O Łódzkiej Szkole Rewitalizacji, o tym co decyduje, że jedno miasto jest atrakcyjniejsze od innego i o łódzkiej przedsiębiorczości mówi Ireneusz Jabłoński, ekonomista, były wiceprezydent Łodzi i przedsiębiorca.

Za 12 lat w Łodzi ma mieszkać 620 tysięcy osób, w większości starsze pokolenia. W 2050 roku ludzi będzie jeszcze mniej, demografowie szacują, że będzie miastem niespełna półmilionowym. Reszta wyjedzie tam, gdzie jest lepiej. Myśli Pan, że to wystarczy, by być miastem konkurencyjnym wobec innych?

Na szczęście, to wciąż są tylko prognozy, a nie zdeterminowane zdarzenia, na które nie mamy wpływu. Powinniśmy je traktować z należytą powagą, ale nie ulegać im. W Polsce jest wiele miast i aglomeracji, którym ubywa mieszkańców. Zjawisko to jest po części pochodną ogólnej zapaści demograficznej, polityki realizowanej przez władze tych miast i – jak w przypadku Łodzi – specyfiki miejsca.

Ale przecież są też takie miasta, którym ludności przybywa, choćby Kraków czy Wrocław. A zatem te doświadczenia są różne. Co decyduje o tym, że jedno miejsce jest bardziej atrakcyjne od innego?

Wybór młodych mieszkańców Łodzi, szczególnie tych, którzy przyjechali zdobyć tutaj wykształcenie i pierwsze doświadczenia życiowe będzie zależał od rzeczywistej oferty miasta. Kładę nacisk na rzeczywistą, a nie pozorną, czy wręcz  propagandową, bo dziś głównym czynnikiem decydującym o tym, że młodzi ludzie decydują się zostać w jakimś miejscu, jest  atrakcyjność jego oferty zawodowej. Jeżeli dostaną tutaj pracę pozwalającą na utrzymanie na przyzwoitym poziomie siebie i rodziny, która na dodatek będzie odpowiadać ich ambicjom i aspiracjom, to zostaną. Jeżeli tego zabraknie, to wyjadą, nawet gdy będą tu mieli darmowe przedszkola, tanie mieszkania i wiele haseł werbalnie ich wspierających.

Dlaczego?

Bo nie będą mieli za co żyć i przede wszystkim nie zrealizują swoich aspiracji zawodowych i życiowych. A miasta rywalizują dzisiaj, tak jak przedsiębiorstwa, o rzadkie zasoby, do których należą potencjalni mieszkańcy. Mam wrażenie, że nasze władze zapominają o tym, co jest istotą problemu. Czyli o tworzeniu warunków do tego, żeby rosła aktywność ekonomiczna i gospodarcza osób najbardziej przedsiębiorczych, aby były warunki do lokowania  tutaj kapitału i budowania nowych  fabryk, a tym samym tworzenia atrakcyjnych miejsc pracy. Jeżeli tego nie będzie, to żadne programy skierowane do absolwentów łódzkich uczelni nie powstrzymają ich przed wyjazdem. A zatem mamy przed sobą spore wyzwanie, ale w żadnym wypadku nie jesteśmy skazani na porażkę.

Rewitalizacja, to chyba jedno z najpopularniejszych łódzkich słów, a z pewnością słowo bardzo mocno związane z miastem. Najprostsza definicja tłumaczy rewitalizację jako ożywienie, przywrócenie do życia. A czym rewitalizacja jest dla Pana?

Dla mnie jest to doskonały pretekst do tego, aby stworzyć „master plan dla rozwoju Miasta”, odbudować jego tożsamość  i przywrócić główne funkcje, ale w taki sposób, aby służyły one mieszkańcom a nie wąskim, partykularnym interesom. Krótko mówiąc – rewitalizacja, to przywrócenie miastu tych cech, które stanowiły fundament w czasie, gdy je budowano.

A w przypadku Łodzi?

