otwarci na wiele wydarzeń, ale nie na wszystkie się decydujemy. Nie chcemy w Fabryce imprez disco polo i masowej rozrywki, wolimy podążać drogą, która może nie jest prosta, nie daje szybkich efektów i pieniędzy, ale pozwala budować coś trwałego, ważnego i wyrazistego. Bardzo mocno odczuwamy lokalność i dlatego tworzymy przestrzeń opartą na szacunku dla historii miejsca, w którym jesteśmy. Często powtarzam, że Fabrykę można definiować przez pryzmat tożsamości i otwartości. Oznacza to, że jesteśmy otwarci na współpracę, ale w obszarach zgodnych z naszą tożsamością kulturową i artystyczną.

Pięć lat temu w Fabryce Sztuki stworzono Art_ Inkubator, pierwszą w Polsce instytucję wspierającą przedsiębiorczość kreatywną. Warto było?

Pewnie, że warto, choć to od początku był szalony pomysł, bo w Polsce nie ma takich instytucji, które byłyby jednocześnie instytucjami kultury i otoczenia biznesu. Nie mieliśmy wzorców, jak to ma wyglądać i działać. Ale udało się. Powołanie Art_Inkubatora w Fabryce Sztuki pozwoliło nam wyremontować to miejsce. Wcześniej w tych pofabrycznych budynkach nie było centralnego ogrzewania, wody, kapało na głowy, bo dachy były dziurawe… Art_Inkubator był szansą, z której skwapliwie skorzystaliśmy. Od początku było dla nas jasne, że jeżeli chcemy mieć w Fabryce Sztuki inkubator, to musi on wspierać sektor kreatywny rynku, tworzony przez podmioty prowadzące działalność gospodarczą związaną z kulturą i twórczością, łączące działalność artystyczną z przedsiębiorczością.

Każdy może zostać rezydentem Art_inkubatora?

Każdy, kto spełni wymagane warunki – ma pomysł na biznes z sektora kreatywnego, prowadzi własną działalność gospodarczą, ale nie dłużej niż 365 dni do momentu złożenia aplikacji i przekona nas, że warto na niego postawić.

A ilu rezydentów trafiło do Art_Inkubatora od momentu jego powstania?

Przez pięć lat przez Art_Inkubator przewinęło się 69 przedsiębiorców z branży kreatywnej. Część z nich cały czas aktywnie działa na rynku, część zawiesiła działalność.

Na jaką pomoc mogą liczyć wasi rezydenci?

Pomoc, którą oferujemy rezydentom Art_Inkubatora ma wymiar niefinansowy. Mogą tu znaleźć miejsce w pracowni, biurze albo galerii, ale mogą też zostać rezydentami bez stałego miejsca i korzystać ze strefy coworkingowej. Wszyscy mają dostęp do pakietu wirtualnego, który pozwala wynająć sale konferencyjne i niektóre pracownie. Mogą także korzystać z warsztatów, szkoleń, wsparcia prawnego i księgowego. Oczywiście to wszystko przeliczamy na złotówki, ale jedynym kosztem, który ponoszą rezydenci, jest niewielki czynsz za lokal.

W ostatnim czasie zmieniły się warunki naboru rezydentów. Dotychczasowa formuła się wyczerpała, czy jest jakiś inny powód tej zmiany?

Kiedy mnie ktoś prosi, żebym krótko scharakteryzował, czym jest Art_Inkubator, to mówię, że to specyficzne laboratorium. Rezydenci się nie powtarzają, każdy jest inny, ma inne pomysły, potrzeby, kompetencje i oczekiwania. Mamy też świadomość, że wszyscy są na początku swojej drogi biznesowej i czasami trudno im na stałe zdefiniować swoją przyszłość. Dlatego od czasu do czasu, mniej lub bardziej delikatnie, przypominamy im, że są tutaj po to, żeby tworzyć nową wartość i zarabiać na tym. Formuła Art_Inkubatora wciąż ewoluuje. Zależy nam na tym, aby to miejsce było cały czas otwarte dla wszystkich tych, którzy mają pomysł na biznes. Chcemy dać im szansę w każdym momencie ich działalności, a nie raz na dwa lata, czy raz na rok. Tym bardziej że – jak mówią sami rezydenci – jest to prestiżowe miejsce, dlatego chcemy, żeby było dostępne dla większej liczby przedsiębiorców.

Rozmawiał Robert Sakowski
Zdjęcia Paweł Keler