Na początku był strach, lęk i zagubienie. Co teraz będzie? Jak to będzie? Czy ja sobie w ogóle z tym wszystkim poradzę? Pandemia zatrzymała mnie, kiedy byłam w biegu. Wiosna to najbardziej intensywny okres w mojej pracy. Wyjazdy, szkolenia, konferencje.

Kalendarz wypełniony po brzegi zapowiadał odrobinę wytchnienia w połowie lata. I nagle STOP. Ostre hamowanie. Ależ to było niewygodne. Mam naturę sprintera i bardzo lubię być w biegu. Kocham ten rytm. Bieg to mój żywioł. On mnie nie męczy. Nic a nic. Przeciwnie – dodaje mi energii i nowych sił.
Dlatego męczyłam się w tych pierwszych dniach. Męczyłam się okrutnie. Moje myśli i zawodowe plany nie potrafiły tak z dnia na dzień zatrzymać się w jednym miejscu. Odwołać, odpuścić, wykreślić, przełożyć, zrezygnować. To było trudne. Cholernie trudne. Misternie utkany plan, nad którym pracowałam przez kilka ostatnich miesięcy, posypał się jak domek z kart.

Potrzebowałam czasu, żeby to wszystko sobie poukładać. Wejść w nowy rytm. Inaczej, od nowa, po swojemu. Wiedziałam, że muszę oswoić tę trudną rzeczywistość i znaleźć w niej coś, co pomoże mi łagodnie przejść przez czas niepewności, zmienności, izolacji i dezinformacji. Powoli, krok po kroku zaprzyjaźniałam się z tą nową rzeczywistością. To wcale nie było łatwe, ponieważ nie dałam jej kredytu zaufania. Musiała sobie na niego sama zapracować.

Przekonywała mnie do siebie każdego dnia. Sceptyczna i zdystansowana nie ułatwiałam jej tego zadania. Obserwowałam, jak bardzo próbuje mnie do siebie przekonać, złagodzić mój gniew, zburzyć ten mur, który zbudowałam wokół siebie. Mój wewnętrzny głos zdawał się krzyczeć: „Jeśli jest taka mądra, niech pokaże, na co ją stać. Niech udowodni, że nie jest wcale gorsza od biegu, który tak bardzo kochałam”. Pokazała. Udowodniła. I bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyła.

To dzięki niej, w ciągu tych ostatnich tygodni, miałam okazję przyjrzeć się sobie w zupełnie nowym kontekście. Co zobaczyłam? Dziewczynę, która ma w sobie niespożyte pokłady radości, miłości, cierpliwości i delikatności. Dziewczynę, która nie załamuje rąk, lecz szuka rozwiązań. Szybko się uczy. Nie ulega spirali  lęku. Zachowuje zimną krew i zdrowy rozsądek. Nawet w ekstremalnej sytuacji nie traci z oczu tego, co dla niej najważniejsze – ludzi. Uwielbia być z nimi blisko.

Nawet jeśli to blisko oznacza mówienie do komputera. Piecze genialne ciasta. Potrafi fantastycznie dekorować dom. Kocha spacery w lesie. Ma rękę do kwiatów. Docenia minimalizm. Pochłania hurtowe ilości książek. Całkiem nieźle tańczy. Tak wiele się weryfikowało w tym trudnym czasie. Dziś doskonale wiem do czego chcę wracać, a czemu definitywnie powiem pass. Jest we mnie spokój i zaufanie. Jest więcej jasności co do tego jak ma być dalej. Czy wrócę do biegu? Myślę, że wrócę, ale to nie będzie już sprint. Czas pandemii pokazał mi, że wolnej nie znaczy gorzej tylko inaczej. I to inaczej może być całkiem OK,
jeśli tylko damy mu szansę. Chcę o tym już zawsze pamiętać.