Nigdy nie miałem takiego problemu z napisaniem felietonu jak dziś. I nie chodzi przecież o moment, czy chwilę, tylko całokształt, czas, w jakim się znaleźliśmy. Pandemia, kolejne obostrzenia, niepewność, społeczny niepokój, strajk kobiet, upadające biznesy. Jak w takiej chwili przekazać coś, co ma sens, wesprze, doda otuchy?

Od zawsze pisałem Wam o sobie, swoich wątpliwościach, emocjach, marzeniach. Dziś, gdy skupiam się na jednym: przetrwać, Wy zapewne macie podobnie, nie chcę tym felietonem
komukolwiek dokładać zmartwień, czy pogrążać się w martyrologii. Zatem zrobiłem sobie listę małych przyjemności, codziennych rytuałów, które podnoszą nastrój, choćby na chwilę,
pozwalają się oderwać od czarnowidztwa lub tracenia czasu na szukanie rozwiązań tam, gdzie nic nie zależy od nas. Chętnie się nią z Wami podzielę, choćby dlatego, by i samemu
przypomnieć sobie, co w tych miesiącach, gdy żyję zupełnie bez planu – tylko z dnia na dzień, przynosi ulgę.

Zaczynamy. Poranna kawa nigdy nie kończy się na jednej, ale wypijana w spokoju, przy dźwiękach ulubionej muzyki, bez tv, wiadomości i przeglądania komórki, jest podstawą
każdego „dzień dobry”. Ulubiona muzyka jest zresztą kolejnym ważnym elementem dnia, gdy gotuję, sprzątam, gdzieś idę, lub leżę w wannie. Uwielbiam słuchać tego, co mnie relaksuje,
zwłaszcza bossa nowy, muzyki latynoskiej lub smooth jazzu. Jeśli piszę już o wannie, to przyznam się, jest to moje uzależnienie, mogę w niej leżeć, czytając książki tak długo, jak długo dam radę dolewać gorącej wody.

Kochani nie będę ściemniał, uwielbiam jeść i spać. Często jest to ciąg przyczynowo-skutkowy, wiem – nie służy sylwetce, ale samopoczuciu i owszem. Drzemki są wspaniałe, ktoś, kto będzie chciał mi je odebrać, pozna wielką siłę mojego oporu. Kiedy za oknem jest zimno, pada deszcz, a ty zastygasz na godzinkę – niepewności i problemy też na chwile przestają istnieć.

Rozsądek każe mi zmuszać się do spacerów, ale jeśli mam już do nich towarzystwo, to faktycznie jest to kolejna przyjemność. Z treningami online już gorzej, po misce pyr zdecydowanie
króluje drzemka, nie aktywność fizyczna. Mam też słabość do dobrych seriali zawsze znajdę coś, w co się wkręcę, znajdując zastępstwo dla lękowego samobiczowania się z powodu
narastającego kryzysu.

Kochani, mimo iż pracuję właśnie nad tytułową rolą w spektaklu „IDIOTA” (premiera, gdy średnia/krzywa zachorowań opadnie, czy się wypłaszczy, czy co tam jeszcze) to idiotą nie jestem. Jak każdy przedsiębiorca drżę o przyszłość swojej firmy, jak każdy człowiek boję się o zdrowie swoich bliskich i swoje, jak każdy artysta w lockdownie czuje się sfrustrowany. Te małe rzeczy niczego przecież nie zmienią, a może właśnie mogą zmienić bardzo wiele, jeśli na chwilę nawet pozwolą nam cieszyć się w czasach, w których o radość jest bardzo trudno.
Zróbcie sobie własną listę i dbajcie o siebie…