Sukcesy, które odnosi zawdzięcza ciężkiej pracy i wsparciu, które daje jej rodzina. Gdyby nie karate pewnie zostałaby baletnicą. Kocha flamenco i Łódź. Po prostu Katarzyna Krzywańska, prezes Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego, wielokrotna medalistka mistrzostw świata, Europy i Polski w karate tradycyjnym.

LIFE IN. Łódzkie: Dlaczego akurat karate?

Katarzyna Krzywańska: Mój tata jest instruktorem karate tradycyjnego. Wielokrotnie próbował namówić mnie na treningi, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Ale nie byłam zbyt chętna, oczywiście do momentu, kiedy lekarz, który też zajmuje się karate, dr Zbigniew Lipczyk, wykrył u mnie skrzywienie kręgosłupa. To dosyć częsta wada postawy wśród dzieci. Miałam wybór: albo pójść na gimnastykę korekcyjną, albo na karate. Wybrałam karate. Wybór ułatwiła mi moja przyjaciółka z klatki Ania Kulczyńska, która bardzo chciała rozpocząć treningi sztuki walki. Zatem od pierwszego treningu aż do teraz trenujemy w swoich klubach i mamy też swoich uczniów.

Wybrała Pani sport wymagający dużo samodyscypliny, poświęcenia. Nie było momentów zwątpienia, nie przemknęła myśl, by zrezygnować?

Każdy sport jeżeli się nim na poważnie zajmujemy wymaga dużo poświęceń. Ćwiczę karate od dziewiątego roku życia, tak że w zasadzie nie wiem, jak to jest nie ćwiczyć i nic nie robić. Od kiedy pamiętam zawsze miałam ułożony plan dnia, byłam zorganizowana, na wszystko miałam czas. I dla przyjaciół, i na naukę angielskiego, i na zabawy na podwórku z koleżankami, a przecież treningi miałam codziennie. Jeździliśmy na nie całą paczką, z Anią, z jej bratem, w kilka osób. Trwały wtedy znacznie dłużej niż teraz – trzy godziny.

Jak umiejętności zdobyte podczas treningów przekładają się na życie codzienne?
Uprawianie sztuk walki przydaje się na co dzień. I nie chodzi tu o obronę fizyczną, co na szczęście nigdy mi się nie zdarzyło. Myślę, że wiele razy mogłam dzięki pewnemu wyczuciu, dzięki obserwacji otoczenia uniknąć walki, bo na przykład przeszłam na drugą stronę ulicy i przez to nie zostałam zaczepiona. Karate jest zarówno sztuką samoobrony fizyczną, jak również mentalną, psychiczną. Daje dużo pewności siebie na przykład w negocjacjach. A dyscyplina i systematyczność ułatwia organizację swojego życia i organizację pracy.

Zastanawiała się Pani co robiłaby, gdyby nie karate?

Prawdopodobnie zostałabym baletnicą (śmiech). Moja babcia Jolanta jest emerytowaną śpiewaczką operową Teatru Wielkiego w Łodzi. Od najmłodszych lat miałam styczność z teatrem i bardzo mi się to podobało. Zdarzyło mi się nawet statystować w operze jako dziecko. Kilka lat temu wystąpiłam także w Teatrze Muzycznym w Łodzi w sztuce Artura Żymełki „Kobieta z wydm”. Często powtarzam moim rodzicom, że szkoda, że nie zapisali mnie na balet. Oni odpowiadają, że pewnie wówczas byłabym już na emeryturze. Natomiast ja uważam, że lepiej wybrać pasję. Jestem propagatorką zdrowego stylu życia i uważam, że sztuki walki są do tego bardzo dobre, symetrycznie rozwijają sylwetkę, są idealną aktywnością fizyczną.

Podobno jest też Pani wielką miłośniczką flamenco?

Tak! Flamenco to moja pasja od wielu lat. Uwielbiam energię i emocje tego tańca. W zależności od stylu (palo) ruchy są miękkie, płynne albo ostre i szybkie. Do tego dochodzą podziały rytmiczne, które są dość skomplikowane, nieco „połamane”. Flamenco to taniec dla osób dojrzałych. Istotne jest tzw. duende, czyli dusza, emocje, autentyczność. Czym większy bagaż doświadczeń, tym więcej można wyrazić w tańcu.

Jeśli ma Pani wolny czas od karate, to jak go spędza?

Dużo podróżuję. Uważam, że przeżycia (zwłaszcza w gronie przyjaciół) i doświadczenia są w życiu najważniejsze. Podróżowanie to najlepsza szkoła. Jestem również pasjonatką naszej pięknej Łodzi. I jak już wspominałam wcześniej – dużo wolnego czasu poświęcam flamenco.

Sport to również przestrzeganie odpowiedniej diety, wymagającej pewnie wielu kulinarnych wyrzeczeń…

To zależy od cech indywidualnych i od tego, jaki ma się organizm. Nigdy nie miałam z tym problemu. Jem to, co lubię. Mam to szczęście, że nie lubię słodyczy. Nie jadam mięsa. Uwielbiam kuchnię włoską.

