Jestem z tego pokolenia, w którym mówiło się, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. U mnie na szczęście mówił tak tylko mój wujek. Nie darzyliśmy się nadmierną sympatią. I, prawdę mówiąc, tak jest do dziś. Już jako mała dziewczynka wyraźnie czułam, że jest coś niestosownego w tej surowości i ignorancji, z jaką niektórzy dorośli traktowali dzieci. A przecież jak mawiał Janusz Korczak: „Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia”. Jakie to piękne! Na szczęście moja mądra mama zawsze dawała mi do zrozumienia, że to, co myślę, jest ważne i mam prawo wyrażać swoje poglądy bez względu na to, ile mam lat. Chętnie korzystałam z tego prawa, nawet kiedy inni nazywali to bezczelnością, tupetem, a w skrajnych przypadkach – brakiem dobrego wychowania.

Kiedy byłam nastolatką namiętnie słuchałam Staszka Sojki. Niektóre słowa jego piosenek rozbrzmiewają we mnie do dziś. „Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie? Budowa muru wokół siebie – marna sztuka”. Ależ to jest nadal aktualne. Od lat rozmawiamy o tolerancji, empatii i otwartości. I co dla nas z tych rozmów wynika? Prawdę mówiąc, niewiele, bo nadal „człowiek człowiekowi wilkiem”. Szkoda. Wielka szkoda. Przecież potrzebujemy siebie nawzajem równie mocno jak powietrza. Kiedy w końcu zrozumiemy, że różnice nie muszą nas dzielić? Przeciwnie – mogą inspirować, uczyć i dawać nową perspektywę. Jak mawiał pewien mądry Tadeusz: „Można się różnić, można się spierać. Ale nie można się nienawidzić”.

Z jakiegoś powodu zabrakło nam tej mądrości, a bez niej oraz naszej dobrej woli daleko raj. Każda zmiana to proces, który wymaga czasu, zaangażowania i cierpliwości. Warto o tym pamiętać. Nie tylko od święta. Świat, który tworzymy nie należy wyłącznie do nas. Jest również miejscem, w którym wzrastają nasze dzieci. Mądre i szalenie wrażliwe istoty, które z natury mają przepełnione miłością serca. Patrząc na to, co dzieje się wokół, można odnieść wrażenie, że miłość jest tym, czego obecnie najbardziej nam potrzeba. Ona przynosi ze sobą spokój, szacunek, troskę oraz akceptację. Wokół takich wartości możemy budować dialog, w którym jest miejsce dla każdego bez wyjątku. Bez wartościowania, pouczania, wykluczania. Bez pogardy i kpiny. Bez oskarżeń, potępiania i oceniania. Ze spokojem, którego potrzebujemy. Każdy z nas popełnia błędy. Chociaż dużej łatwiej jest nam je dostrzec w drugim człowieku, niż w sobie. Taka już nasza ludzka natura, że prędzej zobaczymy źdźbło w oku bliźniego, niż belkę we własnym. Dlatego warto z refleksją i ostrożnością ważyć rzucane słowa, mając na uwadze to, o czym od lat śpiewa nam mistrz: „Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci. Daleko raj gdy na człowieka się zamykam”.