Przyszło do mnie znienacka. Zupełnie nieoczekiwanie. Uderzyło mnie swoją prostotą. Zachwyciło precyzją. Zdumiało siłą, z jaką przekonało do siebie i otworzyło moje zalęknione serce. Pamiętam ten dzień dokładnie. Po raz kolejny stałam na rozdrożu. Z aptekarską precyzją ważyłam wszystkie za i przeciw. Dzieliłam kartę na pół. Rozpisywałam możliwe scenariusze. Medytowałam, afirmowałam, wizualizowałam. Pudło! Martwy punkt. Totalny impas.

I nagle – EUREKA! Przyszło mi do głowy, a właściwe do serca, bardzo proste pytanie. A brzmiało ono tak: „Czy ja tego chcę?”. „Nie! Nie chcę”. – zdawało się mówić, a właściwe krzyczeć całe moje ciało. Każda maleńka komórka dawała mi znaki, których wcześniej nie umiałam, a może po prostu nie chciałam odczytać. Doskonale wiedziałam, że tego nie da się już odusłyszeć. Dlatego zagłuszałam, ignorowałam, spychałam na dno serca. Aż do tego momentu. Do chwili, w której dziecinnie proste pytanie przebiło kokon, w którym tkwiłam od lat. Uwierał przy każdym najmniejszym ruchu.

Przywykłam. Dzielnie znosiłam tę niewygodę. Tak bardzo nie chciałam nikogo urazić, zawieść, rozczarować. Na tyle mocno weszłam w przypisaną mi rolę, że nie zauważyłam, jak bardzo zawodzę samą siebie. Jak trudno jest mi dotrzymać danego sobie słowa. Jak łatwo potrafię z siebie rezygnować, chowając się w zbyt ciasnym kokonie, z którego wystaje mi tylko czubek głowy. W końcu pękł. Jak dobrze. Spadł ze mnie, a wraz z nim spadł kamień z serca i rozsypał się na drobne kawałki. Poczułam ulgę. Powrócił spokój. W kącikach ust pojawił się uśmiech, a z oczu popłynęły łzy. Zmyły zmęczenie ostatnich lat. Odsłoniły piegi, które przypomniały mi, jak bardzo kocham słońce. To takie ważne, żeby być blisko siebie. Bo tylko wtedy możemy być blisko drugiego człowieka. A my tak często o tym zapominamy.

Każdego dnia zadajemy sobie nawzajem setki nieistotnych pytań. Ślizgamy się po powierzchni, zapadając w emocjonalny letarg, który pogłębia naszą samotność. Nie jesteśmy do niej stworzeni. Potrzebujemy relacji równie mocno jak powietrza. Dobrych relacji. Zdrowych, harmonijnych i partnerskich. Takich, w których możemy poczuć się jak w domu o solidnych fundamentach. W domu, który jest oazą spokoju, synonimem bezpieczeństwa. Wszystko, co nas haczy, uwiera, dotyka do żywego jest sygnałem, który zaprasza do głębszej refleksji. Jest przestrzenią na to cudownie proste pytanie, które wraca do nas niczym bumerang. Warto je złapać we właściwym momencie i głośno zapytać: „Czy ja tego chcę? Czy ja tego naprawdę chcę dla siebie?”.