Jak zachęcić dzieci do trenowania karate? Karate wydaje się być dosyć monotonne.

Na treningu wielokrotnie powtarzamy ciosy, kopnięcia. Rola dobrego instruktora polega właśnie na tym, by tak urozmaicić trening, wprowadzić dużo elementów np. zabawy, żeby dzieci chciały trenować i podejmować wyzwania stawiane na zajęciach. Pamiętam, że nigdy nie przyszło mi do głowy, aby przerwać treningi, po pierwsze ze względu na tatę, a po drugie miałam dużo fantastycznych znajomych, z którymi ćwiczyłam. Do tego pojawiły się sukcesy sportowe, które chciałam kontynuować. Często bywa tak, że dzieci zaczynają ćwiczyć jako pierwsze, później na trening decydują się ich rodzice. I po latach to dziecko rezygnuje, a rodzic zostaje. W Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego działa chyba najwięcej sekcji dla dorosłych, którzy zaczęli ćwiczyć już w wieku dojrzałym.

A jest jakaś granica wieku, do której można trenować? Kiedy najlepiej rozpocząć treningi?

Nie ma. Karate nie zna granic. Wiadomo, jak w każdej dziedzinie życia, im wcześniej się rozpocznie, tym większe szanse na sukces (sportowy). Jednak dorośli, którzy podejmują treningi karate także maję szanse na medale (mają swoje zawody w różnych grupach zaawansowania). Ale to, co wygrywają przez trenowanie, to przede wszystkim sprawność i zdrowie.

Mamy w naszym województwie kawałek Japonii…

Tak. Jest to Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” usytuowane na skraju Przedborskiego Parku Krajobrazowego. Cały obiekt zajmuje 60 hektarów. Został wybudowany przez Fundację Rozwoju Karate Tradycyjnego i mający swoją siedzibę w Łodzi – Polski Związek Karate Tradycyjnego. Dofinansowania udzieliły też rząd Japonii i nasze Ministerstwo Sportu i Turystyki. Wygląda to faktycznie jak taka mała Japonia. Szesnaście domków usytuowanych na zboczu góry. Na górze wielkie Dojo z największą w naszym kraju salą do sportów walki ma ponad tysiąc metrów kwadratowych. Mamy pełną odnowę biologiczną, restaurację, specjalny pawilon herbaty, jezioro, a wokół piękne łąki, pola i lasy. Odbywają się tam między innymi nasze obozy, zgrupowania kadry, a nawet zawody: Puchary Europy i Świata w karate tradycyjnym.

Napisała Pani poradnik, ale nie o karate…

Wiele lat temu Marta Niewczas, która jest jedną z bardziej utytułowanych zawodniczek karate w naszym kraju i na świecie, zaraziła mnie zainteresowaniem do gimnastyki pilates. Pomyślałam, że mamy, które przyprowadzają dzieci na trening karate, chętnie się pogimnastykują zamiast siedzieć na korytarzu. Utworzyła się spora grupa. Na jednej sali dzieci ćwiczyły karate, a na drugiej praktykowaliśmy gimnastykę pilates. Jedna z pań, która przychodziła na zajęcia, właścicielka wydawnictwa Palatum, zaproponowała, żebym napisała o tym książkę. Na bazie gimnastyki pilates i własnych długoletnich doświadczeń ze sportem, stworzyłam zestaw ćwiczeń. Można je wykonywać bez względu na wiek, czy sprawność fizyczną. A korzyści? Przede wszystkim zniwelowanie problemów z kręgosłupem i wzmocnienie, rozciągnięcie, czy ujędrnienie mięśni.

Czy czuje się Pani silną kobietą?

Tak. Myślę, że siłę dało mi wsparcie rodziny oraz to, że sukcesy sportowe są wynikiem mojej własnej ciężkiej pracy. Siłę daje mi również pozytywne nastawienie do życia. Każdy, kto ze mną przebywa, chyba to widzi. Oprócz tego praca z dziećmi, ich rodzicami daje niesamowicie dużo energii. Wspólny czas na treningach, obozach, jak również organizowane przez Łódzką Akademię Karate Tradycyjnego wydarzenia (zawody, eventy) budują przyjaźń, przez co atmosfera w Akademii jest bardzo rodzinna. I to właśnie daje siłę!

Katarzyna Anna Krzywańska
Licencjonowana instruktorka Polskiego Związku Karate Tradycyjnego, założycielka i prezes Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego. Wielokrotna medalistka mistrzostw świata, Europy i Polski w karate tradycyjnym. Mistrzyni świata w kata indywidualnym i w en-bu kobieta/mężczyzna. Jej drugą pasją jest Łódź. Została licencjonowaną przewodniczką po naszym mieście oraz pilotem wycieczek zagranicznych.

Rozmawiał Krzysztof Karbowiak
Foto: Katarzyna Skowronek, Tomasz Śliskowski