W przypadku Łodzi to po pierwsze – odbudowa śródmieścia, nie tylko w sensie materialnym, ale również, a może przede wszystkim, w sensie cywilizacyjnym i ludzkim. Po drugie – jasne zdefiniowanie i powrót do tradycji Łodzi fabrykanckiej, naszej prawdziwej tożsamości, bo to będzie oznaczało, że rozwój gospodarczy miasta zależy przede wszystkim od aktywności przedsiębiorców i firm, a nie od realizowanych za nasze, czyli za pieniądze podatników programów kulturalnych i społecznych, festiwali i widowisk sportowych. To są tylko drogie błyskotki.

A co to takiego Łódzka Szkoła Rewitalizacji?

To program obywatelski, przygotowujący szczegółowy „master plan”, czyli plan rozwoju Łodzi w trzech wymiarach: urbanistyczno-architektonicznym, społecznym i ekonomicznym. Program  tworzony przez środowiska gospodarcze, związane z szeroko rozumianą branżą budowlaną, organizacje kupieckie, wspierany przez środowisko akademickie największych łódzkich uczelni. Jest to program wszystkich tych, którzy mają podobne widzenie miasta i jego szans rozwoju, posiadają kompetencje zawodowe, które pozwalają włączyć się w jego tworzenie, a w niedalekiej przyszłości, być może również w jego realizację.

Na czym polega obywatelski charakter programu?

Przede wszystkim na tym, że  jest to program tworzony przez ludzi i środowiska niezaangażowane w bieżącą walkę polityczną, wolny od partyjniactwa, realizowany przez ludzi, którzy uważają, że polityka to „roztropne działanie na rzecz dobra wspólnego”, jak pouczał Arystoteles. Pracują nad nim woluntarystycznie osoby, o uznanej pozycji środowiskowej i zawodowej, które są lokalnymi patriotami i chcą działać na rzecz dobra wspólnego jakim jest nasze miasto i jego mieszkańcy.

Nie ma Pan wrażenia, że dziś nadużywa się pojęcia społeczeństwo obywatelskie?

Tak, mam, ale  jest to najpewniej wynikiem niewłaściwego rozumienia tego pojęcia.

A jak należy je rozumieć?

Społeczeństwo obywatelskie, to określona wspólnota, którą tworzą obywatele posiadający jakąś własność i z faktu posiadania łożą na rzecz tej wspólnoty. Naturalne jest to, że jak się jest właścicielem czegokolwiek – firmy, warsztatu, sklepu, domu, mieszkania, działki rekreacyjnej, czy choćby garażu, to się o tę własność dba. To zaś pozwala rozwijać wszystkie cnoty podstawowe, takie jak  uczciwość, roztropność, oszczędność, przedsiębiorczość, racjonalność decyzji i tak dalej. Te cechy służą nam wszystkim, naszym rodzinom i wspólnocie, w której żyjemy. Bez umiejętnego i systematycznego rozwijania ich nie można zbudować społeczeństwa obywatelskiego, społeczeństwa wolnych i odpowiedzialnych ludzi!

Wróćmy do Łódzkiej Szkoły Rewitalizacji. Przy okazji prac nad tym programem opracowany został dekalog, czyli swego rodzaju zestaw propozycji, które powinny być zrealizowane w Łodzi. Jest tam punkt, dotyczący powrotu do śródmieścia tych łodzian, którzy zdecydowali się wyprowadzić na przedmieścia. Jak to ma się stać, czym zachęcić tych ludzi i czy to w ogóle możliwe?

Zauważyliśmy, że część tych, którzy w ciągu ostatniego ćwierćwiecza osiągnęli sukces materialny choćby na miarę posiadania własnego domu na przedmieściach, czy bezpośrednio poza granicami Łodzi, a szacuje się, że około 20-40 tysięcy osób mieszka poza miastem, ale w mieście pracują i realizują swoje potrzeby życiowe, w określonych sytuacjach zaczyna myśleć o powrocie do miasta, przede wszystkim do jego centrum.

Co to za sytuacje?

A choćby takie, że kiedy zaczynamy zbliżać się do wieku emerytalnego lub w ten wiek wchodzimy, życie na przedmieściach zaczyna być uciążliwe. Codzienne przejazdy nawet po kilkadziesiąt kilometrów, tracony na to czas, godziny spędzone w korkach, koszty paliwa – to wszystko powoduje, że wielu zaczyna się zastanawiać czy warto i czy nie lepiej będzie ponownie zamieszkać w śródmieściu. Na dodatek im więcej lat, tym większa potrzeba korzystania z opieki medycznej, dobrego sąsiedztwa, bogatej w mieście oferty kulturalnej i rozrywkowej, na ogół niedostępnej na przedmieściach. I jeżeli osobom tym zaproponuje się powrót do zrewitalizowanego centrum miasta, gwarantując jednocześnie odpowiedni standard życia i per saldo mniejsze koszty utrzymania, to jest spora szansa, że oni z tej propozycji skorzystają.

No a co z tymi, którzy dziś mieszkają w śródmieściu, w komunalnych mieszkaniach, często bezrobotni i pozbawiani środków do życia?

Oni na czas remontów budynków, będą musieli je opuścić i zamieszkać gdzie indziej. Jeżeli później będą chcieli wrócić i będzie ich stać na czynsz w wyremontowanym mieszkaniu, a proponowane będą różne standardy, również na przeciętna kieszeń, to wrócą. Będzie jednak spora grupa takich, dla których mieszkanie w śródmieściu z różnych powodów stanie się niedostępne. Trzeba im będzie zaproponować inne miejsca zamieszkania, których w Łodzi jest całkiem sporo. To się zresztą już dzieje. Proszę zwrócić uwagę, że sytuacją nienaturalną jest to, co dziś obserwujemy w śródmieściu Łodzi – żyją tam rodziny, które od dwu, a nawet trzech pokoleń dotknięte są nierozwiązywalnymi w obecnej sytuacji problemami. W wielu przypadkach jedyną szansą dla nich jest właśnie zmiana środowiska i otoczenia. Może wtedy zauważą, że życie może wyglądać inaczej i może zechcą zmienić swoje. Nawet jak będzie to udziałem kilu czy kilkunastu procent obecnych lokatorów śródmiejskich mieszkań komunalnych, to warto.

A pozostałych skazać na wegetację?

Skazać?! (zdziwienie) Panie redaktorze, jeżeli ktoś mając trzydzieści, czterdzieści lat albo i więcej uparł się, żeby zmarnować swoje życie, to przecież jest dorosły i to jest jego wybór. Miłosierdzie chrześcijańskie nakazuje nam pomagać takim osobom i trzeba to robić, ale sposobu życia na siłę przecież im nie zmienimy. Ja jestem zwolennikiem, takiego rozwiązania, żeby większość miejskich programów pomocy skierować przede wszystkim na dzieci i młodzież. One powinny dostać szansę na inne życie, niż mieli ich rodzice i dziadkowie. Do tego celu należy wykorzystać doświadczenie i kompetencje organizacji społecznych, związków wyznaniowych (przede wszystkim kościoła katolickiego) i ludzi dobrej woli. I o takich działaniach też mówimy w programie Łódzkiej Szkoły Rewitalizacji.

Co trzeba zrobić, aby rozwiązanie proponowane w Waszym programie zostały zrealizowane?

Po pierwsze, trzeba je starannie i z pewną wizją zaplanować. Rewitalizacja jako swego rodzaju strategiczny plan rozwoju miasta, powinna uwzględniać zdarzenia, które mogą zaistnieć w ciągu najbliższych dwóch pokoleń, tj. 40-50 lat. Realizacji takiego programu nie może być ograniczona do jednej  kadencji czy tym bardziej jej części.
Po drugie, wszystkie prace, które będą realizowane podczas rewitalizacji muszą być tak skrojone, sformatowane finansowo i organizacyjnie, aby udźwignęli je łódzcy przedsiębiorcy. Aby wartość dodana, jak się mówi w ekonomii, pozostała w mieście i je wzbogacała. To oni powinni odbudować Łódź, czerpiąc z lokalnego rynku pracy i angażując lokalnych kooperantów, a nie europejscy czy światowi liderzy branży budowlanej, co teraz ma miejsce.

Jak to zrobić?

Jest to duże wyzwanie natury zarządczej i planistycznej, ale przy pewnym wysiłku i dobrej woli można mu podołać. Należy podzielić określone kwartały miasta przeznaczone do rewitalizacji na mniejsze obszary zwane blokami (np. do 4 tys. mkw. docelowej powierzchni użytkowej), tak zaplanować harmonogram prac, by remonty odbywały się i kończyły w tym samym czasie. Tak się w Łodzi już dzieje, ale w domenie prywatnej. Widać to na przykładach rewitalizacji realizowanych przez naszych przedsiębiorców, choćby Off Piotrkowska, Księży Młyn, Monopolis i innych. Ale dzieje się to trochę spontanicznie i wymaga pewnego usystematyzowania. Dlatego widzę konieczność przygotowania wieloletniego (nawet kilkunastoletniego) planu operacyjnego dla Łodzi służącego realizacji programu rewitalizacji, który zdefiniuje ogólne funkcje miasta, określi rozbudowę, czy wręcz budowę miejskiej infrastruktury – dróg, placów, parkingów, kanalizacji, CO i wskaże, kto ma to zrealizować według określonej kolejności i porządku, tak, by nie dezorganizować miasta (czego znów doświadczamy) w większym stopniu niż to konieczne. Oczywiście realizacją tych inwestycji powinni zająć się lokalni inwestorzy lub grupy inwestorów, w ramach obowiązującego prawa.

Myśli Pan, że damy sobie sami radę z tym?

Jestem przekonany, ze tak. Są w Łodzi osoby i organizacje, które mają ogromne kompetencje planistyczne i zarządcze, doświadczenie w prowadzeniu rewitalizacji, zarówno w wymiarze intelektualnym jak i praktyczne. Trzeba je tylko zaprosić do aktywnego udziału w realizacji tak pasjonującego, skądinąd  przedsięwzięcia, tworząc jednocześnie naszą unikalną specjalność – miejską kompetencję, która wyróżni Łódź w Polsce i Europie. Dlatego też Łódzka Szkoła Rewitalizacji ma być również miejscem, w którym te wypracowane w trakcie realizacji wiedza i umiejętności, zostaną zebrane i będą znakiem firmowym miasta, tak jak łódzka przedsiębiorczość w XIX wieku.

To realny program dla Łodzi, możliwy do realizacji?

W przekonaniu sygnatariuszy tego programu, to ostatnia szansa dla Łodzi jeżeli myślimy o tym, by poradzić sobie z problemem, od którego zaczęliśmy naszą rozmowę. Przywołam tu cytat z św. Franciszka, który już jakiś czas temu powiedział: „Zacznij od robienia tego, co konieczne, potem zrób to, co możliwe. Nagle odkryjesz, że dokonałeś niemożliwego.”

 

Dekalog Łódzkiej Szkoły Rewitalizacji:
  1. Przywrócić miastotwórcze funkcje śródmieścia na miarę XXI wieku.
  2. Odbudować ład przestrzenny i architektoniczny, z dbałością o estetykę miejsca i poszanowanie tradycji.
  3. Stworzyć warunki do powstania wspólnoty mieszkańców, zdolnej do samodzielnego utrzymania zrewitalizowanej przestrzeni.
  4. Zaplanować i wykonać infrastrukturę sieciową miasta na miarę XXI wieku.
  5. Uczynić z obszaru śródmieścia strefę przyjazną dla pieszego, poprzez właściwą organizację systemu transportu kołowego i publicznego.
  6. Stworzyć przyjazne warunki dla rozwoju lokalnej przedsiębiorczości oraz budowy zamożności społeczeństwa obywatelskiego.
  7. Dokonać podziału zadań inwestycyjnych Programu rewitalizacji według skali właściwej dla potencjału ekonomicznego lokalnych małych i średnich przedsiębiorstw.
  8. Wprowadzić, w zrewitalizowanym obszarze, usługi publiczne adekwatne do potrzeb nowej – odbudowanej wspólnoty śródmieścia.
  9. Stworzyć program: „Powrotu do Miasta”, tj. migracji mieszkańców z przedmieść
    do śródmieścia.
  10. Na bazie doświadczeń z realizacji Programu rewitalizacji zbudować wysokie kompetencje skupione w Łódzkiej Szkole Rewitalizacji, będące unikalną specjalnością, wyróżniającą Łódź w Polsce i w Europie.